Gospodarstwo rodzinne leżące w małej wsi, w powiecie głubczyckim, w województwie opolskim obecnie liczy ponad 40 ha urodzajnych gleb pszenno-buraczanych. Uprawia się tutaj kukurydzę, pszenicę i rzepak, nie ma hodowli zwierząt.

Prawie dekadę temu dwaj bracia prowadzący gospodarstwo wraz ze swoim ojcem, zastanawiali się nad zakupem ciągnika, który w związku z powiększaniem areału oraz zmieniającym się klimatem sprosta konieczności stosowania większych i bardziej wydajnych maszyn. Jaki traktor podołał wyzwaniu?

Koszty modyfikacji - kluczowe kryterium

Rolnicy nie chcąc zadłużać się, na starcie odrzucili opcje zakupu nowego ciągnika z zasobów PROW i możliwość wzięcia wysokiego kredytu bankowego. W grę wchodził ewentualny zakup w rozsądnej cenie używanego zachodniego „konia pociągowego” o mocy około 100-120 KM. Ryzyko związane z kupnem maszyny z „drugiej ręki” nie napawało jednak optymizmem.

Przełom nastąpił dopiero za sprawą nestora rodu, który pewnego dnia zaproponował dwa alternatywne rozwiązania kierujące wydarzenia na nowy, niespodziewany kurs. Wyszedł on z propozycją modernizacji największego z trzech użytkowanych dotychczas ciągników: kupionego z byłego PGR-u w latach 90-tych ubiegłego wieku Ursusa 912, pieszczotliwie zwanego w gospodarstwie „Babunią”.

Wspomniane wyżej alternatywy to zakup przedniego napędu do popularnej „osiemdziesiątki” albo montaż turbosprężarki. Zakup przedniej osi w dobrym stanie i korzystnej cenie okazał się nie lada wyzwaniem. Koszty „używki” oscylujące wokół 10 000 zł ostatecznie zniechęciły do tego pomysłu. W tym przypadku lepszą alternatywą mógłby się okazać po prostu zakup innego, używanego ciągnika.

Turbo w Ursusie 912

Dużo tańszym rozwiązaniem okazała się instalacja turbiny. Tym bardziej, że zakup nowej sztuki, wyprodukowanej w Czechach to koszt około 1000 zł. Do tego dwa nowe kolektory: dolotowy i wylotowy w cenie 200-300 zł oraz kilka drobiazgów (uszczelniacze, inny komin itp.). Koszt był więc akceptowalny.

Założenie turbiny zostało wykonane przez rolników we własnym zakresie, co dodatkowo pozwoliło wyeliminować koszty robocizny. Zamontowana została ona na nowym kolektorze wylotowym. Delikatnej przeróbki wymagała chłodnica, a dokładniej jej górna część. Związane to było z tym, że wcześniej powietrze z filtra powietrza dochodziło przewodem bezpośrednio do kolektora dolotowego prawą stroną silnika. Usprawnienie wymagało poprowadzenie lewą stroną gumowego węża (widocznego na zdjęciu).

 Prace trwały około trzech dni, koszt udoskonalenia wyniósł mniej więcej 2000 zł. Efekty końcowe okazały się zadowalające, a „Babunia” została „Turbo Babunią”. Otrzymała nawet nowe naklejki, niestety nie do końca zgodne z prawdą (od modelu 1002).

Ciągnik nabrał wigoru, wzrost mocy był odczuwalny, chociaż nigdy nie zostało to potwierdzone na „hamowani”. Mocą bliżej mu było do Ursusa 1012. „Turbo Babunia” dużo chętniej wchodziła na obroty, zwłaszcza przy chwilowym obciążeniu.

Spalanie, zdaniem rolników, pozostało na podobnym poziomie jak wcześniej. Traktor pracował w dalszym ciągu z czteroskibowym, przerobionym w gospodarstwie z ciąganego na zawieszany, pługiem zagonowym Fortschritt. Praca na IV biegu zakresu polowego nie była już problemem, w razie większych oporów „zejście” na wzmacniaczu momentu.

Ponadto współpraca z broną talerzową Famarol o szerokości ponad 3 m (z czasem przerobioną według pomysłu gospodarzy celem wyeliminowania efektu podskakiwania i ułatwienia manewrowania) nie sprawia ciągnikowi żadnych trudności. Jazda zestawem na biegu II zakresu szosowego wyraźnie zwiększyła wydajność uprawek pożniwnych, co w obecnych czasach przy często zmieniających się warunkach pogodowych i goniących terminach agrotechnicznych ma kolosalne znaczenie. Do tego doliczyć należy pracę Ursusa z hydraulicznie rozkładanymi 4,5-metrowymi bronami i mniejszym biernym agregatem uprawowym oraz prace transportowe. Po zakończeniu pracy zmodernizowanym ciągnikiem gospodarze musieli pamiętać, aby nie wyłączać silnika od razu, tak żeby turbina mogła się schłodzić. 

Większa moc nie rozwiązała wszystkich problemów...

Niestety, zwiększona moc w pewnych sytuacjach nie rekompensuje braku przedniego napędu. W „osiemdziesiątce”, objawia się to np. „ściąganiem” (mimo załączonej „blokady”) ciągnika na bok w trakcie orki pod górę. Obecnie rola „Turbo Babuni” w gospodarstwie została nieco zmniejszona, gdyż niedawno został kupiony traktor z przednim napędem.

Pomniejszona rola nie oznaczała jednak leniuchowania. W międzyczasie został zakupiony hydraulicznie rozkładany agregat Expom Lech 3,2 m. Ursus ciąga go w trakcie uprawy pod siew kukurydzy, która stała się najważniejszą rośliną w gospodarstwie.

 W trakcie żniw traktor przydaje się cały czas do transportu. Jeździ z przyczepą D-47, w której założone są wyższe burty i nadstawki co daje około 7 ton ładowności. Wydaje się to nie dużo jak na moc silnika, ale w trakcie żniw kukurydzianych, kiedy aura nie „rozpieszcza” ciągnik ma co robić w tym zestawie.

W bieżącym roku doszła jeszcze praca z najnowszą „zabawką” w gospodarstwie, 3-metrowym mulczerem Kverneland. Ponadto na farmie, na bieżąco zdarzają się prace zastępcze. Tak było przykładowo jesienią ubiegłego roku, gdy z powodu awarii nowszego traktora, nasza bohaterka musiała wykonać wszystkie orki zimowe.

 Wzmocniony TUZ

W pracy ze wspomnianym agregatem pomocna okazała się kolejna modyfikacja tj. założenie dodatkowego siłownika tylnego TUZ. Co ciekawe  gospodarze własnoręcznie przerobili prawe ramię układu zawieszenia. Napawali trzpień umożliwiający montaż wspomnianego elementu hydraulicznego, a zaoszczędzone dzięki temu pieniądze (około 280 zł na nowe ramię) wydane zostały w sklepie na siłownik.

Podnoszenie agregatu o wadze ponad 1 tony stało się dużo sprawniejsze. Oczywiście na przód Ursusa powędrował dodatkowy obciążnik.

Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że oprócz opisanych turbosprężarki i siłownika podnośnika tylnego, Ursus „serii ciężkiej” otrzymał jeszcze nowe większe lusterka ze zmienionymi mocowaniami przeniesionymi z drzwi na ramą kabiny oraz efektywne oświetlenie robocze.

Reasumując, ogół modernizacji poprawił wydajność i usprawnił użytkowanie „osiemdziesiątki”. Wieloletnie doświadczenie w eksploatacji maszyn na trudnych w uprawie „górkach głubczyckich” nauczyło jednak naszych gospodarzy, że pewnych rzeczy (napęd na obie osie, komfort operatora itp.) nie da się przeskoczyć. Koniec końców musiało więc dojść do zakupu nowszego ciągnika.

Nie oznaczało to jednak wcześniejszej emerytury dla „Turbo Babuni”, ponieważ maszyna prosta w budowie, stosunkowo tania w eksploatacji, zadbana i posiadająca mocne „serce” zawsze znajdzie zajęcie. Wymaga czasami może większej uwagi, ale czyż wdzięk starych Ursusów i sentyment do nich nie są warte poświęceń?