Uprawa pożniwna w wielu mniejszych gospodarstwach cały czas wykonywana jest za pomocą zwykłych kultywatorów zębowych bądź prostych bron talerzowych w układzie V, które to maszyny nie zawsze mogą zapewnić należytą jej jakość. Z tego też względu po tegorocznych żniwach postanowiliśmy sprawdzić w pracy stosunkowo nową konstrukcję firmy Dziekan, czyli 3-belkowy agregat ścierniskowy M Smok o szerokości roboczej 2,4 m.

Solidna maszyna

Zważywszy na to jak tanią maszyną jest M Smok, który kosztuje 4 tys. zł brutto w wersji 2,4 m, to jakość wykonania nie budzi większych zastrzeżeń. Maszyna we wspomnianej szerokości waży 380 kg, czyli nawet więcej niż deklaruje producent, który w danych katalogowych podaje wartość 275 kg. Jest to zasługa solidnych materiałów, których użyto do jej konstrukcji.

Wieżyczkę i mocowanie wału wykonano z blachy grubości 10 mm a w konstrukcji ramy zastosowano z kolei profile o przekroju kwadratu 60x60 mm oraz płaskowniki grubości 10 mm.

Cały agregat jest dosyć krótki, gdyż jego długość nie przekracza 190 cm. Tak zwartą budowę uzyskano dzięki ustawieniu zębów w rzędach oddalonych od siebie o 46 cm. Same zaś zęby sprężyste (13 szt. dla 2,4 m) zakończone gęsiostopkami o szerokości 150 mm pozwoliły na uzyskanie prześwitu pod ramą w wysokości 510 mm.

Pewne niedogodności może powodować jedynie sposób regulacji dwuczęściowego wału płaskownikowego o średnicy 350 mm. Wał ma 4 stopnie regulacji głębokości pracy i jest blokowany w danej pozycji roboczej za pomocą śrub, a do jej zmiany potrzebne są klucze. Stąd też częste regulowanie tego parametru może nastręczyć nieco kłopotów.

Jakość pracy na dobrym poziomie

Maszyny pokroju agregatu ścierniskowego M Smok to konstrukcje, które w mniejszych gospodarstwach zastąpić mają głównie tradycyjne kultywatory zębowe i jeśli wyjdziemy z takiego założenia, to z pewnością nie będziemy rozczarowani ich pracą. Na duży plus testowanego agregatu należy z pewnością zaliczyć przyzwoitą jakość mieszania resztek pożniwnych i utrzymywanie założonej głębokości pracy dzięki płaskownikowemu wałowi.

Podczas pracy na ściernisku po zbożu zarówno z zebraną jak i rozdrobnioną słomą maszyny nie udało się zapchać. Jest to zasługa stosunkowo wysokiego prześwitu, dzięki któremu ziemia swobodnie przepływa przez maszynę. Niewątpliwym atutem jest także dobre zagłębianie się jej elementów roboczych w glebę, czego mieliśmy okazję doświadczyć na fragmentach pól, na których tradycyjny kultywator nie mógł sobie z tym zadaniem poradzić i „płynął” po wierzchu.

Wyrównanie pola po przejeździe Smokiem jest na dobrym poziomie, zwłaszcza jeśli pracujemy na głębokość 5-7 cm. Nieco gorzej jest w przypadku pracy na większych głębokościach, gdyż sam wał płaskownikowy nie zapewnia zbyt dobrego wyrównania powierzchni i pozostają widoczne ślady po zębach uprawowych, choć problemem może być w tym przypadku zbyt mała prędkość jaką udawało się uzyskać, gdyż oscylowała ona najczęściej w okolicach 8-9 km/h.

Ponadto na głębokości powyżej 10 cm lepiej sprawdziłyby się węższe redlice, a włóka za wałem mogłaby znacząco poprawić wyrównanie pola. Niemniej jednak w porównaniu do zwykłego kultywatora jakość pracy jest na bardzo dobrym poziomie.

Decydując się na zakup wspomnianej maszyny należy również dobrze przemyśleć szerokość roboczą agregatu (dostępne szerokości od 1,3 do 3 m), gdyż zapotrzebowanie na moc jest wyższe niż deklarowane przez producenta. Dla szerokości 2,4 m zalecane jest 26-40 KM. Pracując tą maszyną sprzęgniętą z Ursusem C-360 na lekkich glebach kat. III i IV zauważalne były jednak niedostatki mocy, dlatego też naszym zdaniem lepiej w tym przypadku górną granicę deklarowanego zapotrzebowania traktować jako minimalną.

Podsumowanie

Warunki w jakich przyszło nam testować agregat M Smok po tegorocznych żniwach nie były z pewnością łatwe. Długotrwała susza spowodowała, że uprawki pożniwne nastręczały sporo problemów dla lekkich kultywatorów zębowych czy małych bron talerzowych. Na ich tle agregat ścierniskowy Dziekan M Smok wypadł zaskakująco dobrze, gdyż nie miał problemów z zagłębieniem się w glebę, a jakość jego pracy była na co najmniej dobrym poziomie.

Nie jest to oczywiście jakość taka jak w przypadku cięższych i większych konstrukcji, ale w porównaniu do używanych jeszcze w wielu mniejszych gospodarstwach starszych kultywatorów czy bron talerzowych, jest ona bardzo dobra. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę cenę za tę maszynę, która wypada zdecydowanie konkurencyjnie.