Jan Rutkowski o którym mowa, potrzebował w ubiegłym roku nowej brony talerzowej do swojego gospodarstwa. Wertując oferty w Internecie natrafił na maszynę, która spełniała jego wymagania tak w kwestii technicznej specyfikacji, jak i ceny. Okazało się, że sprzęt jest krajowej produkcji, więc rolnik zadzwonił do zakładu „Uni-Tech” pod Radomskiem w woj. łódzkim.

-Sądziłem, że wybierając nowy sprzęt bezpośrednio od producenta uniknę przykrych niespodzianek, które towarzyszą często internetowym zakupom od nieznanych sprzedawców – mówi Jan Rutkowski.

- Właściciel zapewniał, że reprezentuje solidną, rodzinną firmę i zależy mu na dobrej opinii klientów. Zadeklarował, że odwiedzi mnie osobiście aby przedstawić ofertę, bo i tak wybiera się do odbiorców w mojej okolicy.

- Przyjechał w styczniu 2020 r. i wybrałem sprzęt, jaki był mi potrzebny: 4-metrową bronę składaną hydraulicznie – relacjonuje gospodarz. - Do złożenia zamówienia przekonał mnie rabat i obietnica kolejnego, jeśli wpłacę zaliczkę. Przelałem więc 12 tys. zł na wskazane konto na poczet zaliczki, a sprzęt miał mnie kosztować ogółem jedynie 17 tys. zł, zamiast katalogowych dwudziestu kilku tysięcy. Zgodnie z umową 10 lutego ub.r. brony mieli mi dostarczyć do gospodarstwa.

Sprzęt jednak nie dojechał ani w lutym, ani po dziś dzień. Rolnik zaś od ponad roku walczy o odzyskanie zadatkowanych na bronę pieniędzy.

- Dzwoniłem, a szef firmy wciąż opowiadał o nowych przeszkodach w realizacji umowy i przekładał termin. Wreszcie straciłem cierpliwość i zażądałem zwrotu zaliczki, ale pieniędzy też nie oddał. Złożyłem więc na komendzie policji zawiadomienie o oszustwie – opowiada Jan Rutkowski.

- Wtedy szef "Uni-Techu" zadzwonił i przyznał, że z powodu pandemii popadł w tarapaty, ale wkrótce dostanie pomoc covidową i odda mi pieniądze. Tak samo zapewniał śledczych i w efekcie prokuratura uznała, że przedsiębiorca nie działał z zamiarem oszustwa i nie wszczęła postępowania.

Poprosiliśmy Artura Tymińskiego, szefa firmy „Uni-Tech” z Łączkowic w powiecie radomszczańskim o stanowisko w tej sprawie. Adresat naszego e-meila skontaktował się z nami telefonicznie. W rozmowie stwierdził, że zakład znalazł się w finansowych tarapatach, stracił płynność finansową i musiał przerwać produkcję.

Przyznał, że pandemia nie była jedynym czynnikiem, który zdecydował o kłopotach firmy. Miała to być również śmierć jednego z dużych odbiorców jego maszyn na Litwie, co skutkowało zerwaniem współpracy. Z powodu epidemii z kolei zaczęły się problemy z transportem i eksportem maszyn, oraz utrzymaniem produkcji.

W efekcie przedsiębiorca nie mógł w terminie realizować umów. Jak sam przyznał, teraz musi uporać się m.in. z 55 reklamacjami od rolników.
Artur Tymiński zapewnił jednak, że jego zakład właśnie wznowił produkcję, a za kilka dni komornik powinien odblokować również konta firmowe.

-Sprawę Pana Rutkowskiego potraktuję priorytetowo i w ciągu 2-3 tygodni zwrócę mu wpłaconą zaliczkę – obiecał przedsiębiorca.

Poprosiliśmy A. Tymińskiego, by bardziej szczegółowo odniósł się do sprawy w odpowiedzi na nasz e-meil, ale przedsiębiorca dotąd nie odpisał. Od naszej rozmowy minęły już dwa tygodnie. Chcielibyśmy wierzyć obietnicom przedsiębiorcy i chętnie poinformujemy o takim szczęśliwym zakończeniu tej sprawy. Póki co jednak Jan Rutkowski zwrotu wpłaconej zaliczki się nie doczekał.

- Odwołałem się od decyzji Prokuratury Rejonowej w Oleśnie, bo wiem że poszkodowanych przez tą firmę zostało kilku rolników, i to od 2019 r. Według mnie pandemia jest dla właściciela tylko wygodną wymówką – uważa Jan Rutkowski.

Bezpieczne zakupy maszyn w internecie? Polecamy portal www.giełdarolna.pl!