Tak naprawdę pokosówki nigdy nie zniknęły z rynku. Wprawdzie dzięki chemii, która pomaga w szybszym dosuszaniu upraw, np. rzepaku, udział pokosówek w żniwach znacznie zmalał, ale z drugiej strony takie rośliny jak facelia, gryka, różnego rodzaju trawy, lucerna czy koniczyna nadal wymagają pozostawienia pokosu i dokończenia pracy po wyschnięciu upraw.

Ostatnio dwufazowy zbiór stał się znów modny na polach gospodarstw ekologicznych np. przy rzepaku, jęczmieniu, życie i nawet pszenicy.

Zwiększone zainteresowanie pokosówkami w przyszłości może wynikać także z restrykcyjnych założeń nowego Europejskiego Zielonego Ładu, w którym nacisk położono właśnie na uprawy ekologicznie i odejście od stosowania preparatów chemicznych przyspieszających suszenie upraw.

W efekcie stare enerdowskie Fortschritty stały się znów cenne i poszukiwane. Czy oprócz starych sprzętów jest na rynku coś nowego?

Po co nam pokosówki?

Kosiarki pokosowe mogą przybrać postać maszyn samojezdnych z hederem podobnym to tego z kombajnu lub specjalnych dostawek do traktora ciąganych lub zawieszanych z przodu lub z tyłu pojazdu.

Ekspozycja przemysłu maszyn budowlanych w 35 rocznicę powstania PRL 1944-1979 na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Na pierwszym planie widać enerdowską kosiarkę pokosową Fortschritt E 302, fot. PAP/Tomasz Prażmowski
Ekspozycja przemysłu maszyn budowlanych w 35 rocznicę powstania PRL 1944-1979 na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Na pierwszym planie widać enerdowską kosiarkę pokosową Fortschritt E 302, fot. PAP/Tomasz Prażmowski

Masa żniwna jest ścinana, a następnie w postaci pokosów układana na polu. W tym celu najlepiej używać bardziej delikatnych dla roślin hederów taśmowych. Oczywiście są zwolennicy wersji ślimakowych. Rolnicy używający tego rodzaju hederów wolą, gdy maszyna zgniata i łamie łodygi, ponieważ wg. nich przyspiesza to oddanie wilgoci do otoczenia.

Korzystne warunki finansowania maszyn rolniczych

Kosiarki pokosowe dysponują zakresem wysokości cięcia od 9 do 25 cm, zaś szerokość zależy od konkretnej maszyny – te najstarsze dysponują hederami z cięciem na szerokość około 4 m, wersje nowsze mogą dochodzić nawet do ok. 13 m. Dzięki cięciu na wysokim poziomie pokos ma lepsze przewietrzenie i szybciej się suszy.

Po wysuszeniu należy na miejsce podjechać podbieraczem do pokosów, który zbierze i obrobi całość. Przystawki dostępne na rynku można dobierać do większości typów kombajnów.

Pokosówki używane

Jeśli chcemy zacząć uprawę roślin wymagających zbioru dwufazowego najłatwiej rozejrzeć się za sprzętem używanym. W tym wypadku najbardziej popularną marką w naszym kraju jest enerdowski Fortschritt. Mimo że kraju, który je produkował nie ma ponad 30 lat to maszyny jeszcze pracują i są poszukiwane na rynku wtórnym. Najbardziej popularnym modelem kosiarki samojezdnej rodem z NRD jest Fortschritt E303. Ceny ostatnio poszły nieco w górę i maszynę w dobrym stanie możemy kupić za 20-35 tys. zł.

Na rynku można spotkać także starsze modele Fortschritta: E301, E302, E307 oraz nieco nowsze E340. Niestety występują one w ogłoszeniach dość rzadko i trudno określić ich obecną wartość (przypuszczalnie za dobrą maszynę cena będzie podobna do E303).

Czasem w ogłoszeniach trafi się sprzęt amerykańskiej firmy Hesston, należącej w latach 80. do grupy FiatAgri, a od lat 90. do koncernu AGCO. Jeśli zainteresujemy się sprzętem doczepianym do traktorów to wybór też jest niewielki – króluje niezniszczalny Fortschritt, od czasu do czasu znajdziemy pojedyncze maszyny innych marek.

Co ciekawe na rynku niemieckim sprawa wygląda podobnie. Miażdżąca większość maszyn pamięta Ericha Honeckera u władzy i Wartburgi na ulicach wschodniej części Berlina. W Stanach Zjednoczonych popularnymi maszynami samojezdnymi są Case IH WD 1203 i John Deere W150 lub W260.

Nowe kosiarki pokosowe

Jeśli nie chcemy babrać się używanym sprzęcie sprzed paru dekad to możemy wybrać coś nowego, choć oczywiście ponad dwudziestokrotnie droższego. Niestety nie jest łatwo, bowiem wybór jest dość ograniczony.

Wśród kosiarek samojezdnych europejskim liderem wydają się kraje byłego ZSRR. Nowoczesne maszyny, również te ze wschodu, to zupełnie inny komfort pracy niż w kosiarkach Fortschritta. Sterowanie najważniejszymi funkcjami odbywa się za pomocą dżojstika, a operator ma do dyspozycji czarno-biały komputer pokładowy.

Kosiarka samojezdna Gomselmash Palesse CS 200, fot. Gomselmash
Kosiarka samojezdna Gomselmash Palesse CS 200, fot. Gomselmash

Maszyna z Rostowa nad Donem nosi oznaczenie KSU-1 i posiada moc 157 KM. W tym przypadku szerokość hedera wynosi 9 m.

O 20 cm szerszym sprzętem żniwnym dysponuje Gomselmash w modelu Palesse CS 200. Białoruska kosiarka samojezdna wyposażona jest w silnik tego samego producenta co rosyjski odpowiednik (MMZ), ale jego moc wynosi 210 KM. Zresztą warto wspomnieć, że enerdowskie klasyki także wyposażone są w jednostki MMZ, tylko oczywiście starsze i o mocy 65 KM (model E303).

Niestety na polskim rynku maszyna Rostselmasha nie była i na razie nie będzie dostępna. Białoruski Gomselmash Palesse CS 200 występuje w ofercie firmy Agromilka. Niestety mimo naszych zapytań nie dostaliśmy odpowiedzi na temat: ile czeka się na zamówioną maszynę, jaka jest w tej chwili cena i czy rolnicy są w ogóle zainteresowani pokosówkami?

Pokosówki z Ameryki

Na nieco wyższym poziomie stoją maszyny kanadyjskie firmy MacDon czy amerykańskie Case IH, Hesston i John Deere. Niestety kosiarki pokosowe tych marek nie są jeszcze oferowane na polskim rynku. Firma MacDon zaistniała już w Europie, posiada siedzibę główną w Berlinie oraz trzech dealerów w Polsce. Zapewne w ofercie pojawią się także kosiarki pokosowe.

Popularność tych maszyn wśród producentów północnoamerykańskich nie jest przypadkowa, gdyż w tych rejonach (szczególnie w Kanadzie) okres wegetacji jest krótki i zazwyczaj nie można czekać aż roślina sama wyschnie przed ścięciem przez kombajn.

Pokosówki z Polski

W Polsce produkuje się pokosówki doczepiane do ciągników rolniczych. Jedynym rodzimym producentem jest firma Lupus z Ciechanowa. Kosiarki ciągane o szerokości 5 m oraz zawieszane o szerokości 7 m są znacznie tańszą opcją niż skomplikowane kosiarki samojezdne, szczególnie nowe.

Kosiarki zawieszane na TUZ-ie cieszą się największą popularnością. Jedynym ograniczeniem jest moc i wielkość ciągnika. Legendarna „sześćdziesiątka” nie da rady. Przy hederze o szerokości 7 m warto aby traktor miał przynajmniej 5 t masy własnej i moc około 200 KM lub wyższą. W tym przypadku do napędu maszyny potrzebny będzie WOM i trzy pary wyjść hydraulicznych. Dla wygody rolników można dokupić specjalne kosy rozszerzające sprzęt. Ceny zaczynają się od 94 tys. zł netto. Dodatkowe kosy to koszt 12 tys. zł netto.

Kosiarka dołączana polskiej firmy Lupus, fot. Lupus
Kosiarka dołączana polskiej firmy Lupus, fot. Lupus

Wersja ciągana dysponuje węższym, pięciometrowym hederem, a co za tym idzie jest lżejsza. Dlatego będzie działać także z nieco słabszym ciągnikiem. W tym wypadku do napędu także będzie potrzebny WOM oraz dwie pary przyłączy hydraulicznych. Cena wynosi 69 tys. zł netto.

Przedstawiciel firmy Lupus, Kamil Wilk, powiedział nam, że polskie pokosówki doczepiane rodem z Ciechanowa są około 2-2,5 razy tańsze od zachodniej konkurencji, a z sygnałów płynących od rolników z całego kraju wynika, że sprawdzają się w pracy tak samo dobrze.

Przystawki innych producentów

Na rynku dostępne są także kosiarki do ciągników takich firm jak ukraiński John Greaves oferowany przez firmę Agromilka czy hiszpański Moresil.

W tej chwili zainteresowanie produktami tego typu jest umiarkowane, ale przypuszczamy, że z roku na rok rynek kosiarek pokosowych będzie się tylko zwiększał.