Rosnąca popularność agregatów uprawowo-siewnych wynika przede wszystkim z możliwości ograniczenia liczby przejazdów po polu w celu dobrego przygotowania łoża siewnego. Aktywne narzędzia uprawowe sprawdzają się w tej roli wyśmienicie, zwłaszcza na cięższych glebach z tendencją do zbrylania i zaskorupiania. Agregat uprawowo-siewny Fenix A to zestaw, w którym producent połączył pneumatyczny siewnik Fenix z broną wirnikową Hermes. Dodatkowo narzędzie uprawowe zostało skonfigurowane z wałem typu packer o średnicy 480 mm. Testowany przez nas agregat miał oznaczenie "700/3D A", w którym zawarta jest informacja o pojemności zbiornika na nasiona (700 l), szerokości roboczej (3 m) i rodzaju redlic (D - talerzowe).

Do testu otrzymaliśmy zestaw z dość bogatą listą wyposażenia. Znalazły się w nim m.in.: sterownik R-14, hydraulicznie sterowane znaczniki, elektryczne zakładanie ścieżek przejazdowych, wał packera oraz redlice talerzowe z kółkami dociskającymi. Katalogowa cena za tak skonfigurowaną maszynę opiewa na 77,5 tys. zł netto (95,3 tys. zł brutto). Na tle zachodnich konkurencji maszyna wypada więc dość korzystanie. Jak sprawuje się podczas pracy i co najważniejsze - jakie są efekty jej użycia - o tym piszemy dalej.

DOBRE PRZYGOTOWANIE POD SIEW

Do pracy z zestawem uprawowo-siewnym wykorzystaliśmy ciągnik Zetor Forterra 150 HD (147 KM mocy znamionowej). Do 3-metrowego zestawu Fenix A producent zaleca ciągnik o mocy co najmniej 120 KM. Zetor okazał się więc idealnym "partnerem" do pracy z niespełna 2-tonowym agregatem, zarówno pod względem mocy, jak i udźwigu czy masy.

Podstawowym elementem zespołu uprawowego jest 3-metrowa brona aktywna Hermes wyposażona w 12 wirników - na każdym z nich znajdziemy 2 zęby o długości 28 cm. Zęby są przytwierdzone do głowic obrotowych na śruby. W bronie nie ma możliwości regulacji obrotów wirników - można dokonywać jej tylko przez zmianę obrotów WOM. Nie jest to jednak żadna przeszkoda w prawidłowej pracy siewnika, gdyż dmuchawa ma zasilanie hydrauliczne (szczegółowo wyjaśniamy to w dalszej części artykułu).

W testowanym egzemplarzu przed broną zastosowano belkę wyrównującą. Jej regulacja jest bardzo czytelna - belka przesuwa się wzdłuż drabinki, przez którą przekłada się sworznie. Regulacja położenia belki pozwala zmieniać stopień intensywności rozbijania agregatów glebowych. Im niżej położona jest belka, tym wolniej przesuwa się gleba, a zatem dłuższy jest jej kontakt z intensywnie pracującymi zębami. Niestety, aby sprawnie zmienić wysokość położenia belki, na przykład od razu o dwa "oczka", muszą to robić dwie osoby - samemu po wyjęciu sworznia tylko z jednej strony można przesunąć belkę wyłącznie o jeden stopień. Podobnie jest zresztą w drugiej belce wyrównującej, która jest umieszczona pomiędzy broną i wałem.

Ostatnim elementem sekcji uprawowej jest wał packera. W naszym przypadku był to element najmniejszy z możliwych do wyboru - o średnicy 480 mm. Wał dobrze pracował na glebach cięższych; niestety, na glebach piaszczystych i przesuszonych (co było ogólnie dużym problemem podczas ubiegłorocznej jesieni) miał tendencję do spychania gleby przed sobą i zatrzymywania się. Konfigurując agregat, warto mieć to na uwadze. Jeśli ma on pracować na lekkich glebach, lepiej wybrać wał o większej średnicy. W takim przypadku można też pomyśleć na etapie konfigurowania maszyny o bronie talerzowej zamiast narzędzia aktywnego - wówczas cena zestawu będzie niższa o około 6 tys. zł. Wracając do wału, warto wspomnieć również o tym, że mimo iż wał packera jest konstrukcją "pełną", to w skrajnych częściach swojej długości miał wcięcia, które naszym zdaniem nie są dobrym rozwiązaniem. Przy pracy na brzegach pola i porośniętych miedzach wał miał tendencję do chwytania roślin spoza obrębu pola i nakręcania ich na siebie. W takim przypadku zdarzało się, że dochodziło do zapchania tego elementu.

Regulację ekranów bocznych można przeprowadzać w zakresie czterech wysokości. Aby ustawić ekran, należy poluzować cztery śruby, choć w tym przypadku nie była to łatwa czynność (dysponowaliśmy nowym agregatem, którego ekrany boczne były bardzo "sztywno" spasowane z uchwytami, przez co ciężko je było poluzować). Regulacji głębokości pracy sekcji uprawowej dokonuje się na wale. Wykorzystywany do tego jest układ drabinkowy ze sworzniami.

Ogólne wrażenia z pracy zespołu uprawowego są bardzo pozytywne. Pracował bardzo stabilnie i pozostawiał pole dobrze uprawione, wyrównane i zagęszczone.

PROSTA OBSŁUGA SIEWNIKA

W testowanym agregacie na bronie wirnikowej Hermes został nabudowany siewnik pneumatyczny Fenix ze zbiornikiem na ziarno o pojemności 700 l. Siewnik do brony jest montowany w 3 punktach (dwa dolne i górny łącznik centralny). Centralnym elementem siewnika jest jego skrzynia nasienna, która ma spory otwór zasypowy bez problemu pozwalający na napełnienie jej nasionami z big baga. Niestety, w samym środku skrzyni umieszczono głowicę rozdzielającą. Jest ona umieszczona dość wysoko, a zatem zasypywanie z wykorzystaniem 50-kilogramowych worków jest nieco uciążliwe - oczywiście nie ma przeciwwskazań z sypaniem nasion na głowicę, ale zachodzi obawa o możliwość uszkodzenia jej ciężkim workiem i trzeba wysypywać do prawej i lewej części strony skrzyni, a to wymaga lekkiego wychylenia z pomostu. Z mniejszymi workami jest łatwiej. Zasypywanie nasion ułatwiają schodki przeprowadzone do samego końca maszyny. Niestety, są one dość wąskie.

Wewnątrz skrzyni znajdziemy siatkę, która zapobiega przedostaniu się większych ciał obcych do aparatu wysiewającego. Zbiornik zakrywa mocna plandeka, którą na czas załadunku zboża można zwinąć. Nie jest to zbyt trudna czynność, aczkolwiek mogłaby być jeszcze bardziej usprawniona, gdyby w wyposażeniu było zwijadło.

Aparat wysiewający to konstrukcja znana m.in. użytkownikom siewników Kverneland, ale także wielu innych maszyn. Jego zaletą jest przede wszystkim duża uniwersalność, umożliwia bowiem wysiew nasion w ilości od 1,8 do 390 kg/ha. Co ważne, mogą być to zarówno nasiona drobne, jak i grube - bez konieczności wymiany jakiegokolwiek elementu w aparacie. Obsługa aparatu jest naprawdę prosta - skala czytelna, a pokrętło do regulacji umieszczone w dogodnym miejscu. Warto wspomnieć również o zaworach Combi do "ścieżkowania", które kierują nasiona bezpośrednio na dystrybutor nasienny.

Samo wykonanie próby kręconej jest stosunkowo proste. Wystarczy zdjąć przewód pod aparatem, który prowadzi nasiona do głowicy rozdzielającej. Aby to zrobić, trzeba poluzować tylko jedną śrubę z nakrętką motylkową. Pod aparat można podłożyć pojemnik lub worek, choć przy tej czynności trzeba się trochę "nagimnastykować", najlepiej wsunąć go wzdłuż wału z boku maszyny. Następnie na kole wykonujemy 14,6 obrotu kołem, a zważoną masę nasion mnożymy przez 10. Waga do wykonywania próby kręconej jest zawsze w wyposażeniu siewnika. Napęd aparatu wysiewającego jest przekazywany mechanicznie z koła ostrogowego umieszczonego z boku siewnika.

DUŻY PLUS ZA DMUCHAWĘ

Dmuchawa zasilająca układ pneumatyczny siewnika znajduje się z przodu maszyny. Do jej zasilania niezbędne jest wykorzystanie jednego złącza hydrauliki zewnętrznej ciągnika oraz jednego złącza z tzw. wolnym spływem.

Warto podkreślić, że regulacja prędkości obrotowej wentylatora odbywa się przez ustalenie natężenia przepływu oleju w układzie. Regulacji dokonujemy za pomocą specjalnego zaworu hydraulicznego umieszczonego przy dmuchawie. W naszym przypadku siewnik współpracował z ciągnikiem wyposażonym w układ hydrauliczny typu load lensing, a zatem nastawianie parametrów przepływu oleju, prędkości obrotowej dmuchawy i ciśnienia w układzie pneumatycznym odbywało się bezpośrednio z kabiny. Bardzo nam się to rozwiązanie spodobało. Dużą zaletą hydraulicznego napędu wentylatora jest możliwość pacy z dowolnymi obrotami WOM i pewność, że niezależnie od prędkości wałka nie zmienia się ciśnienie w układzie pneumatycznym siewnika.

Wartość ciśnienia musi być dobrana do wielkości nasion - informuje o tym instrukcja obsługi siewnika. Manometr umieszczony jest z przodu siewnika - niestety, to jedyne źródło informacji o tym, że dmuchawa jest załączona. Oczywiście, dmuchawa pracuje dość głośno, ale w kabinie wielu nowoczesnych ciągników z pewnością można jej nie usłyszeć. Szkoda, że producent nie zdecydował się zatem na wprowadzenie chociażby jednej kontrolki na sterowniku, która informowałaby o tym, że dmuchawa pracuje.

TALERZE REDLIC NIE ZAPYCHAŁY SIĘ

W naszym siewniku sekcję wysiewającą tworzyły 24 redlice dwutalerzowe, tzw. naprzemiennie czyszczące. Każda z redlic była zagregowana z kółkiem kopiująco-dociskającym. Ogumione kółko dobrze spełniało swoją funkcję. Niestety, za regulację położenia tego elementu Unii należy się największy minus. Skoro jest to koło kopiujące, to powinno umożliwiać szybką regulację głębokości pracy redlic. Fakt - regulacji "ogólnej" w pewnym, ograniczonym zakresie dokonuje się dwoma śrubami rzymskimi ustawionymi pionowo w tylnej części zbiornika skrzyni nasiennej. Ta regulacja przebiegała prawidłowo i bez większych zastrzeżeń - choć tak naprawdę szkoda, że producent nie przewidział skali w tym miejscu, ustawień trzeba było bowiem dokonywać osobno dla prawej i lewej strony sekcji uprawowej. Docisk redlic (do 25 kg na pojedynczy element) jest ustawiany centralnie za pomocą dwóch śrub umieszczonych przed rzędem redlic. Regulacja działa prawidłowo, a dostęp do niej jest dość dobry. Pracę redlic oceniamy bardzo dobrze - ich działanie było stabilne i nie wystąpiły problemy z zapychaniem. Za redlicami wysiewającymi zamontowana jest belka ze zgrzebłem (wyposażenie standardowe), do których pracy i regulacji nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Dużą zaletą zgrzebła jest to, że każde z ramion utrzymujących dwa sprężyste palce jest indywidualnie amortyzowane sprężyną, dzięki czemu po najeździe na przeszkodę unosi się tylko jedno ramię, a cała belka pozostaje stabilna.

W standardowej wersji wyposażenia siewniki Fenix oferują m.in. hydrauliczny przerzutnik znaczników i zakładanie ścieżek technologicznych. Do naszego siewnika producent dostarczył również opcjonalny sterownik R-14, który umożliwiał pomiar obsianej powierzchni, sumował godzinową i dzienną wydajność, sygnalizował niski poziom ziarna w zbiorniku czy np. zliczał przejazdy robocze (po zmianie położenia znaczników) i dla wybranych wcześniej ścieżek automatycznie wyłączał odpowiednie rzędy wysiewu. Obsługa sterownika jest bardzo prosta.

PODSUMOWANIE

Sam siew agregatem uprawowo-siewnym Unia Group Fenix 700/3D A przebiegał bardzo sprawnie. Bez problemów osiągaliśmy wydajność 2 ha w ciągu 1,5 godz. (wliczając czas postojów na załadunek nasion). Wyjątki stanowiły piaszczyste, przesuszone pola, gdzie wał packera o średnicy 480 mm kilkakrotnie się zapchał. Fakt, że jest on zalecany na cięższe gleby i na takich znakomicie się sprawdzał. Trzeba też pamiętać, że ubiegłoroczna jesień była wyjątkowo sucha. Konfigurując zestaw, producent oferuje szereg innych wałów, więc na pewno pod tym kątem da się optymalnie skompletować maszynę.

W Fenixie na pewno przydałoby się poprawić kilka detali, które usprawniłyby obsługę siewnika: wykonywanie próby kręconej czy załadunek nasion. Do największych zalet zestawu zaliczamy: sprawdzony mechanizm wysiewający (bardzo uniwersalny i prosty w obsłudze, choć do aparatu mógłby być lepszy dostęp), hydrauliczny napęd dmuchawy z regulacją przepływu oleju, który uniezależnia siew od obrotów WOM i dobrą jakość pracy redlic oraz zespołu uprawowego. Mimo wspomnianej suszy, ziarno wykiełkowało szybko, a łan charakteryzuje się bardzo dobrym wyrównaniem.