Gospodarstwo Mirosława Wildowicza z miejscowości Bielewicze wraz z dzierżawami ma powierzchnię 210 ha, z czego ok. 80 ha zajmuje kukurydza na zielonkę i ziarno, ponad 20 ha to zboża, a pozostałą część stanowią użytki zielone. Działalność rolnicza prowadzona jest rodzinnie. Panu Mirosławowi pomagają żona, brat, szwagier i teść. Wszystkie "ręce do pracy" potrzebne są szczególnie w okresie letnio-jesiennym, kiedy prowadzone są zbiory traw na zakiszanie w pryzmach oraz kukurydzy. Dotyczy to nie tylko zbiorów plonu we własnym gospodarstwie, ale też w dużej mierze świadczenia usług. Trzonem działalności rolniczej jest obora ze stadem 100 krów mlecznych. Do obsługi stada zatrudniony jest na stałe pracownik.

NAJSTARSZY W "RODZINIE"

Przygoda pana Mirosława z New Hollandem rozpoczęła się w 2005 r., kiedy kupił ciągnik oznaczony symbolem: TVT 170, choć miało być inaczej… - Składałem wtedy wniosek z SPO. Miał być Fendt 716 Vario, a wyszedł New Holland - mówi z uśmiechem rolnik. - Traktor tak mi się spodobał, że już pozostałem przy marce - dodaje. Skąd jednak wzięła się decyzja o zakupie pierwszej, błękitnej maszyny? Rolnik szukał przede wszystkim ciągnika z przekładnią bezstopniową i choć przyznaje, że jak na tamte lata nie był to popularny wybór, na podstawie artykułów prasowych i polowych pokazów maszyn zdecydował, że właśnie bezstopniowy układ przeniesienia napędu jest tym, czego potrzebuje. Początkowo był przeświadczony, że taki napęd oferuje tylko Fendt, który już od dawna w wielu swoich modelach oferował popularne "vario", ale swoją ofertę przedstawił mu także przedstawiciel New Hollanda - firma Adler Agro z oddziałem w Białymstoku. Jak mówi rolnik, cena była znacznie bardziej przystępna, zdecydował się więc na "niebieskiego", a konkretnie właśnie model TVT 170.

Po 11 latach użytkowania traktor ma przepracowane 8,5 tys. godzin. Jak mówi rolnik, bezstopniowa przekładnia okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż maszyna dużo pracuje w transporcie - zwłaszcza w świadczeniu kompleksowej usługi zbioru traw i kukurydzy na kiszonkę czy odwożeniu ziarna kukurydzy z kombajnu. Jak przekonuje rolnik, przekładnia daje bardzo duży komfort pracy, a jej sterowanie jest intuicyjne. Traktor współpracuje czasem z przyczepą Pöttinger Jumbo 7210 Combiline, którą przewozi się nawet do 22 t świeżej masy zielonkowej. Ponadto jego pracą jest orka wykonywana 5-skibowym pługiem obrotowym z zabezpieczeniami resorowymi, wyprodukowanym przez Unia Group, siew kukurydzy i koszenie traw zestawem kosiarek. O dużym wykorzystaniu ciągnika w transporcie świadczy niemal całkowicie zużyte przednie ogumienie, które lada moment ma być wymienione. Poza tym wygląd ciągnika nie wskazuje na 11 lat pracy: nie widać przecieków, a w kabinie nie zobaczymy połamanych elementów czy poprzecieranej tapicerki. Uwagę zwraca jedynie oberwany siłownik pneumatyczny drzwi wejściowych i niewielkie zacieki na podsufitce przy oknie dachowym. W tym miejscu jest drobna nieszczelność.

Niewątpliwą zaletą maszyny jest oddzielenie układów hydraulicznych: wewnętrznego, który obsługuje skrzynię biegów i dwa TUZ-y, oraz zewnętrznego, czyli dostosowanego do współpracujących maszyn wymagających zasilania olejowego dostarczanego przez szybkozłącza. Rozwiązanie to uniemożliwia zanieczyszczenie oleju pracującego w przekładni bezstopniowej olejem pochodzącym z agregowanego sprzętu. Takiego rozwiązania nie ma już, niestety, w najnowszym ciągniku w gospodarstwie, czyli New Hollandzie T7.270.

Użytkując ciągnik przez 11 lat, Wildowicz przypomina sobie trzy większe usterki. Jedną z nich było ujście gazu w hydropneumatycznym zawieszeniu przedniej osi. To okazało się jednak błahostką - wystarczyło uzupełnienie substancji. Druga dotyczyła przekładni bezstopniowej, w awarii której uległ silnik krokowy. Naprawa kosztowała ok. 12 tys. zł. Kolejną rzeczą była utrata wydajności pracy pompy paliwowej. Co było tego przyczyną? Tego jednoznacznie nikt nie potrafi określić. Jak podejrzewa właściciel maszyny, mogła to być słaba jakość paliwa, które niejednokrotnie podczas świadczenia usług było tankowane na różnych, przypadkowych stacjach paliw. Koszt regeneracji został wyceniony na ok. 6 tys. zł, natomiast nowa pompa kosztowała 9 tys. zł. Rolnik wybrał więc drugie rozwiązanie. - Po 11 latach dość intensywnej eksploatacji maszyny tego typu koszty jestem w stanie zaakceptować, zwłaszcza że więcej nic się z nią nie działo - mówi rolnik. Użytkując ciągnik z przekładnią bezstopniową, trzeba też zaakceptować nieco większy koszt związany z wymianą oleju, który musi być wyższej jakości niż stosowany do standardowych przekładni typu powershift, przy czym międzyokres wymiany jest ten sam - 1200 h. Pełny koszt wykonania "dużego przeglądu" ciągnika to przedział między 5 a 6 tys. zł.

MOGŁOBY BYĆ 6 CYLINDRÓW ZAMIAST 4

Wraz z rozwojem gospodarstwa i działalności usługowej gospodarz inwestował w kolejne maszyny. Pojawił się nowoczesny sprzęt do zbioru i transportu zielonek, maszyny uprawowe, wóz paszowy, a obok ciągnika TVT 170 w 2008 r. stanął kolejny błękitny traktor. Tym razem był to model T6010 Plus o mocy 100 KM. Maszyna ma charakter pomocniczy - często współpracuje z wozem paszowym, ładowaczem czołowym, opryskiwaczem, prasą belującą, zgrabiarką i jak każdy z ciągników w gospodarstwie jest w dużej mierze wykorzystywany w transporcie. Obecnie licznik wskazuje 4500 przepracowanych godzin. - To dobry traktor: wygodny i bezawaryjny ale patrząc z dzisiejszej perspektywy, powinienem był wtedy kupić model 6-cylindrowy. Przy usługach ciągnie dość dużą, bo 15-tonową przyczepę i tu nieraz brakuje mocy - przyznaje rolnik. Na plus zalicza przekładnię ElectroCommand z 16 biegami do przodu i do tyłu. - Skrzynia jest dobrze zestopniowana i działa płynnie. W transporcie dobrze sprawdza się tryb automatycznej zmiany biegów - dodaje. Rolnik podkreśla także stosunkowo prostą konstrukcję ciągnika i niewielki udział elektroniki.

Przyrost areału i wzrost zapotrzebowania na usługi spowodował potrzebę zakupu nowego "woła roboczego", który mocą i możliwościami przewyższyłby sprawdzonego TVT 170. Nietrudno zgadnąć, że wybór padł na kolejną maszynę ze stajni New Hollanda. W 2013 r. rolnik zakupił ciągnik T7.270 o mocy znamionowej 226 KM i maksymalnej - osiąganej chwilowo z tzw. boostem - 270 KM. Maszyna to wersja AutoCommand, a więc podobnie jak pierwszy ciągnik - również wyposażony w przekładnię bezstopniową. W ciągu trzech lat użytkowania maszyna zrobiła prawie 4 tys. godzin. Praca największego ciągnika w gospodarstwie Wildowiczów polega przede wszystkim na ciągnięciu przyczepy objętościowej Pöttinger Jumbo 7210 Combiline oraz współpracy z 4-metrową broną wirnikową.

To, co zwraca uwagę w nowym New Hollandzie T7.270 na tle TVT 170, to przede wszystkim znacznie obszerniejsza kabina, która w przypadku T7 ma konstrukcję 4-słupkową. W jej wnętrzu nie znajdziemy też w przedniej części dachu wysuniętego w dół panelu nawiewów, który nieco ogranicza widoczność u "starszego brata". Jak przekonuje rolnik, do tej pory maszyna spisywała się bezawaryjnie. Ingerencja serwisu była jedynie potrzebna, aby wykasować drobne błędy wskazywane przez komputer i przeprowadzić kalibrację przekładni.

WSZYSTKIE MASZYNY ULEGAJĄ AWARIOM

Dlaczego New Holland? Mirosław Wildowicz na podstawie własnych doświadczeń mówi, że maszyny są mało awaryjne i charakteryzuje je wysoka trwałość, choć oczywiście jak to bywa z każdym, nawet najlepszym sprzętem, usterki się zdarzają. W tym miejscu zwraca uwagę na wysoką jakość obsługi dealerskiej. - Każda maszyna ulega awariom. Ważny jest dobry serwis, a w tym przypadku nie mam powodów do narzekań. Serwis jest blisko i dostępny praktycznie "na zawołanie". Ceny są do zaakceptowania.

Gdy patrzy się na park maszynowy gospodarstwa, wydaje się, że do kompletu niebiesko-żółtych maszyn brakuje tylko kombajnu zbożowego. Tu jednak rolnik definitywnie zaznacza, że nie ma planów zakupu takiej maszyny. - Przy dwudziestu kilku hektarach zbóż i ok. 40 ha kukurydzy zbieranej na ziarno taka inwestycja nie byłaby opłacalna. Wolimy się skupić na tym, co mamy, a usługę zbioru ziarna wynająć. Myślę o inwestycji w jeszcze jedną przyczepę objętościową, a w dalszej kolejności być może jeszcze o większym ciągniku.

Artykuł ukazał się w styczniowym wydaniu miesięcznika "Farmer"