Wybór opryskiwacza samojezdnego do kilkusethektarowego gospodarstwa to nie lada wyzwanie. Jak się jednak okazuje, dobrze przemyślany zakup cieszy później przez wiele lat.

Trudny wybór

W 2017 r. w 400-hektarowym gospodarstwie Marcina Sobczuka z Lubelszczyzny zakupiono samojezdny opryskiwacz Challenger RoGator RG 645D. Zastąpił on wysłużonego Pilmeta Europę 3021. – Wybór „samojazda” był dla mnie oczywisty ze względu na rozłóg niektórych pól sięgający 15 km od siedziby gospodarstwa. Oznacza to, iż maszyna musiała być nie tylko wydajna w polu, ale także szybka w transporcie po drogach publicznych – zaznacza rolnik. Pod uwagę brane były wówczas konkurencyjne maszyny, jednak po odbyciu jazdy testowej każdą z nich wybór jednoznacznie padł na Challengera. – Każda z testowanych maszyn miała regulację prześwitu, jednak to RoGator miał zakres najbardziej mi odpowiadający: 75 lub 120 cm. Tak niskiego prześwitu nie oferowała wówczas konkurencja – dodaje Sobczuk. Ten aspekt ma zdaniem farmera spore znaczenie, gdyż przez 90 proc. czasu pryska on przy minimalnej wysokości, co ma ogromny wpływ na stabilność tak ciężkiej maszyny z wysoko zawieszonym środkiem ciężkości. 

W czasie jazdy testowej rolnikowi bardzo spodobało się także zachowanie opryskiwacza w pagórkowatym terenie oraz łatwość jego obsługi. W ten oto sposób za kwotę ok. 1,17 mln zł brutto zakupiony został ostatni w Polsce Challenger RoGator RG 645D. Od 2018 r. jego miejsce zajął Fendt Rogator.

Duży może więcej

Wybór gospodarza padł na średni w palecie producenta model zasilany 6-cylindrowym silnikiem AGCO Power o pojemności 7,4 l i mocy maksymalnej 224 KM. Początkowo rozważany był nieco mniejszy model z 4-cylindrowym silnikiem, jednak z perspektywy czasu rolnik uważa, iż byłaby to fatalna decyzja. – Opryskiwacz na pusto waży 11 t, jeśli dodamy do tego 5 tys. l RSM-u lub wody i pozostałe płyny eksploatacyjne, okazuje się, iż ta moc jest w pełni wykorzystywana. W przypadku sporych wzniesień można wręcz powiedzieć, iż nieco jej brakuje. Na szczęście nie mam aż takich warunków w swoim gospodarstwie – tłumaczy rolnik. 

Ze względu na duże rozdrobnienie agrarne Sobczuk wybrał najwęższą belkę o szerokości 24 m oraz zbiornik o pojemności 5 tys. l. Opryskiwacz jest dodatkowo wyposażony w system hydraulicznej regulacji rozstawu kół, w system czterech kół skrętnych, a za automatyczną kontrolę wysokości aluminiowej belki odpowiadają 3 czujniki Norac. Ciekawostką jest fakt, iż RoGator wyposażony jest w 3 pompy hydrauliczne, z czego pierwsza napędza układ jezdny, druga odpowiada za rozkładanie, a także podnoszenie i opuszczanie belki, a trzecia to pompa cieczy o wydatku 800 l/min. 

Zdaniem rolnika, maszyna oferuje niesamowity komfort jazdy oraz pracy, który jest nieporównywalnie wyższy od wysokiej klasy ciągników rolniczych – odpowiada za to m.in. niezależne zawieszenie kół. Jeśli zaś chodzi o podział na sekcje, to jest on w pełni konfigurowalny i można wydzielić nawet pojedynczą końcówkę jako oddzielną sekcję. Całość oczywiście sterowana jest przez GPS. Challenger chwali się także, iż w czasie pracy masa maszyny rozłożona jest w stosunku 50/50. Duża w tym zasługa silnika zamontowanego międzyosiowo, jak również układu zawieszenia belki, który umieszczony jest na wysięgniku między przednią a tylną osią.

Raport z pracy

W przypadku dużych pól opryskiwacz bez problemu osiąga wydajność nawet 30 ha/h i pozwala na aplikację RSM-u w dawce 400 l/ha przy prędkości 15 km/h. Niestety, ze względu na relatywnie małe działki realna wydajność w ciągu nocy wynosi 60-80 ha. Należy jednak dodać, iż w tym czasie maszyna pokonuje również kilkadziesiąt kilometrów na kołach w transporcie. Co ważne, nawet przy pełnym zbiorniku cieczy roboczej Challenger bez problemu osiąga maksymalną prędkość 40 km/h. Przy swoich ogromnych gabarytach RoGator jest niezwykle zwinny, a dzięki systemowi czterech skrętnych kół ma także bardzo mały promień skrętu. Jeśli zaś chodzi o sterowanie, to główny panel jest taki, jak w ciągniku Fendt, co gwarantuje intuicyjną obsługę. Jak podkreśla rolnik, wnętrze kabiny mogłoby być nieco lepiej wyciszone. 

Na dobrą sprawę jedyną wadą opryskiwacza jest jak dotąd elektronika, a dokładniej awaryjny system elektronicznego sterowania końcówkami Seletron. System ten wraz z instalacją elektryczną był już dwukrotnie zmieniany przez serwis i jak dotychczas najnowsza jego wersja działa bez zarzutu.

ZDANIEM UŻYTKOWNIKA

Marcin Sobczuk

Ze spokojnym sumieniem mogę ocenić mojego RoGatora na mocną ósemkę. Gdyby nie problemy z elektroniką, mógłbym powiedzieć, iż jest to maszyna wręcz idealna. Jedno za to jest pewne – nie przesiadłbym się już nigdy na opryskiwacz ciągany. 

Ocena rolnika: 8/10