Około tysiąc godzin pracy rocznie w naprawdę trudnych i zróżnicowanych warunkach. Jak w takich wymagających realiach radzą sobie ładowarki teleskopowe Merlo?

Z ładowacza na ładowarkę

Do 2012 r. Pan Adrian Kołek, rolnik z woj. opolskiego w pracach załadunkowych wykorzystywał ładowacz czołowy zamontowany na ciągniku Fendt 309. Z roku na rok pracy było jednak coraz więcej, dlatego też podjęta została decyzja o zakupie ładowarki teleskopowej.

Pod uwagę brane były wówczas dwie marki: Merlo oraz Manitou. Po skonfigurowaniu obu maszyn okazało się, że nieco korzystniej finansowo wyszła ta pierwsza i to na nią postawił gospodarz, wybierając model P34.7 Top.

- Przesiadka z ciągnika z ładowaczem czołowym na ładowarkę była dla nas ogromnym przeskokiem. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że w każdym większym, liczącym się gospodarstwie powinna znajdować się ładowarka teleskopowa – zaznacza Adrian Kołek.

Intensywnej pracy się nie boi

Od grudnia 2012 r. do dnia dzisiejszego ładowarka przepracowała ok. 9,5 tys. h, co oznacza, że w skali roku na liczniku przybywało ok. 1 tys. h.

Warto dodać, że Merlak (jak pieszczotliwie swoją ładowarkę nazywa rolnik) pracował w trudnych warunkach chociażby przy załadunku obornika, otrębów, przy pracach budowlanych, usługach załadunkowych, przy skupie zboża i wielu innych pracach w gospodarstwie.

Ładowarka Merlo P34.7 Top przez 10 lat przepracowała prawie 10 tys. h fot. Tomasz Kuchta
Ładowarka Merlo P34.7 Top przez 10 lat przepracowała prawie 10 tys. h fot. Tomasz Kuchta

- Niech jakimś wyznacznikiem skali, w jakiej pracowała pierwsza ładowarka będzie fakt, iż rocznie załadowywała ona w tamtym czasie ok. 10 tys. t obornika – dodaje Kołek.

Pod względem parametrów roboczych ładowarka jest w pełni wystarczająca dla rolnika, gdyż oferuje maksymalny udźwig na poziomie 3,4 t przy maksymalnym wysuwie sięgającym 7 m. Całość napędza 4-cylindrowa jednostka napędowa produkcji Deutz AG o mocy nieco ponad 100 KM.

Zdaniem Kołka moc silnika, jak i wydatek pompy hydraulicznej są w pełni wystarczające do sprawnej pracy ładowarką. Zużycie paliwa nie było nigdy mierzone, jednak przy całym dniu intensywnej pracy, paliwa wystarcza na ponad jeden dzień (zbiornik paliwa 150 l), co zdaniem właściciela jest w pełni satysfakcjonujące.

- Jednocześnie jadąc, skręcając, operując wysokością i wysuwem ramienia stwierdzam że maszyna ma w pełni odpowiednio dobraną pompę hydrauliczną, nawet dla tak narwanego operatora jak ja, który na ogół chce wszystkie prace wykonać jak najszybciej – podsumowuje gospodarz.

Sercem ładowarki jest 4-cylindrowy silnik Deutz AG o mocy nieco ponad 100 KM fot. Tomasz Kuchta
Sercem ładowarki jest 4-cylindrowy silnik Deutz AG o mocy nieco ponad 100 KM fot. Tomasz Kuchta

W kwestii komfortu pracy rolnik również nie ma zarzutów – operator ma bowiem wszystko to, co najpotrzebniejsze – wygodny, amortyzowany pneumatycznie fotel, ergonomiczny dżojstik, czy klimatyzację. Pan Kołek twierdzi jednak, że w takich maszynach powinno oferować się małą lodówkę, lub duży schowek na chociażby butelkę wody niezbędną w czasie całego dnia pracy. Bez tego bowiem woda wrzucona „pod szybę” po kilku godzinach pracy jest niemal zagotowana.

Prawie bezawaryjna

Przy intensywnym użytkowaniu maszyny najważniejszą kwestią z punktu widzenia właściciela jest jej bezawaryjność, a tym samym stała gotowość do pracy. Wśród bieżących napraw dominowały tematy eksploatacyjne, takie jak: wymiana łożysk, krzyżaków na WOM, sworzni, tulejek, czy sporadyczna wymiana węży hydraulicznych.

Największa awaria, jaka wystąpiła w tym czasie w ładowarce dotyczyła tylnego mostu, gdzie w podczas pracy popuściły śruby mocujące i przy ładowaniu obornika uszkodzeniu uległ wałek napędowy wraz z obudową. Cała naprawa z wymianą uszkodzonych części na nowe zamknęła się w kwocie ok. 8 tys. zł.

Największa awaria, jaka wystąpiła w tym czasie w ładowarce dotyczyła tylnego mostu, gdzie w czasie pracy popuściły śruby mocujące i przy ładowaniu obornika uszkodzeniu uległ wałek napędowy wraz z obudową fot. Tomasz Kuchta
Największa awaria, jaka wystąpiła w tym czasie w ładowarce dotyczyła tylnego mostu, gdzie w czasie pracy popuściły śruby mocujące i przy ładowaniu obornika uszkodzeniu uległ wałek napędowy wraz z obudową fot. Tomasz Kuchta

Co ciekawe, niedawno ładowarka nie chciała odpalić i okazało się, że zepsuł się rozrusznik. Rolnik odkręcił go i zawiózł do mechanika.

- Mechanik widząc jak bardzo jest zużyty, aż złapał się za głowę. Nic w tym dziwnego, przecież przez te 10 lat i 10 tys. h ładowarka była odpalana pewnie z milion razy. Sama regeneracja rozrusznika kosztowała nas zaledwie 200-250 zł – tłumaczy Kołek.

Jak dodaje rolnik, żaden z najważniejszych podzespołów ładowarki, tj. silnik, pompa hydrauliczna, czy chociażby siłownik od podnoszenia ramienia nigdy nie wymagały naprawy.

Pora na kolejny zakup

Stało się więc jasne, że przydałaby się druga ładowarka. Jako, że Merlo w tak wymagających warunkach radziła sobie bardzo dobrze i niemal bezawaryjnie, to rolnik z góry zaznaczył, że nie zamierza zmieniać marki i ponownie postawi na maszynę w zielonym kolorze. Pojawił się jednak dylemat, jaki model wybrać.

- Przede wszystkim chcieliśmy, aby nowa ładowarka miała bardzo zbliżone parametry robocze do tej pierwszej, przy czym zależało nam na tym, aby była ona niższa, gdyż część prac wykonywanych było w niskich pomieszczeniach inwentarskich – wspomina rolnik.

Ostatecznie wybór padł na model TF33.7 w wersji z obniżoną kabiną, która ma zaledwie 202 cm wysokości. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest ona niższa od swojej starszej siostry o prawie pół metra.

W 2020 r. w gospodarstwie Pana Adriana Kołka pojawiła się druga ładowarka Merlo, model TF33.7 fot. Tomasz Kuchta
W 2020 r. w gospodarstwie Pana Adriana Kołka pojawiła się druga ładowarka Merlo, model TF33.7 fot. Tomasz Kuchta

- Dzięki temu bez problemu mieści się w kurnikach. Ogromnym jej atutem jest to, że wejście do kabiny jest bardzo wygodne, bo nie trzeba wchodzić po schodkach do góry, jak to ma miejsce w starszym modelu. Co prawda wiąże się to z nieco gorszą widocznością na prawą stronę ładowarki – coś za coś – wyjaśnia Adrian Kołek.

Również pod względem mocy, udźwigu oraz wysokości podnoszenia jest ona porównywalna z modelem P34.7 Top. Nowa ładowarka oferuje bowiem udźwig 3,3 t, maksymalną wysokość podnoszenia 6,6 m oraz 115 KM mocy.

- Pomyśleliśmy sobie, że skoro jedna ładowarka przepracowywała rocznie tysiąc godzin, to w przypadku posiadania dwóch ta praca rozbije się na pół, więc każda zrobi ok. 500 h, a my będziemy mieli więcej czasu na ich terminowe serwisowanie. Po roku przekonaliśmy się, że nasze założenia okazały się błędne, bo w ciągu 12 miesięcy każda z  ładowarek wykręciła ponad 1 tys. h - zaznacza gospodarz.

Merlo po raz drugi

W ten sposób w 2020 r. w gospodarstwie pojawiła się druga ładowarka teleskopowa marki Merlo i jak się okazuje, od razu zaskarbiła sobie sympatię wszystkich operatorów.

Nowa ładowarka jest zauważalnie niższa fot. Tomasz Kuchta
Nowa ładowarka jest zauważalnie niższa fot. Tomasz Kuchta

- Zauważamy, że nowsza ładowarka wyposażona jest w wygodniejsze siedzenie. Na duży plus odnotowujemy także to, że producent przeniósł funkcje zmiany kierunku jazdy na dżojstik, dzięki czemu można niemal w ogóle nie odrywać rąk od jego dźwigni – dodaje Adrian Kołek.

Również wejście do ładowarki jest dużo wygodniejsze, niż w starszym modelu, jest to jednak okupione nieco gorszą widocznością na prawą stronę maszyny.

Pora na podsumowanie

Zielone ładowarki w gospodarstwie pana Adriana Kołka wypracowały sobie opinię bardzo solidnych maszyn, nie dziwi więc fakt, że jak twierdzi gospodarz, w przyszłości gdy którąś z ładowarek trzeba będzie zastąpić, to znowu postawi na Merlo.

- Przede wszystkim są to bardzo dobre maszyny, które sprawdzają się w bardzo trudnych warunkach, a przy tym są niemal bezawaryjne, co jest dla nas podstawą przy tak intensywnym ich wykorzystaniu – podsumowuje Adrian Kołek.