Któż z rolników na pytanie, czy chciałby obniżyć koszty produkcji oraz poprawić komfort pracy, udzieliłby odpowiedzi negatywnej? Pewnie nikt, więc może warto zastanowić się nad implementacją któregoś z poniższych rozwiązań.

Trudno się nie zgodzić z rolnikami, którzy swoje obiekcje przed wdrażaniem nowych technologii tłumaczą niewystarczającym budżetem. Perspektywa wymiany ciągników na nowsze i sprzętu na bardziej zaawansowany technologicznie dla wielu może okazać się przeszkodą nie do przeskoczenia. Na szczęście, na rynku funkcjonują rozwiązania, które oferują rolnikom pewną funkcjonalność i ułatwiają stopniowe wdrapywanie się na kolejne szczeble drabiny rolnictwa precyzyjnego, a przy tym korzystanie z nich nie wymaga ogromnych nakładów finansowych.

Jestem mały, chcę być nowoczesny

Pierwsze z takich rozwiązań zostało przywołane podczas konferencji Narodowe Wyzwania w Rolnictwie 2021 przez dr. inż. Jacka Skudlarskiego, który jednoznacznie wskazuje, iż naturalnym punktem wyjścia dla małych gospodarstw powinny być systemy zarządzania gospodarstwem. Funkcjonalność takich programów jest naprawdę ogromna i każdy z rolników, którzy jeszcze z nich nie korzystają, zdecydowanie powinien to rozważyć. Po pierwsze, ułatwiają one codzienne prowadzenie gospodarstwa – monitorowanie stanów magazynowych, dostęp do aktualnych danych pogodowych, stały podgląd bieżących kosztów, dokumentowanie zabiegów, prowadzenie ewidencji stosowania środków ochrony roślin czy wystawianie faktur. To tylko niektóre z funkcji dostępnych już w podstawowych wersjach programów, dzięki którym możemy oszczędzać czas w stosunku do ręcznego sporządzania dokumentacji, mając przy tym zdalny dostęp do wszelkich danych – a stąd już tylko krok do zmniejszenia kosztów produkcji. Co ważne, bardzo często takie programy czy aplikacje są w podstawowych wersjach dostępne bezpłatnie.

W ramach potrzeb rolników dostawcy oprogramowania do zarządzania gospodarstwem umożliwiają rozbudowanie podstawowych funkcjonalności do tych nieco bardziej wyspecjalizowanych, dzięki którym ułatwione będzie chociażby precyzyjne nawożenie. Wiąże się to naturalnie z wyższą opłatą za korzystanie z systemu, ale też z możliwością czerpania dużo większych korzyści.

Mapowanie plonów także w starszych kombajnach

Według Damiana Wiśniewskiego, specjalisty produktu Climate FieldView z firmy Bayer, najbardziej istotnym czynnikiem wśród wszystkich danych jest mapa plonu, która odpowiada na pytanie, jak wygląda produktywność naszych pól i czy jesteśmy w stanie podnieść na nich nasze wyniki. Oczywiście, pojawia się problem, jakim jest brak wyposażenia kombajnów w odpowiednie urządzenia do tworzenia mapy plonu. Dotyczy to zwłaszcza starszych maszyn, a trudno wymagać, by rolnik wymieniał kombajn tylko z tego powodu.

Mimo wszystko dane dotyczące plonowania są jednymi z najistotniejszych w gospodarstwie, więc trudno je pominąć. Inżynierowie Climate FieldView wyszli naprzeciw użytkownikom i zaprojektowali urządzenie tworzące mapy plonowania, które można zamontować na niemal wszystkich modelach kombajnów. Składa się ono z modułu zbierającego dane, czujnika optycznego na przenośniku pochyłym oraz wilgotnościomierza. Dzięki temu dodatkowemu wyposażeniu kombajnu rolnik otrzyma mapy plonowania pól. Natomiast dzięki nim rolnik będzie mógł sprawdzić, czy założenia przyjęte podczas sezonu wegetacyjnego sprawdzają się w praktyce. Dodatkowo dane z kilku lat o różnym przebiegu pogody budują historię plonowania danego pola, dzięki czemu informacja, jaką możemy uzyskać, jest dokładniejsza i pozwala na podjęcie lepszej decyzji.

GPS w używanym ciągniku?

Chyba każdy z rolników widział, jak wygląda praca ciągnikiem wyposażonym w system prowadzenia równoległego, oparty na sygnale GPS, i chciałby móc korzystać z takiego rozwiązania u siebie. Komfort pracy operatora, jego wydajność oraz precyzja w wykonywaniu poszczególnych zabiegów są wówczas na zdecydowanie najwyższym możliwym poziomie, a to w prostej linii prowadzi również do oszczędności finansowych. Jak się łatwo domyślić, nowy ciągnik wyposażony w taki system kosztuje na tyle dużo, że zdecydowana część rolników musi w tym wypadku obejść się smakiem. Na rynku istnieją jednak firmy takie, jak John Deere, które oferują nie tylko nowe traktory z tym udogodnieniem, lecz także umożliwiają montaż systemu naprowadzania nawet w leciwych ciągnikach, niekoniecznie z logo skaczącego jelenia.

Choć w dalszym ciągu rozwiązanie to nie jest najtańsze, to z pewnością dzięki takiej ofercie obniżającej koszty inwestycji grono potencjalnych klientów znacząco się powiększa, a sama technologia się upowszechnia. Przykładem takiego rozwiązania w firmie John Deere jest system AutoTrac.

Precyzyjny wysiew przy ograniczonych kosztach

Wśród rozbudowanych systemów zmiennego wysiewu firma Kuhn ma także rozwiązania dla mniejszych gospodarstw, które chciałyby zacząć czerpać korzyści z precyzyjnego wysiewu nawozów. Przykładem tego typu udogodnień jest model rozsiewacza MDS, który umożliwia wyłączanie połowy rozsiewacza lub zmianę dawki wysiewu za pomocą sterownika umieszczonego w kabinie ciągnika przy wykorzystaniu prostych map zmiennego dawkowania. – Ten rozsiewacz może być wykorzystywany najprościej, jak się da. Każdy dziś ma smartfon, na którym wystarczy zainstalować naszą aplikację, do której wgrywamy mapę zmiennego dawkowania. Następnie wiedząc, w którym miejscu pola jesteśmy, możemy z wykorzystaniem sterownika na bieżąco zmieniać ilość wysiewu nawozu – zaznaczył Artur Szymczak, dyrektor zarządzający w KUHN – Maszyny Rolnicze Sp. z o.o. To z pewnością nie będzie wybitnie precyzyjne rozwiązanie na tle innych dostępnych w ofercie firmy Kuhn, ale pamiętajmy, że mniejsze gospodarstwa nie wymagają aż takiej precyzji i jednocześnie nie są w stanie zapłacić za bardzo wyrafinowane urządzenia. Jednak już ono może znacząco przyczynić się do oszczędności w nawożeniu i pomóc w wyrównaniu łanu.

Telemetria – kolejny krok

Zwolennikiem telemetrii, a więc zdalnego odczytywania i przesyłania danych z ciągnika oraz do ciągnika okazał się dr inż. Mirosław Czechlowski z Katedry Inżynierii Biosystemów, Wydziału Inżynierii Środowiska i Inżynierii Mechanicznej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Jak sam stwierdził podczas naszej konferencji, jest pod wrażeniem technologii mających na celu przewidywanie potencjalnych awarii w maszynach za pomocą proaktywnych systemów utrzymania, gdzie przy udziale odpowiednich czujników można w czasie rzeczywistym analizować i monitorować poszczególne podzespoły, aby móc zawczasu przewidzieć ich awarię. Przykładem takiego rozwiązania mogą być alarmy eksperta wprowadzone przez markę John Deere. Niestety, telemetria zdaniem Czechlowskiego póki co jest zarezerwowana raczej dla dużych gospodarstw i firm usługowych, gdzie zdalne odczytywanie danych z maszyn może być wykorzystywane do kontrolowania operatora, postępów w pracy czy chociażby do monitorowania stanu technicznego maszyny. Może jednak wraz z upowszechnieniem się tej technologii jej ceny spadną i staną się akceptowalne również dla mniejszych gospodarstw? Miejmy taką nadzieję.