Jak podaje amerykański magazyn OEM Off-Highway, John Deere intensywnie pracuje nad projektem elektrycznego ciągnika, który będzie zasilany bezpośrednio z sieci z wykorzystaniem przewodu elektrycznego. Ów przewód znajduje się na rolce z przodu maszyny i jest, w zależności od potrzeb, automatycznie rozwijany lub zwijany. Specjalny wysięgnik ma za zadanie prowadzenia kabla tak, aby nie został on uszkodzony przez ciągnik lub agregowaną z nim maszynę. 

Konstrukcja jest autonomiczna, a więc nie znajdziemy w niej kabin, zbiorników, etc. Brak w nim również baterii, przez co charakteryzuje się stosunkowo niewielką masą. Ciągnik wyposażono w dwa silniki: jeden z nich o mocy 150 kW ma odpowiadać za napędzanie układu jezdnego, drugi zaś (200 kW) za działanie układu hydraulicznego i WOM-u.  

- Przy obecnym stanie techniki akumulatorowej, ciągnik John Deere Sesam (maszyna zasilana za pomocą baterii, przyp. mw) może być używany tylko przez około 4 godziny pracy w trybie mieszanym, a więc, jak to widzimy w Europie, w transporcie drogowym i z niewielkim udziałem prac polowych.  Po 4 godzinach operator musi czekać kolejne 3 godziny, aby w pełni naładować akumulator ciągnika - wyjaśnia inżynier Philipp Lehmann.

Według dr. Nicolaia Tarasińskiego, kierownika ds. zaawansowanej inżynierii w John Deere, poza techniczną wykonalnością, należy jeszcze udowodnić konkurencyjność i opłacalność nowej koncepcji. Ponadto, aby rozwiązanie było komercyjnie opłacalne, nie mówiąc już o akceptacji klientów, koszty części bazowej technologii, takie jak czujniki, które umożliwiają autonomiczną jazdę, musiałyby zostać obniżone przed rozważeniem zastosowania maszyny na dużą skalę.