Rekordowo drogie środki do produkcji

Od wiosny tego roku prawie wszyscy ukraińscy rolnicy starają się obniżyć koszty uprawy roślin. W okresie siewu jesiennego problem ten stał się jeszcze bardziej dotkliwy z powodu niemożności sprzedaży ziarna po „normalnej”, w efekcie czego wielu rolników po prostu nie ma pieniędzy. Nie oznacza to jednak, że siedzą bezczynnie – każdy rolnik stara się znaleźć optymalną równowagę między oszczędnościami a zdrowym rozsądkiem. Myślę, że ich doświadczenia zainteresują naszych polskich kolegów.

Teraz, aby zastosować 300 kg PK na 1 ha pola pod kukurydzę, trzeba zapłacić ponad 10000 hrywien (ponad 1300 zł, przyp. red). 100 ha to już million hrywien. I nie mówimy o paliwie, pestycydach, nawozach azotowych i wielu innych. Większość rolników nie ma takich pieniędzy, a także przystępnych kredytów. A co najważniejsze, nie ma pewności, że w niedalekiej przyszłości uda się sprzedać zboże i zdobyć prawdziwe pieniądze.

 Oszczędności… często kontrowersyjne

Już na przełomie marca i kwietnia, wielu ukraińskich rolników zaczęło badać doświadczenia swoich kolegów, którzy pracują bezorkowo i którzy na długo przed wojną eksperymentowali z oszczędzaniem zasobów. W związku z tym chcę podać kilka zaleceń od słynnego rolnika blogera Vadima Drobitko, które zaleca tym, którzy chcą zaoszczędzić pieniądze. Według niego są to naprawdę działające i sprawdzone opcje od wielu lat i każdy rolnik może z nich skorzystać.

Przykładowo, Vadim Drobitko pracuje w suchej strefie na południu Ukrainy i przez kilka lat z rzędu w ogóle nie używa nawozów mineralnych. Według jego obserwacji sensowne jest stosowanie nawozów tylko tam, gdzie co roku jest wystarczająca wilgotność. Szczególną uwagę należy zwrócić na nawożenie azotem zbóż ozimych – bez tego dobre plony nie są możliwe, ale jeśli rolnik ma problemy finansowe, można zrezygnować z wiosennego nawożenia pszenicy azotem.

Vadim Drobitko sprawdził również dużą ilość nawozów i stymulantów do stosowania na liście roślin. Jego jednoznaczny werdykt jest taki, że są one nieefektywne pod względem wzrostu plonów. Kondycja roślin może się poprawić, ale plon nie wzrośnie.

Wielu farmerów szuka oszczędności w uproszczeniach uprawy, fot.I.Pavliuk
Wielu farmerów szuka oszczędności w uproszczeniach uprawy, fot.I.Pavliuk

Kolejnym paradoksalnym wnioskiem tego rolnika jest to, że nie ma potrzeby przepłacania za pierwsze reprodukcje nasion. Vadim od 12 lat wysiewał nawet 19 reprodukcyjnych nasion i tę samą odmianę jęczmienia i nie zauważył spadku plonów.

Ponadto nie jest potrzebna bardzo duża gęstość wysiewu nasion. Rolnik wysiewa soję o zagęszczeniu 200 tys. nasion/ha i uzyskuje dobry plon – do 3 t/ha w strefie suchej. Z kolei słonecznik radzi sobie dobrze przy 25-30 tys. nasion/ha, a kukurydza – 45 tys./ha. Pozwala to na spore oszczędności jeśli chodzi o nasiona.

Kolejną rekomendacją Vadima Drobitko jest zastanowienie się nad realną realnością fungicydów. Na przykład, jeśli koszt jednej aplikacji leku wynosi 4-5 q/ha pszenicy lub jęczmienia. Czy opłacanie takich pieniędzy ma sens i czy nastąpi wyższy wzrost?

I wreszcie, ten rolnik zużywa tylko 25 l wody na hektar podczas opryskiwania. Według niego umożliwiło to zmniejszenie zużycia paliwa z 1,3 do 0,7 l/ha, a także dwukrotnie szybsze wykonanie prac.

W szczególności przytoczyłem te, być może kontrowersyjne, zalecenia jednego ze znanych ukraińskich rolników, aby pokazać, że w rolnictwie istnieją duże rezerwy na oszczędności. Inną rzeczą jest to, że te opcje mogą nie działać we wszystkich gospodarstwach.

Niemniej jednak prawie każdy ukraiński rolnik szuka obecnie sposobów na obniżenie kosztów. Najłatwiej jest zrezygnować z głębokiej uprawy roli i wysiewać rośliny ozime bezpośrednio w ściernisko. W rzeczywistości pozwala to zaoszczędzić od 20 do 30 l oleju napędowego na 1 ha, ale taka technologia nie jest odpowiednia dla wszystkich.

- Próbowaliśmy różnych sposobów uprawy rzepaku ozimego i byliśmy przekonani, że najlepszy wynik pod względem plonowania uzyskuje się dopiero po głębokiej orce pola. Dlatego nadal będziemy pracować według tradycyjnej technologii – mówi rolnik Ołeksandr Szewczuk z regionu Winnicy.

Faktem jest, że nasiona rzepaku są obecnie najłatwiejsze do sprzedania w korzystnej cenie – są aktywnie skupowane przez kraje UE. Jaki jest sens oszczędzania 1000-1200 hrywien na oleju napędowym, jeśli przez to plony rzepaku będą mniejsze o 0,5, a nawet 1 t/ha?

Jednak wielu ukraińskich rolników aktywnie rozwija siew bezpośredni innych upraw. Dla mnie prawdziwym odkryciem była wycieczka do rolnika Wołodymyra, który gospodaruje na południu Ukrainy. Kupił od renomowanego producenta potężny siewnik, którym zasiał kukurydzę i słonecznik bezpośrednio w nieuprawiane ściernisko. A jednocześnie podczas siewu zastosowano tylko 40 kg nawozów azotowych. Teraz z upraw uzyskiwane są wysokie plony i nie widać różnicy między poprzednią, droższą technologią uprawy a tą.

Chcę też wspomnieć o polskim Mzuri, które na Ukrainie cieszą się coraz większą popularnością. Owszem, są to drogie maszyny, które do pracy wymagają bardzo mocnego ciągnika, ale mogą znacznie obniżyć koszty paliwa, nawozu i robocizny. Prawdopodobnie na Ukrainie pracuje już kilkaset siewników tej firmy.

Zbiór mokrej kukurydzy nie opłaci się?

Osobną kwestią jest logistyka i suszenie ziarna. Cena paliwa na Ukrainie wzrosła dwukrotnie, a cena gazu ziemnego dla odbiorców przemysłowych jest obecnie po prostu nierealna. Dlatego, jeśli uprawiałeś kukurydzę o wilgotności powyżej 24 proc., to nie ma sensu zbierać jej kombajnem, transportować ciężarówkami, a następnie suszyć gazem ziemnym. Dlatego wydaje się, że część plonu kukurydzy po prostu pozostanie na polach, gdzie będzie z radością zbierany przez miejscowych.

Bardzo wysokie koszty suszenia kukurydzy i niskie ceny w skupie powodują, że niektórzy ukraińscy farmerzy planują nie zbierać jej jeśli będzie wymagała dosuszania, fot.I.Pavliuk
Bardzo wysokie koszty suszenia kukurydzy i niskie ceny w skupie powodują, że niektórzy ukraińscy farmerzy planują nie zbierać jej jeśli będzie wymagała dosuszania, fot.I.Pavliuk

Dlatego ukraińscy rolnicy gorączkowo szukają suszarni do ziarna, które działają na słomę, zrębki lub drewno. Szczerze mówiąc, wielu z nich wcześniej nawet nie chciało słyszeć o odrzuceniu gazu ziemnego – mówiąc, że nie chcę zawracać sobie głowy słomą czy zrębkami… W efekcie ci, którzy myśleli o obniżeniu kosztów jeszcze wcześniej – w dostatnie lata – teraz wygrywają.

Ukraińscy rolnicy gorączkowo szukają suszarni do ziarna, które działają na słomę, zrębki lub drewno, fot. I.Pavliuk
Ukraińscy rolnicy gorączkowo szukają suszarni do ziarna, które działają na słomę, zrębki lub drewno, fot. I.Pavliuk

Podsumowując, powiem, że większość ukraińskich rolników w jakiś sposób obniży koszty, aż do odmowy obsiewania części terenu. Jednak najsilniejsze finansowo firmy mają spory margines bezpieczeństwa i będą nadal pracować nad intensywną technologią. W szczególności są to rolnicy, którzy mają koneksje i możliwości eksportu zboża. Reszta będzie zmuszona podjąć ryzyko, korzystając z najtańszych zasobów, nie stosując nawozów i ograniczając inne środki.

Zarówno ci, jak i inni będą trzymać zboże w magazynach do końca, jeśli nie będą mogli go wyeksportować – nikt nie “odda” pszenicy po 2000 hrywien za 1 t, bo to bezpośrednia droga do bankructwa.

Autor artykułu - Ihor Pavliuk, jest ukraińskim dziennikarzem od lat zajmującym się tematyką rolnictwa.