Czerwiec i lipiec to tradycyjnie gorące miesiące w zakupie kombajnów zbożowych – szczególnie tych używanych. W tym okresie finalizowane jest też gros umów zakupu nowych maszyn.

Kombajn to droga maszyna. Ceny najmniejszych modeli, przeznaczonych już dla kilkudziesięciohektarowych gospodarstw rodzinnych zaczynają się od ok. pół miliona złotych (poświęcamy im osobny artykuł w lipcowym wydaniu miesięcznika Farmer). Bardziej wydajne nierzadko kosztują milion zł, a ceny topowych modeli mogą przekroczyć nawet 1,5 mln zł. Czy warto ponieść taki wydatek?

Na to pytanie nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jednocześnie widać, że rolnicy coraz wnikliwiej kalkulują zasadność posiadania własnej maszyny, która przecież użytkowana jest tylko sezonowo. Widać to chociażby po wolumenie sprzedaży nowych kombajnów, który w ostatnich latach (przy ograniczonych możliwościach dofinansowania takiego zakupu) utrzymuje się na poziomie ok. 500 maszyn.

Mniejszy popyt na kombajny wymusza na producentach i dystrybutorach kombajnów niestandardowe do tej pory działania. Pojawiają się oferty wypożyczenia maszyn na żniwa, wynajmu długoterminowego, świadczenia usług. Na rynku jest też coraz więcej wyspecjalizowanych firm, które prace żniwne mogą wykonać nawet kompleksowo, a do tego dochodzi też tzw. pomoc sąsiedzka. Może warto „dogadać się” z sąsiadem, który ma solidny kombajn w swoim parku maszynowym?

Możliwości jest zatem coraz więcej i zanim zdecydujemy się na zakup własnego okrętu żniwnego, warto dokładnie przeanalizować wszystkie rozwiązania.