Dobry plon kukurydzy ziarnowej to z jednej strony ogromna satysfakcja dla rolnika, z drugiej zaś obawa o zagospodarowanie pozostałych resztek pożniwnych. Właśnie w takich warunkach postanowiliśmy przetestować gruber od gliwickiego Mandamu.

Trudne warunki

Zdaniem ekspertów kukurydza zbierana na ziarno zostawia po sobie dwukrotnie więcej resztek pożniwnych w stosunku do osiągniętego plonu ziarna. Łatwo więc policzyć, iż w sytuacji gdy na omawianym polu plon mokrego ziarna sięgnął 13,5 t, to po kukurydzy zostało do zagospodarowania około 27 t resztek pożniwnych.

Korzystając z okazji iż w naszej redakcji trwa obecnie długodystansowy test kultywatora dłutowego Mandam Top 3,0, postanowiliśmy sprawdzić, jak maszyna poradzi sobie w takich warunkach.

Przygotowane stanowisko

Po zbiorze kukurydzy wykonano mulczowanie za pomocą kosiarki bijakowej, a następnie przeprowadzono uprawę broną talerzową na głębokość około 10 cm. Oba zabiegi spowodowały, że zadanie postawione przed gruberem stało się nieco łatwiejsze.

Parametry pracy

Kultywator dłutowy zestawiliśmy z ciągnikiem Massey Ferguson 6490 o mocy 170 KM. Co ciekawe, producent w danych technicznych zaznacza, iż minimalne zapotrzebowanie maszyny na moc traktora wynosi 120 KM. W naszych warunkach na glebie lekkiej i piaszczystej, przy głębokości roboczej sięgającej 27 cm pracowaliśmy z prędkością 10 km/h, a sam ciągnik nie był zbytnio obciążony.

Budowa maszyny

3-belkowy kultywator Mandam Top 3,0 posiada 10 elementów roboczych zabezpieczonych śrubami zrywalnymi. Maszyna ta posiada zamontowane dwa rodzaje redlic, o czym informowaliśmy niedawno:

Gruber ten wyposażony jest w rząd talerzy wyrównujących, których wysokość pracy ustala się indywidualnie dla każdego talerza. Z punktu widzenia użytkownika dużym udogodnieniem jest dodatkowa regulacja skrajnych talerzy na szerokość. Całość uzupełniona jest wałem daszkowym o średnicy 600 mm. W takiej kompletacji maszyna waży nieco ponad 1,3 t.

Raport z pracy

Choć Top 3,0 jest podstawowym kultywatorem w ofercie gliwickiego producenta, to i tak byliśmy zadowoleni z efektów pracy, jakie po sobie zostawił. W praktyce nigdy nie zdarzyło się nam zapchać tej maszyny, nawet w miejscach, gdzie kombajn zatrzymywał się celem opróżnienia zbiornika ziarna - również tam, duża ilość resztek pożniwnych swobodnie przepływała przez kultywator.

Maszyna pozostawia po sobie dość wyrównane i zagęszczone stanowisko – duża w tym rola sekcji talerzowej oraz wału daszkowego, którego praca szczególnie przypadła nam do gustu.

Szczegółową relację z pracy tą maszyną opublikujemy już niebawem!