PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Z umiarkowanym optymizmem

Z umiarkowanym optymizmem

Autor: Karol Hołownia

Dodano: 11-09-2013 15:08

Tagi:

Ubiegły rok w branży maszynowej można zaliczyć do bardzo udanych. Kolejne miesiące nie zapowiadają się już tak kolorowo, choć optymizmu nie brakuje.



Ceny nasion zbóż i rzepaku zebranych podczas tegorocznych żniw rozczarowują i z pewnością krzyżują wiele planów inwestycyjnych. Słabnąca siła nabywcza gospodarstw i brak klarownych informacji o tym, jak będzie wyglądała polityka rolna i programy wsparcia w kolejnych latach, stawiają w trudnej sytuacji zarówno rolników, jak i producentów i dystrybutorów maszyn. Maszynowy "boom" z ostatnich 2-3 lat mamy z pewnością za sobą. Z drugiej strony, niewątpliwie masa dokonanych inwestycji przyczyniła się do zwiększenia wydajności i efektywności produkcji w wielu gospodarstwach, tym samym zwiększając ich siłę nabywczą. Czy rozpędzona machina zatrzyma się, przyhamuje lub może dalej potoczy się w niezmienionym tempie? O tym zadecyduje faktyczna siła polskiego rolnictwa.

W branży maszynowej na razie pozytywnie podsumowuje się ostatni rok. Co do przyszłości, można na pewno mówić o niepewności, ale i umiarkowanym optymizmie, o czym świadczy chociażby niesłabnąca popularność największej w Polsce wystawy rolniczej Agro Show.

Jest gorzej, ale ciągle dobrze

Dane statystyczne mówią same za siebie - w porównaniu do roku ubiegłego, na rynku ciągników odnotowywane są znaczące spadki w sprzedaży. Po pierwszym półroczu jest to regres ponad 20-proc., choć patrząc w pryzmacie ostatnich kilku lat, sytuacja w handlu na razie nie jest zła. Po prostu ostatni rok był pod tym względem rekordowy.

Robert Brzozowski, dyrektor sprzedaży New Holland, wymienia kilka przyczyn spadku liczby sprzedawanych w 2013 r. ciągników.

- Czynników jest kilka. Jednym z nich są kończące się subsydia unijne.

Program 2007-2013 dobiega końca i nie ma właściwie żadnej wiedzy na temat programu wsparcia 2014-2020. W ogólnym zakresie jest on znany, natomiast to, co jest dla nas, czyli producentów maszyn rolniczych, istotne, to jaki będzie budżet i jak on będzie dystrybuowany: czy będzie bardziej oparty na dotacjach bezpośrednich do areałów, czy też bardziej będzie ukierunkowany na działania inwestycyjne, które w sposób naturalny tworzą popyt na maszyny.

Konia z rzędem temu, kto obecnie jest w stanie określić, co będzie lepsze.

Do tej pory działania związane na przykład z modernizacją były dla nas kluczowe - bo związane z inwestycjami w nowe maszyny. Dotacje do hektara - to w tej chwili temat niejasny, bo ten, kto ma duże areały, a nie jest aktywny w produkcji rolnej, będzie dostawał pieniądze, ale nie wiadomo, jak będzie chciał je spożytkować: czy inwestując w rozwój gospodarstwa, czy też w jakiś inny sposób. Następnym czynnikiem "ochładzającym" zainteresowanie rolników zakupem maszyn są gorsze od ubiegłorocznych ceny zbóż.

New Holland od kilku lat jest liderem w sprzedaży ciągników. Mimo spadków sprzedaży dotyczących niemal wszystkich producentów, w 2013 roku ciągniki włoskiego koncernu ciągle znajdują się na szczycie listy wśród najczęściej wybieranych maszyn. - Myślę, że dla New Hollanda jest to ciągle bardzo dobry rok pomimo zmieniającego się otoczenia makroekonomicznego, które wpływa na oziębienie popytu. Cały czas utrzymujemy dominującą pozycję lidera na rynku ciągników. Dane z pierwszego półrocza mówią o udziale w rynku na poziomie 27 proc. W kombajnach zbożowych również wygląda to bardzo dobrze - w tej grupie maszyn bieżący rok jest bardzo udany. Co zawiodło? Myślę, że może byliśmy trochę zbyt optymistyczni, jeśli chodzi o rynek pras rolujących.

Biorąc pod uwagę to, co się działo przez ostatnie kilka lat, a więc bardzo dynamiczny wzrost tego rynku, przygotowaliśmy się do niego bardzo solidnie.

Wydaje się, że wszystkie zawirowania - przede wszystkim jeśli chodzi o rynek słomy, a więc programy związane z biogazowniami, brykieciarniami i, nazwijmy je, mikroelektrowniami wykorzystującymi słomę jako źródło energii - to wszystko się zatrzymało i jest sporo przykładów takich firm, które upadły.

A te firmy inwestowały m.in. w prasy rolujące. Nasz udział w rynku pras jest ciągle bardzo duży, natomiast wolumenowo, rynek ten trochę się oziębił. Dalej jednak tutaj inwestujemy bardzo mocno i mamy wiele nowości wśród tych maszyn.

Wśród najważniejszych założeń na kolejny rok Robert Brzozowski wymienia utrzymanie pozycji lidera na rynku ciągników mniejszej i średniej mocy oraz zwiększanie udziału w segmencie maszyn dużej mocy. - New Holland zawsze znany był z oferty ciągników z całego zakresu mocy, natomiast największe udziały mieliśmy w segmentach mniejszych i średnich mocy. Zaufanie rolników do marki jest coraz większe i coraz częściej wybierają oni także segment "Premium", a więc na przykład ciągniki T7, T8, a nawet T9. Chcemy w tym segmencie jeszcze bardziej podkreślić swoją obecność, oferując m.in. atrakcyjne programy zakupów tych maszyn, m.in. fabryczne programy dofinansowania, które z roku na rok cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Wykorzystujemy wszelkie możliwości, aby w tym trochę bardziej ochłodzonym rynku zagospodarować popyt, który ciągle jest obecny.

W niższych segmentach mocy New Holland liczy przede wszystkim na niesłabnącą popularność ciągników TD5 i T5. Następnie na serię T6, T7 i T8. Produkty New Holland stale ewaluują.

Wkrótce do sprzedaży ma być wprowadzony ciągnik T4 Bridge, a więc seria pośrednia między TD4 i T5. Wśród dużych maszyn pojawią się natomiast ciągniki T8 z przekładnią bezstopniową AutoCommand.

Jako nieliczni "na plusie"

Mimo widocznego ogólnego spadku sprzedaży ciągników, Kubota ma się dobrze, odnotowując wzrosty. Kluczowym momentem dla marki było przejście 1 listopada 2012 roku z dystrybucji niezależnego importera firmy Marubeni Machinery Distribution Poland Sp. z o.o. do bezpośredniego przedstawicielstwa z siedzibą w Niemczech Kubota Corporation, opartego o struktury japońskiego koncernu.

- Jeżeli chodzi o wzrosty sprzedaży, przełomowy dla marki Kubota jest rok bieżący. Przejście marki Kubota w Polsce pod skrzydła producenta, firmy Kubota Corporation, zaowocowało bardziej dynamiczną strategią sprzedaży wdrażaną od początku 2013 roku.

Już w lutym ogłosiliśmy nowe, niższe ceny na ciągniki rolnicze, znacznie spadły też ceny oryginalnych części zamiennych. W ślad za tym poszło zwiększenie liczby motogodzin w ramach gwarancji, a ostatnio - zmniejszenie częstotliwości przeglądów wymaganych przez producenta. Wszystko to sprawiło, że oferta marki Kubota stała się dużo bardziej korzystna niż wcześniej - wyjaśnia Andrzej Sosiński, specjalista ds. marketingu polskiego oddziału Kuboty. - To już 9 rok istnienia marki Kubota na rynku polskim. Uważamy, że tegoroczne sukcesy są również rezultatem ciężkiej, wieloletniej pracy członków zespołu Kubota. Dzięki nim pomarańczowe traktory stały się marką rozpoznawalną na naszym rynku i znalazły swoje miejsce pośród niezwykle silnej i zróżnicowanej konkurencji.

Plany na rok 2014 nie są jeszcze znane. U progu kluczowego sezonu jesiennego koncentrujemy swoje działania na utrzymaniu pozytywnego trendu, jaki dla marki Kubota widać w raportach sprzedaży nowych ciągników rolniczych.

Zmiany, które rok temu zaszły w strukturze sprzedaży maszyn Kubota w Polsce, przyniosły zdecydowane korzyści, przede wszystkim w postaci większego zaangażowania koncernu Kubota na naszym rynku. Większość inicjatyw, jakie podejmujemy w tym roku - zarówno w dziedzinie strategii handlowej, jak i działań marketingowych - prawdopodobnie nie byłyby możliwe w ramach poprzedniej struktury.

Podczas zeszłorocznych targów Agro Show przedstawiciele Kubota Corporation zapowiadali bardziej zdecydowane działania i większą widoczność marki na rynku polskim. W naszym odczuciu przedstawiciele firmy Kubota spełnili swoje obietnice.

Coraz więcej ciągników dużej mocy

Analizując sprzedaż nowych ciągników (liczbę rejestracji), widać, że prym wiodą ciągle ciągniki średniej mocy - w zakresie 70-100 KM. Ten przedział mocy stanowi ponad 40 proc. całkowitej sprzedaży ciągników w Polsce. Ostatnie miesiące pokazują jednak, że ta grupa traci na poczet maszyn większej mocy.

Jednym z powodów jest fakt, że większe gospodarstwa są bardziej zależne od unijnych dotacji na zakup sprzętu, które od kilku-, a w niektórych regionach nawet od kilkunastu miesięcy, są niedostępne.

Liderem w sprzedaży maszyn dużej mocy jest John Deere, choć marka też zyskuje w najmniejszych segmentach mocy.

- John Deere jest niepodważalnym liderem w grupie ciągników powyżej 100 KM, ale największym dla nas zaskoczeniem jest zdecydowany wzrost udziału w rynku ciągników w grupie poniżej 100 KM. W tym segmencie mocy zajmujemy obecnie trzecie miejsce, gdy jeszcze rok temu zajmowaliśmy 6 pozycję - mówi Piotr Dziamski, szef marketingu John Deere Polska. Analizując dokładniej grupę maszyn poniżej 100 KM, widzimy dynamiczny wzrost zainteresowania ciągnikami John Deere poniżej 50 KM. Dzięki temu jesteśmy liderem wśród zachodnich producentów w tej grupie. Podobnym zaskoczeniem był dla nas zwiększający się z miesiąca na miesiąc udział w rynku ciągników od 50 KM do 99 KM. Należy podkreślić, że John Deere jest jedną z nielicznych marek, które odnotowały wzrost sprzedaży w tym segmencie mocy, mimo że cały rynek ciągników od 50 do 99 KM od stycznia do lipca 2013 roku spadł o prawie 30 proc. Liczba sprzedanych maszyn w czasie ostatnich 12 miesięcy przesądza, że największą popularnością wśród ciągników John Deere cieszyła się seria 6030 oraz 5R. Liderem w tej serii był model John Deere 6330, co potwierdza fakt, że w zakresie mocy około 100 KM rolnicy decydowali się przede wszystkim na ciągniki o konstrukcji ramowej, z większym rozstawem osi i mokrym sprzęgłem. Liczymy na to, że również dużym zainteresowaniem będą cieszyły się dwie nowe serie 6MC oraz 6RC, które obok dotychczasowych zalet serii 6030, będą posiadały jeszcze wiele sprawdzonych rozwiązań, jak np. ekonomiczną przekładnię Auto- Quad EcoShift, przygotowanie do systemów sterowania maszyną GreenStar oraz ISOBUS.

Szansą mogą być rynki zagraniczne

Rok 2012 dla większości producentów ciągników był w obrotach handlowych bardzo udany. Na rynek Polski trafiło ponad 19 tys. ciągników, czyli o ponad 2,4 tys. sztuk więcej niż przed rokiem i niemal o 5 tys. więcej, porównując wynik sprzed dwóch lat. Piotr Kalinowski, dyrektor ds. sprzedaży w spółce Farmtrac Tractors Europe z Mrągowa, ma powody do zadowolenia, bo plan handlowy został wykonany ponad program.

- Ubiegły rok był wyjątkowo udany dla Farmtrac. Udało nam się z nawiązką zrealizować plany sprzedażowe. W Polsce Farmtrac odnotował ponad 30-procentowy wzrost sprzedaży w stosunku do 2011 roku. Dało to nam pierwsze miejsce, pod względem liczby wyprodukowanych i sprzedanych ciągników, spośród krajowych producentów ciągników rolniczych oraz siódmą lokatę w klasyfikacji ogółem na 45 marek ciągnikowych ujętych w statystykach. Nasze ciągniki, w tym sztandarowe modele Farmtrac 675DT oraz Farmtrac 555DT, w 2012 roku okazały się bezkonkurencyjne w swoich segmentach mocy (odpowiednio do 80 KM i do 50 KM).

Śledząc obecną sytuację w branży rolnej, nie trudno jednak zauważyć, jak zmienia się ona na niekorzyść rolników, co ma bezpośrednie odzwierciedlenie w handlu maszynami. Brak dostępu do funduszy UE i niskie ceny płodów rolnych wróżą spadek liczby zawieranych transakcji. Na razie poziom sprzedaży maszyn jest na dość dobrym poziomie, choć znacznie niższym w porównaniu do rekordowego roku ubiegłego.

- Faktycznie, obserwujemy zmniejszony popyt na ciągniki rolnicze w porównaniu z rokiem ubiegłym. Potwierdzają to dane statystyczne dot. rynku polskiego. Nasze ciągniki stanowią korzystną ofertę na cięższe czasy, ze względu na dobry stosunek ceny do ich walorów użytkowych. Cechą wyróżniającą Farmtrac na tle konkurencji w tym trudniejszym okresie jest zastosowanie naszych ciągników, wykraczające poza segment rolniczy. W ofercie handlowej mamy specjalistyczne ciągniki dla leśnictwa, ciągniki komunalne.

Sposobem na utrzymanie poziomu produkcji i sprzedaży w okresie zmniejszonego popytu na ciągniki w Polsce jest wejście z produktami na rynki zagraniczne. Nasza spółka kontynuuje ekspansję na rynki europejskie, w tym na dobrze rokujący rynek niemiecki.

Co więcej, będziemy w niedługim czasie dostarczać ciągniki na rynek turecki, którego potencjał jest ogromny i powstaje tam zapotrzebowanie na coraz bardziej zaawansowane technicznie ciągniki z Europy. To wszystko powoduje, że z optymizmem i spokojem patrzymy na najbliższe lata i na przyszłość marki Farmtrac.

Rotory coraz popularniejsze

Dużo w ostatnim czasie dzieje się w Case IH. Firma wprowadza nowe modele ciągników, takie jak: Farmall U Pro czy Maxxum z bezstopniową przekładnią CVX, kolejne generacje pras i innowacyjne systemy dla rolnictwa precyzyjnego (więcej na ten temat w dziale Technika rolnicza).

Duży nacisk marka kładzie również na kombajny zbożowe. Case IH oferuje tego rodzaju maszyny wyłącznie z rotorowym systemem omłotu, kojarzonym - z resztą słusznie - z wysoką wydajnością pracy i wykorzystaniem przez duże gospodarstwa.

Szefowie Case IH widzą w Polsce duży potencjał na tego typu maszyny - ich sprzedaż wzrasta. Michał Waszkiewicz, specjalista ds. produktu marek Case IH i Steyr, przekonuje, że dostępna paleta kombajnów Case IH daje możliwość wyboru maszyny przez gospodarstwa nie tylko o największych areałach.

- Oferowana przez firmę CASE IH gama kombajnów zbożowych przeznaczona jest dla każdego typu gospodarstwa, niezależnie od powierzchni. Obecnie posiadamy w swojej ofercie dwie serie kombajnów, które różnią się od siebie przede wszystkim wydajnością.

Największymi, przeznaczonymi do bardzo dużych areałów są kombajny z królewskiej serii 230. Kolejną linią produktów o rotorowym systemie omłotu są maszyny serii 130. Kombajny te świetnie spisują się w każdym typie zbioru i są odpowiednie do każdego typu gospodarstwa, niezależnie od areału. Stąd też istotna jest dla nas promocja zarówno kombajnów o najwyższej mocy (seria 230), jak i tych o mocy średniej (seria 130). Naszym celem w coraz większym stopniu staje się również rozpowszechnianie systemów automatycznego naprowadzania na polskim rynku.

Wielu rolników przekonało się już, że mimo początkowych większych nakładów związanych z zakupem takiego urządzenia, inwestycja ta szybko się zwraca i przynosi zyski.

Największą zaletą kombajnów z rotorowym omłotem ziarna jest jego bardzo duża przepustowość. Mając maszynę z rotorem, możemy pracować z dużo większą prędkością niż w przypadku produktu o konwencjonalnym układzie omłotu. Dodatkowo "rotorowce" nie niszczą ziarna. Kombajny Case IH młócą nie tylko przy użyciu rotora, ale również samej masy słomy, która wprawiana jest w przeciwbieżny kierunek obrotu.

Ciężko dopatrywać się jakichkolwiek wad w kombajnach z rotorowych układem omłotu. Jeśli miałbym już jakąś wymienić, to z pewnością byłby to brak przekonania do tego typu rozwiązania po stronie klientów, które z sezonu na sezon jednak znacznie maleje, a wspomniane kombajny znajdują coraz więcej zwolenników.

Obroty mogą być niższe

Ostatnie lata to mocne uwolnienie potencjału nabywczego na nowoczesne, ale i drogie maszyny uprawowe światowych potentatów w tej dziedzinie.

W świetle gorszych cen płodów rolnych i braku subwencji, wiele osób zadaje sobie pytanie: czy rozpędzona machina inwestycji w wydajne rolnictwo nie zmniejszy pędu? Martin Kramer, dyrektor ds. eksportu na rynek Polski firmy Horsch, przypuszcza, że obroty w 2013 r. mogą nieco spaść.

- Na rok 2013 planowaliśmy na Polskę obroty rzędu 20,5 mln euro. Wysokość obrotów na dzisiaj wynosi już 25 mln euro (dane z końca lipca br.; przyp.

red.), ale do końca roku nie przywidujemy istotnego wzrostu sprzedaży. Natomiast oczekujemy spadku obrotów w roku 2014 o około 20 proc. W przyszłym roku firma Horsch stawia przede wszystkim na innowacyjne rozwiązania w technice uprawy uproszczonej, a także pasowej. Największy nacisk będzie położony na takie maszyny jak brona talerzowa Joker RT oraz HD oraz siewnik Focus TD do uprawy pasowej: do wysiewu nasion oraz precyzyjnego dawkowania nawozów.

Siewniki z tej rodziny będą produkowane od 4 m szerokości roboczej.

W ten sposób firma chce odpowiedzieć na duże zainteresowanie tą maszyną gospodarstw o średniej wielkości. Ważnym punktem w planach Horscha jest także rozbudowa dystrybucji opryskiwaczy.

Rolnicy będą inwestować, ale ostrożniej

Potencjał drzemiący w sprzedaży profesjonalnych maszyn uprawowych już dawno temu zauważył Pöttinger.

Austriacki producent znany przede wszystkim z maszyn zielonkowych, od kilku lat mocno stawia również na: pługi, kultywatory, brony talerzowe i wirnikowe oraz siewniki.

- Coraz większe znaczenie w naszej sprzedaży odgrywają maszyny uprawowe.

Mamy sporą rzeszę zadowolonych klientów, która stale się poszerza, bo po prostu nasze maszyny się sprawdzają na polu. Szczególnie jesteśmy zadowoleni ze stale wzrastającej sprzedaży naszych maszyn do uprawy uproszczonej: Terrasem, Terradisc i Synkro. W segmencie maszyn zielonkowych pozycja zdecydowanego lidera w sprzedaży przyczep samozbierajacych została utrzymana. Jakość i wydajność naszych przyczep jest wciąż hitem, ale na tym polu nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - mówi Juliusz Tyrakowski, szef marki Pöttinger w Polsce.

Pomimo widocznej niepewności na rynku maszyn, Pöttinger zamyka rok rozrachunkowy z zadowoleniem. Firma śmiało patrzy również w najbliższą przyszłość. - Właśnie zamknęliśmy rok obrotowy 2012/2013 z dniem 31 lipca na poziomie zbliżonym do obrotu z poprzedniego roku. Pomimo słabszych nastrojów, zakładamy wzrost obrotów w najbliższym roku. Co prawda hossa sprzed dwóch lat to czas, który, przynajmniej w najbliższych latach, już się nie powtórzy. Teraz rolnik będzie musiał być bardziej uważny przy inwestycjach.

To sprzyja takim markom jak Pottinger, gdzie przede wszystkim liczy się jakość i efekty ekonomiczne, jakie maszyna pozwoli osiągnąć. Jesteśmy więc ostrożnymi optymistami.

Silna tradycja orki

Wzorem krajów zachodniej Europy, także i w Polsce uprawa bezorkowa staje się coraz bardziej powszechna.

Czy to oznacza koniec ery pługa? Eric de Gouville, dyrektor Gregoire-Besson Polska, mówi o niesłabnącym zainteresowaniu tymi narzędziami.

- Rynek pługów utrzymuje się w Polsce na bardzo dobrym poziomie. Zainteresowanie tymi narzędziami widać szczególnie wśród indywidualnych rolników, gospodarujących na areałach między 20 a 250 ha. Nie ma spadków.

Najwięcej sprzedaje się pługów zawieszanych 4- i 5-skibowych obracalnych.

W Polsce cały czas jest duża tradycja orki. Fabryka pługów Gregoire- Besson jest bardzo mocno obciążona - najbardziej ze wszystkich fabryk naszej grupy. Jako przykład podam, że 31 marca 2013 roku nie było już możliwości zamówienia pługa Gregoire- -Besson z dostawą do końca roku 2013.

Wszyscy importerzy zamówili maszyny i plan produkcji został wypełniony już do końca marca br. W 2012 roku sprzedaż pługów Gregoire-Besson wzrosła w Europie o 20 proc. Największe wzrosty były we Francji i w Polsce.

Sama marka Gregoire-Besson to przede wszystkim dwie grupy maszyn: pługi i brony talerzowe. Jako Gregoire- Besson Polska, firma jest oficjalnym importerem opryskiwaczy Berthoud, rozrzutników obornika Jeantil, maszyn Rabe (pługi, brony wirnikowe, siewniki pneumatyczne i mechaniczne), ładowaczy czołowych MX oraz siewników do poplonów Delimbe. Obrót spółki Gregoire-Besson Polska sięgnął 36 mln złotych w 2012 roku, o 20 proc. więcej niż w roku 2011.

Szef Gregoire-Besson Polska uważa, że tendencje w systemach uprawy w Polsce i w pozostałej części Europy są podobne. Równoległe rozwija się rynek pługów i maszyn do uprawy bezorkowej.

Jeśli chodzi o brony talerzowe, to ich sprzedaż jest stabilna. Wzrasta jednak popyt na coraz większe szerokości robocze narzędzi uprawowych.

- Coraz częściej się rozmawia na temat bron 8-metrowych, a nie tylko 6-metrowych, tak jak 5-6 lat temu. Pierwszy przejazd po ściernisku wykonuje się dosyć płytko talerzówką. Drugi przejazd to kultywator, który pracuje znacznie głębiej (od 15 do 25 cm, czasem nawet do 30 cm). Ta metoda uprawy jest popularna w dużych gospodarstwach.

Z drugiej jednak strony coraz więcej sprzedajemy pługów 10-korpusowych.

Jeszcze 5-6 temu sprzedawały się pługi 8-skibowe do ciągników o mocy rzędu 260 KM. Teraz klienci zakupili ciągniki o mocy 360, a nawet 400 KM i szukają 10 skib. Nawet w Rosji jest bardzo dużo zapytanie o pługi 17-18-korpusowe do ciągników o mocy 600 KM, ale z drugiej strony sprzedaje się również kultywatory ścierniskowe do uprawy uproszczonej o szerokości 18 m. Nie można więc generalizować.

O niesłabnącej popularności pługów świadczy również fakt kupna przez Gregoire- Besson we wrześniu 2011 roku niemieckiej firmy Rabe. W ciągu dwóch lat liczba produkowanych pługów w tamtejszej fabryce wrosła o 75 proc. Niezaspokojony rynek przyczep

W odróżnieniu od ciągników, rynek przyczep ma się zdecydowanie lepiej, osiągając po pierwszym półroczu 2013 r. ponad 38-proc. wzrost sprzedaży, porównując do analogicznego okresu z ubiegłego roku.

- Generalnie odnotowaliśmy wzrost poziomu sprzedaży w stosunku do ubiegłego roku, choć wynik ten to głównie bardzo dynamiczny wzrost sprzedaży eksportowej. Nasza marka jest coraz lepiej rozpoznawana w sektorze Agro w Europie, co przynosi coraz lepsze efekty - mówi Dariusz Porzuczek, dyrektor handlowy działu pojazdów dla rolnictwa Wielton S.A.

- O tym, że nasze działania idą w dobrym kierunku, a nasze przyczepy są najwyższej klasy, świadczy rosnące zainteresowanie produktami Wielton Agro wśród tak wymagających klientów, jak choćby klienci z Niemiec.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło nas ogromne zainteresowanie klientów zarówno w Polsce, jak i w Europie, naszymi platformami do słomy.

Biorąc pod uwagę wiele aspektów, takich jak finasowanie (głównie pieniądze z PROW), wysoki średni wiek przyczep w gospodarstwach, dążenie do zwiększania wydajności procesów produkcyjnych, konsolidację gospodarstw itp., należy się spodziewać, że wartość rynku będzie systematycznie, lecz niezbyt dynamicznie rosła. Zmieni się na pewno struktura rejestrowanych przyczep. Będą to przyczepy większe (powyżej 10 ton) oraz specjalistyczne (takie jak platformy do słomy). Już można zauważyć spadek udziału przyczep w przedziale miedzy 3 a 8 ton. W 2009 roku stanowiły one ok 56 proc. wszystkich zarejestrowanych przyczep, a w 2012 już "tylko" około 42 proc. (nie należy brać pod uwagę roku 2013, w którym ze względu na zmianę przepisów homologacyjnych zarejestrowano niespotykaną liczbę małych przyczep produkcji własnej).

era przyczep "tandem"?

Bardzo duży udział w sprzedaży przyczep miały w ostatnich miesiącach konstrukcje produkcji własnej. Rolnicy śpieszyli się, aby zdążyć z zakupem tego typu przyczep przed wprowadzeniem nowych przepisów. Od lipca zasady rejestracji pojazdów typu SAM zmieniły się radykalnie i nie będzie to już takie proste. Jarosław Łuczak, dyrektor handlowy działu Agro firmy Zasław, uważa, że ta sytuacja nie będzie miała większego wpływu na działalność firmy. - Sytuacja na pewno się zmieniła, ponieważ era tego rodzaju przyczep już się skończyła. Niemniej jednak większość klientów, którzy wybierali pojazdy produkcji własnej, pochodzi z przedziału tonażowego od 1,5 do 5 ton, a z tego segmentu firma Zasław nie posiada produktu. Część klientów na pewno pozyskamy, jednak będzie to przedział w ładownościach 10, 12 i 14 ton - w tym przedziale zajmujemy miejsca w czołówce.

Dyrektor handlowy zauważa też tendencję wzrostową w wyborze coraz większych przyczep, ale jednocześnie jest ostrożny co do sprzedaży maszyn w nadchodzących miesiącach.

- Ostatnio najchętniej wybieranymi przyczepami były konstrukcje segmentu 10-12 ton na "obrotnicy", jednak można zauważyć, że przyczepy typu tandem zdobywają coraz większe uznanie rolników. Bardzo ładny wzrost odnotowaliśmy w sprzedaży przyczep tandemowych w przedziale 13- 14 ton. Jednak patrząc na przyszłe miesiące, kolejne kroki trzeba podejmować ostrożnie. Obecna sytuacja ekonomiczna w większości gospodarstw typowo nastawionych na produkcję roślinną jest trudna. Wszyscy wiemy, jak drastycznie spadły ceny rzepaku i zboża, więc rolnicy, którzy nie mieli zakontraktowanej umowy, w obecnym momencie wstrzymali się z decyzją zakupu sprzętu - w tym przypadku przyczep.

Spadek sprzedaży rekompensowany eksportem

Użytków zielonych w Polsce nie brakuje i ciągle istnieje potrzeba inwestycji w nowoczesny sprzęt do zbioru zielonek.

Słabnąca siła nabywcza zmusza jednak do poszukiwania zbytu maszyn za granicą - tak jest w przypadku polskiego producenta - Spółki SaMasz. - SaMasz zrealizował swoje plany sprzedażowe maszyn zielonkowych. Stało się to głównie zasługą dynamicznego wzrostu eksportu, co jest w tej chwili realnym czynnikiem, który poprawia wyniki - wyjaśnia Karol Wdziękoński, członek zarządu i dyrektor ds. handlu w spółce SaMasz. - Polski rynek stwarza duże możliwości.

Udział trwałych użytków zielonych wynosi około 20 proc. powierzchni kraju, z czego łąki stanowią około 77 proc. tej powierzchni. Szacunkowo mamy około 110 tys. rolników, którzy będą inwestować w maszyny rolnicze, powiększać swój areał i wyznaczają nam tym samym kierunki rozwoju. Przy odpowiednim wsparciu państwa, kreowaniu polityki rolnej i stymulacji rozwoju, polski rynek maszyn rolniczych ma ogromny potencjał i przyszłość. Obecnie na rynku krajowym daje się odczuć lekki spadek sprzedaży, ale w przypadku firmy SaMasz rekompensujemy to wzrostem eksportu, którego dynamika osiąga około 30 proc. i powinna się utrzymać do końca roku.

W nadchodzącym sezonie firma planuje wprowadzić kolejne modele zgrabiarek i przetrząsaczy oraz uzupełnić gamę kosiarek bijakowych o nowe modele (lekkie, średnie i ciężkie). Wzbogacona będzie też oferta maszyn komunalnych.

Trwają także prace nad liftingiem produkowanych maszyn do zbioru zielonek. Maszyny są modernizowane zarówno pod względem obowiązujących trendów stylistycznych, ergonomiki, kolorystyki, jak też nowatorskich rozwiązań konstrukcyjnych.



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 18.206.13.39
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.