Tak też było w przypadku Józefa Picha z Dobrzynki w woj. warmińsko-mazurskim. Jeszcze w ramach dofinansowania z PROW 2007-2013 rolnik zaplanował zakup kilku maszyn. Niedawno podpisał umowę z ARiMR na zwrot części inwestycji, która obejmuje m.in. nabycie prasy belującej, kosiarki dyskowej, zgrabiarki i owijarki oraz agregatu ścierniskowego. Największą inwestycją ma być jednak zakup ciągnika. Tutaj szala wyboru przechyliła się w stronę 115-konnego John Deere’a z serii 6M.

"M-ka" ma być maszyną wykorzystywaną w najbardziej wymagających pracach w gospodarstwie, przede wszystkim uprawach polowych. - Uważam, że model 6115M będzie dla mnie najlepszym ciągnikiem, ponieważ nie mam zbyt wielkich areałów i ciągnik będzie w pełni wykorzystany - przede wszystkim przy agregatach uprawowych i siewnych oraz prasą.

Z pługiem obracalnym 4-skibowym też bez problemów sobie poradzi. Zakup większego ciągnika w moim przypadku w tym momencie nie miałby uzasadnienia - mówi Pich. Gospodarstwo jest wielokierunkowe. Rolnik użytkuje około 85 ha gruntów, prowadzi chów 60 sztuk bydła, w tym 18 krów mlecznych, oraz produkuje żywiec wieprzowy (stado około 60 sztuk).

DLACZEGO CIĄGNIK Z MANNHEIM?

W gospodarstwie Picha jest aż siedem ciągników, z czego największym jest Ursus 1224. Maszyn jest sporo, bo są wykorzystywane w usługach, poza tym, jak z dozą humoru zaznacza rolnik - woli trzymać pieniądze w garażu niż w banku. John Deree’a do tej pory rolnik żadnego nie posiadał. Skąd więc wzięła się decyzja o zakupie? Oprócz pozytywnych opinii zasłyszanych od użytkowników zielonych maszyn, zadecydowała również możliwość obejrzenia produkcji ciągników. - Zostałem zaproszony przez firmę Agroserwis z Pasłęka na wizytę w fabryce ciągników John Deere w Mannheim. Chciałem pojechać i zobaczyć, jak to się wszystko odbywa - wspomina rolnik.

To, co najbardziej utkwiło Józefowi Pichowi w pamięci, to przede wszystkim montaż skrzyni biegów. - Zawsze myślałem, że do fabryki przywożone są całe gotowe elementy. Tutaj jednak zobaczyłem co innego. Obróbka kół zębatych i innych części odbywa się na miejscu z prefabrykatów. Wszystko to jest wykonywane z ogromną precyzją, przy użyciu bardzo nowoczesnych narzędzi oraz z dbałością o czystość. I jeśli teraz ktoś powie mi, że jest inaczej - będę się z nim kłócił - mówi ze śmiechem rolnik.

W pamięci utkwiły mu także dalsze etapy kontroli podzespołów. - Wszystko jest sprawdzane, testowane w różnych temperaturach, podpinane pod hydraulikę i testowane pod pełnym obciążeniem i obrotami. To, co zobaczyłem daje wyobrażenie produkcji na najwyższym poziomie. Sama fabryka to 22 ha pod dachem.

Zaskakuje też wysoka dynamika montażu - dodaje. John Deere należy dzisiaj do nielicznych marek, które wszystkie kluczowe elementy swoich ciągników wytwarzają we własnym zakresie. Podczas wizyty w fabryce grupa klientów z Polski miała także okazję do przejażdżek różnymi ciągnikami od 60 do 370 KM.

- Wyjazd w dużej mierze przekonał mnie do wyboru ciągnika. Zauważyłem też, że każdy ciągnik jest budowany praktycznie "pod nazwisko". Podczas montażu przy każdej maszynie wisi kartka, do jakiego kraju maszyna ma trafić, a nawet do jakiej miejscowości. Po za tym w wyborze ważna była też opinia innego użytkownika John Deere’a serii M, do którego pojechaliśmy z przedstawicielem Agroserwisu z Pasłęka.

KLUCZOWE TESTY

Aby zapewnić właściwe funkcjonowanie maszyny w różnych warunkach pracy, w fabryce w Mannhaim przeprowadzanych jest szereg testów. Dokonuje ich specjalny dział - PV&V (Product Verification & Validation). Pracuje w nim ponad 50 inżynierów i prawie dwa razy tyle techników.

Sprawdzanie produktów zaczyna się od badań wirtualnych, na przykład konstrukcji, wymogów homologacyjnych, zabezpieczeń i punktów ryzyka. Testy są uzupełniane analizami komputerowymi i wielokrotnymi symulacjami, które pozwalają m.in. na badanie napięć komponentów, dynamiki pojazdu, analizę systemu chłodzenia lub symulację przepływu powietrza wokół maszyny i w kabinie.

Bardzo interesujące są testy laboratoryjne. W najnowocześniejsze urządzenia w tej części działu kontroli jakości firma zainwestowała miliony euro. Przykładem może być przechylny stół z przekładnią i skrzynią biegów, na którym sprawdza się działanie zespołów we wszelkich możliwych przechyłach, w jakich może znaleźć się ciągnik. Do badania wpływu niskich temperatur służą specjalne komory z temperaturą poniżej -30 stopni. Weryfikuje się tam m.in. działanie rozrusznika i sytemu ogrzewania.

Z testów laboratoryjnych warto też wymienić tunel powietrzny, w którym sprawdza się, czy zapewniony jest odpowiedni przepływ powietrza wokół maszyny podczas pracy. Ciekawym testem - stosownym do maszyn najnowszych generacji - jest EMC, czyli badanie elektromagnetyczne. Polega ono na sprawdzeniu działania stosowanych nowoczesnych systemów elektronicznych, poprzez wystawienie ich na działanie promieniowania o zmiennej częstotliwości i intensywności.

Po testach laboratoryjnych maszyny są wypróbowywane w polu, w niemal wszystkich możliwych pracach. Operacje są wykonywane na polach testowych w Niemczech, Hiszpanii, USA oraz Brazylii i Meksyku. Poddawane są m.in. próbie błotnej, przyspieszenia i toru okrężnego.