Rolnictwo regeneratywne zdobywa coraz większą popularność, również wśród polskich rolników. Nic dziwnego, wszak dzięki prostym zasadom, znanym wszystkim od lat, można nie tylko poprawić skład mineralny gleby, ale także zaoszczędzić na nawozach, czasie i paliwie.

Zadaniem rolnictwa regeneratywnego jest odbudowa warstwy próchniczej w glebie. Podczas wykładu zaprezentowano techniki uprawy sprzyjające temu procesowi oraz maszyny niezbędne do wdrożenia tych rozwiązań. Ponieważ warstwa próchniczna gleby zawiera organiczny węgiel jej wzrost przekłada się również na ograniczenie globalnej emisji CO2 do atmosfery, a to może być źródłem dodatkowych dochodów gospodarstw.

Czym jest rolnictwo regeneratywne?

Dr Inż. Mirosław Czechlowski zaczął swój wywód od definicji oraz od tego, że słowo regeneratywne jest mało fortunne. Znacznie lepsze jest określenie regeneracyjne.

- Określenie „rolnictwo regeneracyjne” lepiej pasuje do zagadnienia. Najprawdopodobniej błąd wynika z niefortunnego tłumaczenia z angielskiego tekstów przychodzących do nas z instytucji Unii Europejskiej. W Polsce rolnictwo regeneracyjne, regeneratywne czy też węglowe jest znane mniej więcej od 30 lat, zaś problem z glebą twardą jak beton zauważono już dawno temu w USA i Australii, gdzie od lat stosowano kukurydzę, w kółko i na okrągło. To wpłynęło na jakość gleby, z którą trzeba było coś zrobić – powiedział dr inż. Mirosław Czechlowski

Przede wszystkim chodzi tu o poprawę kondycji gleby, racjonalizację gospodarowania zasobami, łagodzenie zmian klimatu, poprawę wykorzystywania składników pokarmowych, poprawę dostępności i jakości wody, a także polepszenie zdrowia ludzkiego i wzrost dochodów.

- Okazuje się, że rolnictwo może służyć do zmniejszenia emisji. To powrót to tego co było już stosowane. Dziś głównie martwimy się o plony, a gdzie w tym wszystkim jest gleba? Powinniśmy iść w stronę uprawy bezorkowej, stosować różnorodne gatunki roślin – dodał Czechlowski

Niestety dzięki zastosowaniu nawozów mineralnych ilość materii naturalnej w glebie zaczęła maleć. Rolnicy zachłysnęli się sposobami, dzięki którym w prosty sposób można zwiększyć plony, poza tym zaczęto promować specjalizację jako sposób na wysokie zyski. W efekcie, dzięki braku zwierząt w gospodarstwie, wielu rolników nie ma dostępu do nawozów naturalnych, a wartość organiczna gleby zaczęła spadać. Na początku pierwszej dekady XXI w. zaczęto zwracać na to uwagę. Teraz zasady rolnictwa regeneratywnego są znane powszechnie w całej Europie.

- Celem działań rolnictwa regeneratywnego jest poprawienie żyzności gleby poprzez poprawienie materii organicznej. Dzięki temu zwiększa się dostępność wody, a rolnik stosuje mniej nawozów oraz środków ochrony roślin. Są już gospodarstwa, gdzie gleby zregenerowano w ten sposób. Gleba to nie skała, to żywy organizm – mówił podczas wystąpienia Czechlowski.

Rolnictwo regeneratywne w praktyce

Ważne jest pozostawianie resztek pożniwnych na polu, gdyż są one źródłem materii organicznej, stanowiącej źródło energii dla mikroflory glebowej. Dzięki temu dostarczane są niezbędne składniki odżywcze dla następnych roślin

Kolejnym czynnikiem jest bezorkowa, minimalna uprawa gleby. Ograniczenie uprawek do niezbędnego minimum daje możliwość pozostawienia w glebie życia i nie zostaje ono zakłócone, a mikroorganizmy glebowe mogą w pełni dostarczać roślinom składniki odżywcze.

Następnym elementem pracy nad regeneracją gleby jest uprawa roślin okrywowych, których długie korzenie spulchniają ziemię i okrywają ją przed nadmierną ekspozycją na promienie słoneczne.

Ważne jest także stosowanie nawozów naturalnych, a co za tym idzie ograniczenie nawozów mineralnych oraz i środków ochrony roślin. Nie można rezygnować z wapnowania gleby, które dostarcza ziemi jedne z najważniejszych składników odżywczych.

Jakie maszyny mogą się przydać w rolnictwie regeneratywnym?

- Gdybym pomyślał od czego zacząć to zaczął bym od żniw. Dziś rolników kusi sprzedanie słomy. Jeśli tak zrobimy to będziemy działać w kierunku wyjałowienia gleby. Jeśli zabieramy słomę z pola to tylko po to by wróciła jako obornik – powiedział Czechlowski.

Aby równomiernie rozłożyć resztki pożniwne należy zastosować Brony – zgrzebła. Są to proste maszyny i niezbyt drogie. Na rynku jest sporo producentów, również polskich. Wyposażone w długie, wibrujące w czasie pracy zęby płytko wzruszają glebę, co w warunkach normalnej wilgotności gleby, sprzyja szybkiemu skiełkowaniu osypanych nasion. Zapewniają równomierne rozłożenie rozdrobnionej słomy na powierzchni pola.

Szerokość robocza wynosi od 6 do 18 m, a zalecana prędkość robocza od 15 km/h. Zapotrzebowanie mocy wynosi od 12 do 18 kW na metr szerokości roboczej.

Kolejnym zabiegiem jest uprawa płytka gleby. Po co ją wdrożono? W ostatnich latach potrzeba płytszej uprawy (na głębokość 2-3 cm) wzrosła z kilku powodów: częstsze wykorzystanie roślin okrywowych, większe problemy z samosiewami rzepaku, większe problemy z chwastami opornymi na herbicydy, większe problemy z omacnicą prosowianką.

Co się nadaje do uprawy ultra płytkiej? Kompaktowe brony talerzowe (nieprzydatne do uprawy gleb ciężkich i suchych). Do uprawy ultra płytkiej są przeznaczone agregaty wyposażone w mniejsze talerze o średnicy od 400 do 550 mm z drobniejszym uzębieniem.

Wykład dr inż. Mirosława Czechlowskiego spotkał się z dużym zainteresowaniem uczestników konferencji, fot. PTWP
Wykład dr inż. Mirosława Czechlowskiego spotkał się z dużym zainteresowaniem uczestników konferencji, fot. PTWP

Jakie jeszcze maszyny się przydadzą? Agregaty z sekcją zębową, które konserwują całość. Stało się to możliwe dzięki gruberom mulczującym, składającym się z talerzy, zębów, elementów wyrównujących powierzchnię pola oraz wału. Przeznaczone do uprawy na głębokości roboczej od 5 do 15 cm. Upowszechnienie uprawy ultra płytkiej spowodowało, że producenci oferują rozwiązania, umożliwiające podcięcie całej powierzchni pola na głębokości roboczej ok. 3 cm. Wymaga to dokładnej kontroli głębokości pracy zębów poszczególnych segmentów agregatu, w poprzek i wzdłuż kierunku jazdy, za pomocą oddzielnych kół podporowych.

Przydatne też są wały nożowe, przeznaczone do intensywnego rozdrabniania resztek pożniwnych i poplonów. Rośliny są nie tylko cięte, ale także miażdżone i łamane, co przyspiesza ich rozkład. Wały mają średnicę od 30 do 40 cm i są wyposażone w 6-8 dzielonych noży.

Kolejnymi maszynami są modne ostatnio siewniki do siewu bezpośredniego, wyposażone w 2-3 rzędy doprawiające z talerzami falistymi oraz w wały oponowe. Mogą one pracować w warunkach dużej wilgotności gleby i zapobiegają występowaniu erozji. Dzięki uprawie całej powierzchni pola zapobiegają one presji chwastów.

Następne sprzęty to maszyny do uprawy pasowej, czyli wysiew, uprawa i nawożenie w jednym zabiegu agrotechnicznym. Dozowanie nawozów pod ziarno w warstwę gleby, w której jest wilgoć, pozwala roślinom na wykorzystanie składników mineralnych nawet w suchych warunkach. Powoduje to ograniczenie erozji wietrznej i wodnej, dzięki uprawie jedynie wąskich pasów i pozostawieniu na wierzchu resztek pożniwnych. Warto podkreślić, że wzrasta dostępność mniejszych maszyn zawieszanych na TUZ przeznaczonych dla mniejszych gospodarstw.

Rolnictwo węglowe może na siebie zarobić

Rolnictwo regeneratywne odnosi się również do modelu biznesowego, który ma na celu zwiększenie skali łagodzenia klimatu poprzez płacenie rolnikom za wdrażanie przyjaznych dla klimatu praktyk zarządzania gospodarstwem.

Finansowanie może pochodzić z funduszy publicznych, takich jak wspólna polityka rolna (WPR), lub ze źródeł prywatnych poprzez łańcuchy dostaw lub rynki emisji. Te różne źródła finansowania oferują różne możliwości i zagrożenia dla rolników oraz dla realizacji celów klimatycznych.

Okazuje się, że rolnictwo regeneratywne wcale nie jest takie trudne. Nazwa wygląda na skomplikowaną, ale całość to po prostu dobre nawyki, dobrze już znane od lat.