Mimo że najprostsze rozsiewacze do nawozów nie zapewniają aż takiej dokładności nawożenia, jak topowe modele maszyn tego typu, to większość z nich jest w stanie zapewnić dobrą jakość pracy, nie rujnując kieszeni rolnika przy zakupie. Nieskomplikowane rozsiewacze znajdziemy nie tylko w ofercie krajowych producentów. Także czołowe światowe firmy mają w swoim portfolio prostsze, a zatem i tańsze modele. Wśród nich można spotkać maszyny przeznaczone dla gospodarstw zarówno niewielkich, jak i nawet kilkusethektarowych. Należy zwrócić tu uwagę, że zwykle koszt zakupu sztandarowego modelu krajowego producenta jest podobny, a nawet niższy od ceny najtańszych wersji maszyn zachodnich firm.

KSZTAŁTY ZBIORNIKÓW

Najczęściej skrzynie nawozowe rozsiewaczy mają kształt podwójnego, czworokątnego lejka. W przypadku rozsiewaczy dwutarczowych pojedynczy lejek występuje w zaledwie kilku modelach. Stosuje go m.in. Promar, Mechanika Maszyn i Urządzeń Rolniczych Wągrowiec oraz Kuhn w serii rozsiewaczy MDS. Taka konstrukcja zbiornika zapewnia bezproblemowe przesypywanie się nawozu na pochyłościach z jednej jego części do drugiej. Jedna komora to także brak kłopotów z pozostałościami nawozu w jednym lejku, gdy drugi jest już pusty.

Główną wadą takiego zbiornika, z której wynikają kolejne, są mało strome ściany nieułatwiające osuwania się nawozu na dno zbiornika. Producenci znaleźli na to sposób - zwiększają wysokość zbiorników, jednocześnie je zwężając, co poprawia osuwanie się nawozu. Niestety, powoduje to także podwyższenie krawędzi załadunku, co z pewnością przy ręcznym załadunku rozsiewacza nikomu nie przypadnie do gustu. Z kolei jeśli chcemy skorzystać z załadunku mechanicznego, przeszkodą staje się wąska skrzynia, która może powodować problemy przy próbie użyciu łyżki ładowarki lub ładowacza czołowego.

ZABEZPIECZYĆ PRZED RDZĄ

Głównym problemem związanym z trwałością rozsiewaczy do nawozów jest trapiąca je korozja. Firmy radzą sobie z nią w różny sposób. Największą trwałość zapewnia stal nierdzewna, dlatego ogólnym standardem jest wykonywanie z niej tarcz i łopatek rozsiewających, a także zazwyczaj - układu dozującego i osłony tarcz.

Niektóre firmy wykonują ze stali nierdzewnej również skrzynie nawozowe - jednak taki wybór wymaga dopłaty. Na przykład za 1200-litrowy zbiornik nawozu w rozsiewaczu MXL z Unii Group trzeba dopłacić 5900 zł. Chlubnym wyjątkiem, który oferuje rozsiewacze wykonane w całości ze stali nierdzewnej, jest POM Augustów - w ofercie możemy znaleźć 4 maszyny dwutarczowe przeznaczone do rozsiewu nawozów mineralnych.

Bardzo skutecznym i tanim rozwiązaniem problemu korozji skrzyni nawozowej jest całkowite obejście tego problemu i wykonanie skrzyni z tworzyw sztucznych. „Plastikowe” zbiorniki znajdziemy w produktach dwóch krajowych firm: Dexwal i Pronar. Oprócz odporności na korozję ich dodatkową zaletą jest niska masa, która nieco zmniejsza zapotrzebowanie rozsiewacza na udźwig podnośnika.

Wśród mniejszych producentów popularnym sposobem zabezpieczenia przed korozją jest cynkowanie ogniowe. Taką metodę wykorzystują m.in.: Abra i Grass-Rol oraz za dopłatą Promar i Agro-Max. Dwie pierwsze firmy mogą mieć opcjonalnie zbiorniki wykonane ze stali nierdzewnej.

W przypadku skrzyń nawozowych wykonanych ze „zwykłej” stali najprostszą metodą zabezpieczenia antykorozyjnego jest malowanie. To rozwiązanie jest zdecydowanie najbardziej rozpowszechnione. Zazwyczaj do tego celu wykorzystuje się technologię malowania proszkowego, której zaletami są lepsze pokrycie i przyleganie powłoki w porównaniu z najprostszą technologią natryskową. Jest to możliwe dzięki zjawiskom elektrostatycznym wykorzystywanym podczas nakładania farby.

Malowanie proszkowe stosują takie firmy, jak Promar i Agro-Max, ale również bardziej renomowane: Bogballe i Kuhn.

Najbardziej złożoną technologią pokrywania metalowych elementów farbą jest lakierowanie katoforetyczne, w skrócie nazywane „KTL”. Podczas tego procesu zabezpieczane elementy są zanurzane w specjalnym roztworze farby przy jednoczesnym wykorzystywaniu prądu elektrycznego. Grubość powłoki zależy od zastosowanego napięcia. Metal poddany działaniu tej metody musi być wcześniej odpowiednio przygotowany - głównie przez cynkowanie fosfatowe. Po nałożeniu powłoki proces zabezpieczania również nie jest zakończony. Konieczne jest bowiem jej zabezpieczenie stosownym lakierem przed działaniem promieniowania UV, ponieważ powłoka wykonana w tej technologii jest na nie wrażliwa. Największą zaletą technologii KTL jest równomierne pokrycie powierzchni elementów nawet o ostrych krawędziach i skomplikowanych kształtach. Powłoka uzyskana tą metodą ma bardzo wysoką odporność na czynniki agresywne, takie jak nawozy mineralne. Lakierowanie katoforetyczne stosują m .in. Sulky i Amazone.

WAŻNA KAŻDA GRANULKA

Prawie wszystkie rozsiewacze są wyposażone w szczelinowe systemy dozowania nawozów. Ilość granulek, jaka trafia na tarcze, jest uzależniona od wielkości szczelin, które w prostszych maszynach są regulowane ręcznie. W „budżetowych” maszynach są one również często ręcznie otwierane. Warto jednak dopłacić za siłownik hydrauliczny, który ułatwi to zadanie. Koszt zazwyczaj nie będzie wielki. Na przykład w najmniejszym, dwutarczowym rozsiewaczu Unii Group oznaczonym symbolem MS jest to wydatek 700 zł.

Wśród zasuw, które są prostymi elementami, spotkamy także koncepcje inne niż standardowe. Można do nich zaliczyć używany przez Amazone system podwójnej zasuwy. Zamknięcie szczeliny dozującej z dwóch stron przyspiesza proces rozpoczęcia i zakończenia nawożenia w stosunku do jednostronnego zamknięcia. Szybsze działanie tego elementu to mniejsze odchylenia od ustalonej dawki wysiewu na początku i końcu pola.

W rozsiewaczu Unii Group MXL zupełnie zrezygnowano z tradycyjnych zasuw. Za dostarczanie nawozów na tarcze odpowiada podajnik ślimakowy, który łącznie z napędzającym go silnikiem hydraulicznym i regulatorem obrotów tworzy system SDS. Według producenta system ten pozwala na bardzo precyzyjne dawkowanie nawozów.

Ciekawym rozwiązaniem jest system wibracyjny stosowany w rozsiewaczach z POM-u Augustów. Zastępuje on mieszadło i - jak twierdzą przedstawiciele firmy - znacznie poprawia równomierność rozsiewu. Producent przekonuje, że nierównomierność rozsiewu jego sprzętu nie przekracza 5 proc.

Firma Dexwal chwali się stosowaniem w swoich rozsiewaczach opatentowanej podłogi wibrująco-szarpiącej, której zadaniem jest płynne podawanie nawozu na tarcze rozrzucające. W celu zmniejszenia nacisku materiału załadowanego do skrzyni nawozowej na tę podłogę producent montuje bezpośrednio nad nią keson, czyli element w kształcie dzwonu. Dexwal w swoich rozsiewaczach instaluje jeszcze jeden niespotykany element, którym jest drabinka drgająca zastępująca mieszadło. Wszystkie powyższe elementy pozwalają na wysiew nie tylko granulatów, lecz także wapna i nawozów pylistych, o czym mieliśmy się okazję przekonać podczas redakcyjnego testu.

Dno zbiornika nawozów jest chronione również w rozsiewaczach Bogballe.

W maszynach tego producenta montowany jest specjalny stożek zmniejszający siłę nacisku nawozu na mieszadło i otwór dozujący, co poprawia płynność przepływu granul.

Na płynność dostarczania nawozu na tarcze duży wpływ ma mieszadło. Ważne, aby delikatnie obchodziło się z granulami nawozu i ich nie rozpylało. To zadanie według przedstawicieli Sulky spełnia instalowane w rozsiewaczach tego producenta mieszadło sprężyste, przypominające ząb zgrabiarki do trawy. Porusza się ono wahliwie, nie powodując efektu mielenia nawozów.

SZEROKI ROZRZUT

Poza dawką nawożenia podstawowym parametrem rozsiewacza, który regulujemy, jest szerokość robocza. Najczęściej spotykanym sposobem regulacji jest zmiana punktu podawania granulek nawozu na tarcze oraz zmiana kąta ustawienia łopatek. Pierwszy sposób spotkamy m.in. w maszynach Sulky. Im bliżej środka tarczy spada nawóz, tym szerzej jest rozrzucany. Częstym sposobem regulacji szerokości roboczej jest również wymiana tarcz albo samych łopatek. Ten sposób jest wykorzystywany głównie do zmiany zakresów szerokości rozrzutu i zazwyczaj łączony z wcześniej wspomnianymi metodami płynnej regulacji szerokości rozrzutu. Wymienne łopatki są stosowane m.in. w rozsiewaczach Sipma Boryna.

Kverneland proponuje rozwiązanie o nazwie Centre Flow, które polega na kierowaniu nawozu nie bezpośrednio pod obracające się łopatki, ale do specjalnej tulei znajdującej się w środkowej części tarczy. Tam granule nabierają prędkości i za sprawą siły odśrodkowej trafiają pod łopatki. Kverneland zapewnia, że pozwala to rozrzucanym granulom uzyskać idealnie płaski tor lotu, co łącznie ze zminimalizowaniem uszkodzeń nawozu ma zapewnić bardzo dobrą równomierność rozsiewu połączoną z mniejszą wrażliwością na podmuchy wiatru.

Podczas nawożenia problemem jest zawsze wysiew na skraju pola. Firmy proponują do realizacji tego zadania różne rozwiązania. Najczęściej są to specjalne łopatki lub tarcze przeznaczone do tego celu. Wymiana tych elementów zwykle nie jest skomplikowana, ale przy częstej konieczności korzystania z tej funkcjonalności może zabierać zbyt dużo cennego czasu. Wtedy przydają się limitery umiejscowione za tarczami rozsiewającymi i kierujące nawóz zgodnie z naszym życzeniem. Podczas zwykłego rozsiewu są one podnoszone do góry. To dość proste rozwiązanie, ale jego wadą jest pewne ryzyko uszkadzania i rozpylania granul nawozu spowodowane ich uderzaniem o elementy kierujące limitera.

Ciekawe rozwiązanie w powyższym zakresie ma Kuhn. W rozsiewaczach MDS tarcze wyposażone są w łopatki, których długość da się regulować beznarzędziowo, co umożliwia w ciągu kilku sekund zmianę szerokości roboczej, a także dostosowanie maszyny do wysiewu granicznego. Oprócz tego dostępny jest za dopłatą limiter (system Telimat), który można dołączać hydraulicznie z kabiny ciągnika.

W maszynach Bogballe wysiew skrajny i graniczny są włączane przez zmianę kierunku obrotów tarcz. Normalnie każda z obracających się do wewnątrz tarcz pokrywa nawozem całą szerokość roboczą. Po zmianie obrotów każda z nich nawozi tylko połowę szerokości, dzięki czemu zmieniając szerokość rozrzutu tarczy od skraju pola, u zyskamy pożądany efekt.

OPCJE DO WZIĘCIA

Niektóre z podstawowych modeli rozsiewaczy prezentowanych producentów posiadają listę opcji. Jednak aby cena nie urosła za bardzo, podpowiadamy, które dodatki należy uznać za niezbędne.

Jedną z pierwszych pozycji na liście wyposażenia dodatkowego, na którą warto zwrócić uwagę, jest plandeka. Pozwoli ona pracować także w gorszych warunkach atmosferycznych i na pewno przyda się podczas nagłych opadów deszczu (koszt od ok. 300 zł). Przydadzą się też rolki lub koła transportowe. Będą pomocne podczas agregowania rozsiewacza z ciągnikiem i dodatkowo pozwolą zaoszczędzić miejsce w garażu dzięki możliwości przepchnięcia tak wyposażonej maszyny w miejsce, gdzie nie dałoby się wjechać z nią ciągnikiem. Koszt zdejmowanych kół transportowych do rozsiewacza Unii Group MS to 400 zł.

Nadstawki to kolejny element, na który warto zwrócić uwagę. Nie chodzi jednak o to, aby kupować nowy rozsiewacz od razu w nie wyposażony. Lepiej myśleć o nich perspektywicznie i zainwestować w rozsiewacz, który obecnie spełnia nasze wymagania bez nadstawek, aby w przypadku powiększenia gospodarstwa nie trzeba było kupować nowego rozsiewacza, a jedynie dokupić i zamontować nadstawki. Ich koszt zaczyna się od kilkuset złotych - np. nadstawka do rozsiewacza Akpil Siew XL zwiększająca jego pojemność o 400 l kosztuje 738 zł.

PODSUMOWANIE

Wybór rozsiewaczy jest ogromny. Na pozór podobne do siebie maszyny różnią się jednak wieloma detalami, dlatego warto dokładniej przyglądać się szczegółom. Kluczowe znaczenie ma zabezpieczenie antykorozyjne, które determinuje trwałość maszyny pracującej w agresywnym środowisku nawozów mineralnych. Nie warto oszczędzać też na drobnych elementach, które podnoszą funkcjonalność rozsiewacza, jak np. hydraulicznie zamykane zasuwy czy dodatki pozwalające na szybkie przezbrojenie rozsiewacza do siewu granicznego. W większości przypadków efektownie wyglądające dane na temat maksymalnej szerokości roboczej trzeba traktować bardzo ostrożnie. Należy pamiętać, że parametr ten w dużym stopniu zależy od rodzaju nawozów i w warunkach polowych może nie być osiągalny.

 

Artykuł pochodzi z numeru 2/2016 miesięcznika "Farmer"

Zamów prenumeratę