Zakład rozpoczął pracę w 1953 r. Mury PFMŻ opuściło dziesiątki tysięcy maszyn, które masowało pracowały w państwowych PGR-ach, w mniejszych spółdzielniach i kółkach rolniczych, a niektóre eksportowano do innych krajów RWPG, czy nawet na zachód Europy.

Niestety historia ta nie ma happy endu. Dość szybko po zmianach ustrojowych lat 1989-90 zakład ogłosił upadłość. Brak zamówień z upadających wówczas PGR-ów oraz brak funduszy na zakup nowych maszyn przez rolników indywidualnych sprawiły, że PFMŻ szybko przeszedł do historii. A warto zaznaczyć, że poznański zakład obok Ursusa i FMŻ w Płocku należał do największych w branży. Jakie produkty przez 40 lat działalności pozostawiła po sobie wielkopolska fabryka?

Zapraszamy do obejrzenia całego odcinka filmu autorstwa Matheo780 na temat PFMŻ, w którym autor zajmuje się historią zakładu:

 

Snopowiązałki z Poznania

Niektórzy z Was zapewne pamiętają kłopoty całego sektora rolniczego PRL ze zdobyciem sznurka do snopowiązałek. O problemach czasem mówiono w telewizji, pisano w prasie, drwiono w filmie „Nie lubię poniedziałku”. Maszyny czekały, a sznurka nie było.

Większość urządzeń tego typu na polskim rynku pochodziła właśnie z PFMŻ, gdzie opracowano i produkowano snopowiązałki ciągnikowe o oznaczeniu WC-1. W pierwszym roku produkcji do użytku oddano ich zaledwie 15 sztuk, natomiast w następnym sezonie mury zakładów opuściło ich już niemal 1400.

Snopowiązałki były pierwszym ważnym produktem PFMŻ, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe
Snopowiązałki były pierwszym ważnym produktem PFMŻ, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe

W następnych latach PFMŻ modernizowało maszyny z serii WC-1 wprowadzając wersje WC-2, WC-3 „Wielkopolanka”, ale oprócz tego wprowadzono do produkcji zdecydowanie ulepszone snopowiązałki takie jak WC-5 „Warta”.

Vistula wyparła Wartę

Klientów na produkowane w Poznaniu snopowiązałki nie brakowało. Maszyny pomimo paru niedociągnięć i niezbyt dużej chęci konstruktorów do wprowadzania poprawek cieszyły się dużą popularnością. Jednak wszystko zmieniło się w połowie lat 50. kiedy to rozpoczęto prace nad polskim kombajnem żniwnym o roboczej nazwie KZB-3A „Vistula”.

Nowa maszyna z Płocka w kilku najbliższych latach wręcz zrewolucjonizowała polskie rolnictwo i sprawiła, że snopowiązałki odeszły do lamusa.

Żniwa we wsi Lipie w powiecie grójeckim za pomocą Ursusa C-330 i snopowiązałki Warta z PFMŻ, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe
Żniwa we wsi Lipie w powiecie grójeckim za pomocą Ursusa C-330 i snopowiązałki Warta z PFMŻ, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe

Samobieżny kombajn był dużo wydajniejszy i wygodniejszy w użytkowaniu niż przestarzała koncepcja zbioru dwuetapowego przy pomocy snopowiązałki i wolnostojącej młocarni. Dyrekcja fabryki i decydenci w ministerstwie postanowili, że PFMŻ musi zmienić profil działalności. Oprócz snopowiązałek, na które wciąż był popyt w spółdzielniach, kółkach rolniczych, czy mniejszych PGR-ach, postanowiono produkować maszyny zielonkowe.

Specjaliści od maszyn zielonkowych

W PFMŻ pojawiły się m. in. stacjonarne prasy do słomy, wyrywacze lnu, maszyny do zbioru pasz, roztrząsarki i zgniatacze pokosu, kosiarki rotacyjne i przyczepy samozbierające. Ale najważniejszym produktem PFMŻ stały się bijakowe ścinacze zielonek Orkan.

Wśród nowych maszyn, w 1970 r., w ofercie PFMŻ znalazł się m. in. produkowany na licencji udzielonej przez niemiecki Fahr Światowit Z-213. Maszyna służyła do zgniatania świeżo skoszonego pokosu, co miało na celu ułatwienie parowania wody z liści i łodyg, a w ten sposób przyspieszenia i wyrównania procesu schnięcia.

Wytwarzanie Światowita nie trwało zbyt długo, gdyż już w 1974 r. podpisano z niemiecką firmą kolejną umowę, tym razem na zakup licencji na pełną gamę maszyn zielonkowych. Wśród nowych urządzeń znalazły się kosiarki rotacyjne Z-036 i Z-071, dzięki którym „Światowit” w zasadzie stał się zbędny. Głównie ze względu na kłopoty ze sprzęgnięciem go razem z kosiarką i ciągnikiem. Dlatego dziś zgniatacz pokosu jest zazwyczaj elementem wyposażenia standardowego kosiarek.

Uwaga! Orkan zbliża się do Polski

Na szczęście nie będzie to kolejny huragan nawiedzający Polskę, a maszyna PFMŻ przystosowana do agregowania z ciągnikiem służąca do zbioru zielonek, ścinająca i podająca materiał na ciągniętą z tyłu przyczepę. Pierwszy poznański Orkan zaprezentowano w 1960 r.

Zaledwie 5 lat później światło dzienne ujrzała wersja rozwojowa Orkan 2, która została wyprodukowana już w większej liczbie egzemplarzy. Warto zaznaczyć, że Orkany 2 składano w zakładzie w Słupsku, a tylko podzespoły powstawały w Poznaniu.

Orkan 2 w czasie pracy w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej we Włostowej, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe
Orkan 2 w czasie pracy w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej we Włostowej, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe

Orkany nadal można spotkać w wielu mniejszych gospodarstwach hodowlanych. Sporo osób adaptuje je jako rozdrabniacze do słomy czy ścinacze łodyg lub poplonów. Mimo dość udanej konstrukcji i dużej popularności szybko okazało się, że ich wydajność oraz jakość pozyskanego materiału jest niewystarczająca.

Potrzebna polska sieczkarnia

Orkan 2 był tylko ścinaczem, a polskim gospodarstwom niezbędna była pełnoprawna sieczkarnia. Używanie Orkana nie było ani komfortowe, ani wydajne. Wiedziano o tym w Poznaniu. Dlatego w PFMŻ rozpoczęto prace nad sieczkarniami. Pierwszą z nich zaprezentowano w 1971 r. Nosiła ona oznaczenie Z-305 „Przemysław” i była przystosowana do pracy z ciągnikiem.

Nowa maszyna nie tylko ścinała, ale także odpowiednio rozdrabniała pokos, tak jak to czynią nowoczesne sieczkarnie. „Przemysław” wymagał pracy z nieco mocniejszymi ciągnikami, dlatego zazwyczaj widywano go w towarzystwie Ursusa C-385.

Sieczkarnia Z-305
Sieczkarnia Z-305

Do Z-305 oferowano mnóstwo przystawek, takich jak: ścinacz zielonek, podbieracz skoszonego pokosu czy adapter do zbioru kukurydzy. Dzięki nowej maszynie jakość uzyskanej paszy znacznie wzrosła w stosunku do tego co otrzymywano w Orkanie.

Rewolucja dopiero nadchodzi

Ale prawdziwa rewolucja w PFMŻ dopiero nadchodziła. Były nią sieczkarnie samojezdne, o których razem z Matheo780 opowiemy w drugiej części historii fabryki.