Obecnie na stronie internetowej ogólnopolskiego spisu licytacji komorniczych dostępnych jest blisko 70 maszyn rolniczych. Nie brakuje na nie chętnych. Do udziału zachęca głównie cena, która w czasie pierwszej licytacji jest obniżana do 3/4 rynkowej wartości sprzętu.

- Rok temu kupiłem ciągnik Case IH- przyznaje pan Andrzej z Nowej Wsi koło Płońska i kontynuuje - rachunek jest prosty. Rocznego Case wyceniono na 100 tysięcy złotych, a do tego obniżono jego cenę o 25 tysięcy złotych. Choćbym natrafił w salonie na największą promocję, to tańszego traktora nie znajdę.

Pan Andrzej miał szczęście bo jako jedyny brał udział w licytacji. Jednak przy odrobinie szczęścia ciągnik i tak mógł kupić taniej. Jeśli na pierwszej licytacji brakuje chętnych, organizowana jest druga. Wówczas cena wywoławcza obniżana jest do dwóch trzecich sumy wywoławczej.

Ku przestrodze

Wbrew pozorom nie każdy zakup maszyny bywa strzałem w dziesiątkę. Maszyny można obejrzeć przed licytacją, jednak decyduje się na to niewiele osób.

 - Wie pan, po prostu głupio tak wejść komuś na podwórko i przeglądać jeszcze jego maszynę. Tym bardziej jak jest się z okolicy – tłumaczy pan Zbigniew Madaj z Tłuszcza.

To częsty błąd osób biorących udział w licytacjach. Rzeczoznawca dokonuje wyceny zajętej ruchomości na podstawie takich danych jak rok produkcji i przebieg, nie sprawdza stanu technicznego maszyny. Dlatego zdarzają się przypadki, że maszyny mające poważne usterki są sprzedawane po zawyżonej cenie.

Gotówka to największy problem

Największym ograniczeniem dla osób chcących wziąć udział w licytacji jest gotówka. Przed licytacją należy wpłacić 10 procent wadium, a w przypadku wygranej, pozostałe 90 procent kwoty. Nie każdy jest w stanie w krótkim terminie wyłożyć kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Zwycięzcy licytacji udzielane jest tzw. przybicie. Kiedy postanowienie o przybiciu się uprawomocni, sąd wzywa nabywcę, aby ten w ciągu dwóch tygodni wpłacił na rachunek depozytowy sądu cenę nabycia.

Dlatego do przetargów najczęściej stają właściciele komisów.

- Na przetargach zazwyczaj pojawiają się z mechanikiem, dokładnie sprawdzają maszyny. Tutaj każdy zakup jest bardzo przemyślany- wspomina komornik z Przasnysza.

Na stronie internetowej licytacji komorniczych najczęściej pojawiają się kilkudziesięcioletnie Ursusy, nie brakuje Bizonów. Bardzo rzadko, jak to było w przypadku pana Andrzeja trafiają się nowe, lub co najwyżej kilkunastoletnie maszyny.

- To, że przejmujemy akurat te starsze to akurat  nasz świadomy wybór- tłumaczy komornik- Celowo zajmujemy sprzęt, który jest mniej używany. Nie możemy zabierać ruchomości, które mogą ułatwić dłużnikowi spłatę zobowiązań – tłumaczy i dodaje – Chciałem dodać, że jesteśmy bardzo ostrożni, szczególnie po ostatniej, głośnej na całą Polskę sprawie z pomyłkowym przejęciem maszyny.

Wracamy jeszcze raz do naszego pierwszego rozmówcy. Na koniec pytamy pana Andrzeja, który zanim trafiła mu się okazja z zakupem Case IH wziął udział w kilkunastu innych licytacjach.

- Czy nie czuł się pan źle z tym, że „skorzystał pan na czyimś nieszczęściu”?

- Proszę pana. Z jednej strony gdyby nie ja to ktoś inny by ją kupił, druga sprawa, że gdybym ja się na tamtej licytacji nie zjawił, a byłem jedyną osobą, to doszłoby do drugiej licytacji. Cena byłaby obniżona do2/3 i skończyłoby się to na tym, że zadłużony rolnik i tak straciłby maszynę, a nie spłaciłby swojego zadłużenia. Dzięki tej wyższej cenie, przynajmniej wiem, że komornik nie będzie go już odwiedzał – podsumowuje.