System DynaJet po raz pierwszy został zaprezentowany w 2015 roku jednak nie działał on wówczas jeszcze pod kontrolą Isobus, w co aktualnie dostępna wersja jest wyposażona. Nie jest to jednak jedyna nowość jaką producent wprowadził do najnowszej odsłony tego produktu.

Istota działania opiera się na zastosowaniu korpusów dysz z zaworami elektromagnetycznymi, które działają naprzemiennie w milisekundowych odstępach z częstotliwością 20 Hz co pozwala na sterowanie elektrozaworem 20 razy na sekundę i tym samym dobór odpowiedniej wielkości kropli do wykonywanego aktualnie zabiegu.

Użytkownik wpisuje żądaną ilość cieczy jaka ma być wypryskana na hektar oraz dobiera wielkość kropli jaka wydostawać się będzie z rozpylacza i może rozpocząć pracę. Jeśli zajdzie potrzeba zmiany wielkości kropli (np. zwiększył się wiatr) to można to wykonać z poziomu terminala sterującego (dowolnego, działającego w systemie Isobus) bez opuszczania kabiny. Co równie istotne, system DynaJet wykorzystuje standardowe rozpylacze, np. eżektorowe lub płaskostrumieniowe, co nie rodzi konieczności zakupu specjalnie dedykowanych dla tego systemu.

W marcu br. do systemu DyneJet zostaną dołożone czujniki kompensacji skrętu, które pozwalać będą na zachowanie założonej dawki cieczy opryskowej także na uwrociach. Ponadto do końca roku firma wprowadzi możliwość sterowania, każdym, pojedynczym zaworem z pomocą GPS, tak aby zagwarantować możliwie jak najdokładniejszy oprysk, bez nakładek. Wówczas system będzie mógł być wyposażony maksymalnie w 72 sekcje robocze działające na 36 m (na chwilę obecną sekcje mają 3 m).

Rozwiązanie DynaJet jest już montowane jako wyposażenie opcjonalne np. w opryskiwaczach Horsch i Lemken ale jest również możliwość zainstalowania systemu także w starszych maszynach innych producentów. Niestety koszt nie należy do najniższych, ponieważ za układ na opryskiwacz o szerokości roboczej 24 m trzeba zapłacić 12 tys. euro netto.