Niezawodność ciągników marki Fendt z lat 80. i 90. XX w. obrosła już w legendę. Skoro 30-letnie ciągniki o mocy 115 KM kosztują nawet 90 tys. zł, to jest „coś na rzeczy”. Tyle bowiem oczekują sprzedawcy za niektóre egzemplarze Fendta Farmera 312 LSA.

Fendt – model Farmer 312 LSA Turbomatic – to najsilniejszy przedstawiciel serii 300 LSA, która weszła do sprzedaży w 1987 r. Była to gama ciągników będących rozwinięciem serii 300, która znalazła się w ofercie niemieckiej firmy na początku lat 80. ubiegłego wieku. Z kolei opisywaną serię 300 LSA zastąpiła w 1993 r. kolejna równie popularna generacja serii 300, produkowana aż do końca milenium.
Jak bardzo popularny był model Farmer 312 LSA w czasie trwania produkcji, pokazują dane sprzedażowe. Od 1987 r. do 1993 r. sprzedano 5444 sztuki tego modelu. Pomimo tak dużej produkcji, na rynku wtórnym jest mało egzemplarzy tego ciągnika. Jest to spowodowane głównie dużym popytem wynikającym z dobrej opinii o tych maszynach.

TRAKTOR „TRZYMA WARTOŚĆ”

Ceny tych ciągników są zróżnicowane. Znajdziemy zarówno egzemplarze za 40 tys. zł, jak i ponaddwukrotnie droższe. Przykładowo za Farmera 312 LSA z 1993 r., z przebiegiem 13 tys. godz. trzeba zapłacić 59 tys. zł. Oferowany za tę cenę egzemplarz wyposażony jest w przedni TUZ i WOM oraz pneumatyczny fotel Grammer. Opony mają jeszcze 70 proc. bieżnika, a sam ciągnik ma oryginalny lakier. Z kolei za egzemplarz z 1988 r., z przebiegiem 9,3 tys. godz., sprzedawca oczekuje 45 tys. zł. Ciągnik wyposażony jest w przedni TUZ, mocowanie do ładowacza czołowego, a także – co jest wielką zaletą – klimatyzację.

Nie zawsze starsze maszyny są tańsze. Wśród ogłoszeń znaleźliśmy również egzemplarz z 1988 r., który przepracował ponad 12 tys. godz., wyposażony w przedni TUZ i WOM oraz oryginalny ładowacz czołowy. Taka maszyna została wyceniona na 79 tys. zł. Oferta pochodzi od rolnika, który wykorzystywał ciągnik w swoim gospodarstwie przez 5 lat, więc zapewne zna jego wartość.

UDANY SILNIK… Z MANKAMENTAMI

Fendt Farmer 312 LSA został wyposażony w silnik MWM o oznaczeniu D 226.B-6. Ta sześciocylindrowa jednostka o pojemności 6,2 l jest zasilana rzędową pompą paliwa i powinna rozwijać moc 115 KM i 413 Nm maksymalnego momentu obrotowego przy 1600 obr./min wału korbowego. Przez większość użytkowników silnik jest uznawany za oszczędny (katalogowo zużycie paliwa kształtuje się na poziomie 207 g/kWh przy pełnym obciążeniu) oraz wyjątkowo wytrzymały (przebiegi na poziomie 20 tys. godz. i więcej nie należą do rzadkości).

Zdaniem mechaników silnik napędzający Farmera 312 LSA – MWM to udana konstrukcja, która jednak ma swoje typowe usterki. Zaliczyć możemy do nich twardniejące i tracące z biegiem czasu swoje właściwości oringi pod tulejami cylindrów. Powoduje to rozszczelnienia, przez które płyn chłodniczy miesza się z olejem. Naprawa jest dość poważna z racji czasochłonności. Same origi nie stanowią dużego kosztu w zakupie (ok. 70 zł/cylinder), jednak sporym wydatkiem jest sama robocizna, która wynosi ok. 1 tys. zł. Warto więc w czasie oględzin sprawdzić, czy w chłodnicy nie pływają „oka” oleju.
Problemem, który mechanicy często łączą z tymi jednostkami, jest również wypalanie się uszczelek pod głowicami oraz luzowanie się pompy odpowiadającej za smarowanie silnika. Pompa samoczynnie odkręca się od bloku silnika, przez co ssak słabiej zaciąga olej, a w konsekwencji pogarsza się smarowanie silnika.

21 PRZEŁOŻEŃ DO PRZODU

Na początku produkcji modelu Farmer 312 LSA dostępna była skrzynia z 21 biegami do przodu oraz 6 wstecznymi. Od 1991 r. pojawiła się również przekładnia z rewersem, dzięki której ciągnik dysponował 21 biegami do przodu oraz tyloma samymi do tyłu. Duża liczba biegów pozwala na dobór przełożenia do każdej wykonywanej pracy, jednak minusem jest brak biegów włączanych pod obciążeniem.
Początkowo, jeśli nie mieliśmy do czynienia z obsługą Fendta tej generacji, do obsługi skrzyni trzeba się przyzwyczaić. Zmiana przełożeń odbywa się bowiem aż 3 dźwigniami. Główna dźwignia wychodząca z połogi z prawej strony siedzenia odpowiada za wybór wstecznego, 3 głównych biegów polowych (1, 2 oraz 3), a także biegów drogowych (25, 30, 40). W ramach biegów polowych mamy do dyspozycji dwa zakresy: wolny oraz szybki (dźwignia żółw/zając również z prawej strony siedziska). Dodatkowo możemy na każdym z biegów polowych wrzucić po trzy półbiegi włączane dźwignią znajdującą się z prawej strony kierownicy (L, M, S). Trzy najszybsze przełożenia włączane za pomocą głównej dźwigni pozwalają na rozpędzenie się do odpowiednio: 23, 30 oraz 38 km/h.

PRZED ZAKUPEM SPRAWDŹ SKRZYNIĘ

W każdym ciągniku, który ma przepracowane już kilkanaście tys. godzin i dawno osiągnął pełnoletność, powinniśmy szczególnie mocno zwracać uwagę na skrzynię biegów. Naprawy przekładni są zwykle najbardziej pracochłonne oraz najdroższe. Zamienników części zwykle nie ma bądź jest ich mało, natomiast części oryginalne – co nie jest zaskoczeniem przy marce klasy premium – są znacznym wydatkiem. Nowe oryginalne części potrzebne do naprawy jednego z głównych zakresów w skrzyni biegów to koszt rzędu ok. 3 tys. zł. Synchronizator to wydatek w granicach 2-3 tys. zł. Tak więc poważniejsza naprawa, obejmująca wymianę kilku kół zębatych, łożysk oraz uszczelniaczy, potrafi wynieść wraz z robocizną kilkanaście tys. zł. Jeśli już w skrzyni coś niedomaga, co zdarza się rzadko z powodu ich trwałości, to jest to zwykle awaria drugiego biegu głównego. Wynika to z faktu, że to najciężej używane przełożenie. Początkowe objawy to „wyskakiwanie” biegu podczas ruszania oraz zatrzymywania się. W późniejszym czasie bieg wyskakuje zaraz po wrzuceniu, do tego stopnia, że bez trzymania dźwigni w pozycji włączonego biegu pojazd się nie porusza.

Traktor jest skonstruowany w taki sposób, że nie ma możliwości naprawy przekładni bez rozpoławiania ciągnika (w obudowie skrzyni nie ma specjalnych okienek serwisowych). Aby dostać się do skrzyni, musimy więc podnieść kabinę i odjechać tylnym mostem. Koszty takiej naprawy wynoszą kilka tys. zł, a ich dokładana cena zależy od tego, czy korzystamy z nowych części oryginalnych bądź używanych (zamienniki nie są dostępne) oraz czy przy okazji nie trzeba wymienić łożysk oraz uszczelniaczy.

NA CO TRZEBA ZWRÓCIĆ UWAGĘ

Generalnie problemy, jakie można spotkać w tym modelu, są analogiczne do tych, które dotykają inne ciągniki z tamtych lat. Musimy mieć na uwadze, że poszczególne egzemplarze mogą mieć przebieg 15, 20 albo i więcej tys. przepracowanych godzin. Pojawiają się więc problemy m.in. z hydrauliką oraz układem hamulcowym. Można powiedzieć, że to standardowe zużycia, bo trudno wymagać od pomp hydraulicznych, aby działały bez problemu przez 30 lat, przepracowując 20 tys. godz.

Dosyć częstym mankamentem spotykanym w tych ciągnikach są uszkodzenia pompki sprzęgła (koszt nowej to około 400 zł), która z powodu częstego używania po prostu ulega zużyciu. Tym, na co musimy zwrócić uwagę, są również cylinderki hamulców, które z racji swojego wieku mogą korodować. Przecieki na cylinderkach mogą spowodować, że okładziny tarcz hamulcowych nasiąkają płynem hamulcowym, co z kolei prowadzi do znacznego pogorszenia ich parametrów roboczych. Musimy mieć na uwadze, że wymiana tarcz hamulcowych wymaga zdjęcia zwolnic, więc taka naprawa jest dość problematyczna.

Jednostopniowe suche sprzęgło jest bardzo wytrzymałe z racji zastosowania dodatkowego sprzęgła hydrokinetycznego. Sprzęgło hydrokinetyczne (Turbomatik) pozwala na płynne ruszanie nawet z dużym obciążeniem i eliminuje szarpanie silnikiem. Działa ono jak automat: zaczyna przenosić 100 proc. momentu obrotowego dopiero przy obrotach silnika powyżej 1400 obr./min. Na wysokim biegu i jałowych obrotach silnika ciągnik stoi w miejscu i rusza dopiero po dodaniu gazu. Użytkownik musi jednak pamiętać o tym, by nie zatrzymywać ciągnika wyłącznie za pośrednictwem sprzęgła Turbomatik na dłużej niż minutę oraz o tym, że nie można pracować ze stałym obciążeniem z obrotami silnika mniejszymi niż 1400 obr./min. W przeciwnym razie może dojść do przegrzania oleju w sprzęgle, uszkodzenia uszczelek i wycieku. Same sprzęgło Turbomatik jest bezobsługowe i jedyne awarie, jakie się zdarzają, dotyczą właśnie uszczelnień. Uszkodzenia simeringów objawiają się wyciekami na łączeniu obudowy skrzyni i silnika.

Układ elektryczny (w tym czujniki) w Fendtach serii 300 nie ma typowych usterek. Ewentualne problemy zdarzają w wyniku nieodpowiedniej obsługi (uszkodzenia mechaniczne wiązek bądź czujników, korzystanie z rozruchu o napięciu 24 V) bądź wynikają z utrzymywania maszyn w niesprzyjających warunkach, na przykład dużym zawilgoceniu. Musimy pamiętać, że instalacja, która jest narażona przez 30 lat na działanie wilgoci, zmiany temperatur oraz promieniowanie słoneczne, ma prawo kruszeć i mogą tworzyć się zwarcia.

Farmer 312 LSA został wyposażony w ciekłokrystaliczny wyświetlacz pokazujący aktualną prędkość ciągnika oraz obroty tylnego i przedniego WOM. Niestety, często wyświetlacz ten jest uszkodzony, co uniemożliwia pełne odczytanie wartości.

DWA OBIEGI HYDRAULIKI TO DUŻY ATUT

WOM może pracować w jednym z trzech zakresów prędkości: 540, 750 lub 1000 obr./min. Wydajna jest pompa hydrauliczna, przez którą w ciągu jednej minuty może przepłynąć nawet 74 l oleju. Szczególnego podkreślenia warty jest fakt, że w Fendtach serii 300 LSA znajduje się oddzielny zbiornik oleju dla hydrauliki zewnętrznej. Dzięki temu olej ten nie miesza się z olejem z przekładni. Wydłuża to żywotność skrzyni (nie trafiają do niej zabrudzenia np. z przyczep) oraz pompy hydraulicznej (wyeliminowane jest niszczące działanie opiłków ze skrzyni biegów).

Jak na konstrukcję z lat 80. cieszy obecność EHR m.in. z funkcją regulacji prędkości opuszczania oraz wysokości podnoszenia. Na tylnych błotnikach, oprócz przycisków regulacji wysokości położenia ramion TUZ, znajduje się przycisk załączania WOM. Maksymalny udźwig tylnego podnośnika to niemal 6 t, natomiast opcjonalny przedni TUZ jest w stanie udźwignąć 3 t.

Komfort pracy operatora zapewnia cicha i przestronna kabina o dobrej widoczności, która, w zależności od wersji, była wyposażana m.in. w klimatyzację oraz pneumatycznie amortyzowany fotel. Kierownica jest regulowana w jednej płaszczyźnie, co przydaje się też przy wsiadaniu i wysiadaniu z kabiny. Na uwagę zasługuje również ergonomiczne rozmieszczenie przycisków oraz dźwigni. Minusem jest jednak brak miejsca na dodatkowe siedzenie dla pasażera.

PODSUMOWANIE

Zdaniem zarówno użytkowników, jak i mechaników opinia o trwałości ciągników Farmer 312 SLA jest w pełni uzasadniona. Z drugiej strony pojawiają się również głosy mówiące o awaryjności tych ciągników. Trudno się jednak spodziewać, że wszystkie egzemplarze modelu produkowanego od 30 lat będą w pełni sprawne, jeśli w przeszłości miał kilku albo i więcej użytkowników. Wystarczy sytuacja, że choćby jeden z operatorów nie dbał o maszynę, aby nawet ta niemal niezniszczalna konstrukcja uległa uszkodzeniu.

Jeśli kupimy Fendta Farmera 312 LSA z „dobrych rąk”, to możemy mieć niemal pewność, że maszyna posłuży nam jeszcze długie lata. Dodatkowo duży popyt na te ciągniki powoduje, że kupując go, nie ponosimy ryzyka, że szybko straci wartości.

Cały artykuł ukazał się w styczniowym wydaniu miesięcznika Farmer. Zobacz skrót wydania TUTAJ