Oczywiście, sytuacja z zamówieniami nowego sprzętu nie dotyczy wszystkich pojazdów, ale pewna część na pewno przyjedzie do gospodarstw z opóźnieniem. Trudna sytuacja występuje w prawie każdej firmie sprzedającej nowy sprzęt. Nic dziwnego, że farmerzy, którzy chcą zmienić kombajn, a przegapili idealny czas na zakup nowego urządzenia, spoglądają teraz na rynek wtórny. Zainteresowanie używanym sprzętem jest ogromne, ale niestety maszyn jest mniej niż w latach poprzednich. Sytuacja wygląda podobnie, jak na rynku samochodów osobowych czy traktorów, gdzie także kupujących jest więcej niż dobrych ofert. Efekt jest łatwy do przewidzenia – ceny za kilkuletnie maszyny żniwne poszybowały w górę. Kombajny od osób prywatnych znikają szybko i trudno w tym wypadku wyprzedzić szukających okazji handlarzy. Wyjściem może być zakup pojazdu u sprawdzonego sprzedawcy lub dealera. Najlepiej takiego, który ma ugruntowaną pozycję na rynku i nie może sobie pozwolić na sprzedaż bubla. 

Najwięcej jest Bizonów

Co w takim razie znajdziemy w tej chwili na polskim rynku? Czy są jeszcze ciekawe oferty? Gdzie szukać dobrego, używanego sprzętu? 

Choć na rynku używanych kombajnów nadal królują produkty FMŻ z Płocka, to nie będziemy się nimi zajmować. Dobre Bizony Z056 kosztują średnio od 25 do 45 tys. zł w zależności od stopnia zużycia, rocznika i modelu. Ich eksploatacja jest tania, części łatwo dostępne i niedrogie, a skomplikowanie techniczne pozwala na naprawę samemu lub w warsztacie niewyposażonym w nowoczesne narzędzia. To są plusy polskich kombajnów, a minusy każdy zna: wysoka awaryjność, mała wydajność, brak udogodnień znanych z nowszych konstrukcji. 

W tym zestawieniu zajmiemy się kombajnami, które mogą zastąpić nowy sprzęt; takimi, które nie zdążyły się jeszcze zestarzeć, a są dostępne w sprzedaży i kosztują odpowiednio mniej niż nowe pojazdy. Z tego też powodu ominiemy wszelkie oferty na kombajny równolatki Bizonów. Wprawdzie są zdecydowanie wygodniejsze w eksploatacji od polskiego klasyka – zarówno dla operatorów, jak i pod względem technicznym – ale mają też swoje problemy, np. z częściami zamiennymi. Nie wszystkie warsztaty (nawet autoryzowane) chcą podjąć się ich napraw, a jak już znajdziemy mechanika, który nie boi się wyzwania, to często potrzebne oryginalne elementy do uporania się z problemem kosztują krocie, a na rynku brakuje zamienników. 

Claas liderem nie tylko wśród nowych maszyn

Jeśli kombajn był używany przez jednego użytkownika, był dobrze traktowany i serwisowany, to nie powinno być z nim kłopotów. Po standardowym przeglądzie pasków napędowych, wymianie olejów, przeglądzie mechanizmów i innych elementów eksploatacyjnych można od razu ruszać do pracy. 

I takie maszyny, w pełni sprawne i gotowe do pracy, były przedmiotem naszych poszukiwań. Przegląd zaczynamy od kombajnów marki Claas – lidera europejskiego rynku maszyn żniwnych. Lexion 450 z 1997 r. kupiony 5 lat temu w Niemczech i od tej pory pracujący u aktualnego właściciela kosztował 198 tys. zł. brutto. Pojazd ma przebieg prawie 4,2 tys. mth. Sprzedający zapewnia, że oleje w silniku i skrzyni biegów wraz z filtrami zostały niedawno wymienione. Tak samo wygląda sytuacja noży w sieczkarni. Oprócz tego w całym sprzęcie znajduje się dużo nowych łożysk. Kombajn wyposażony jest w 6-metrowy heder oraz stół do rzepaku z kosami bocznymi. Maszyna od nowości wykosiła 70 ha kukurydzy, a ogólnie od nowości ma za sobą ponad 5,6 tys. ha. Sprzęt nie wymaga wkładu finansowego, a silnik pracuje idealnie oraz nie bierze oleju. 

W takiej samej cenie można znaleźć o dwa lata starszy kombajn Claas Mega 218. Można też kupić taniej, np. Dominator 98 z 1990 r. w ładnym stanie to koszt 93 tys. zł. Jednak warto pamiętać, że mimo działającej klimatyzacji i pełnej sprawności Dominator jest już ponad 30-letnim klasykiem. 

Dlatego spoglądamy w kierunku nieco nowszych urządzeń. Claas Tucano 440 z 2008 r. został wyceniony na 340 tys. zł. Sprzęt używany przez lokalną spółdzielnię rolniczą z Małopolski wygląda na maszynę dość zadbaną. Według zapewnień sprzedawcy kombajn był garażowany i odpowiednio serwisowany. Wraz z maszyną kupujący otrzyma heder zbożowy C540, stół do zbioru rzepaku z jedną kosą boczną oraz wózek do hedera produkcji polskiej. Sprzęt ma sprawną klimatyzację i ogrzewanie oraz informator pokładowy Cebis Sprint i czujniki strat ziarna. Przebieg wynosi 2,8 tys. mth. Do tego dochodzą nowe sita górne, klepisko, noże na bębnie APS. Sprzedawca podkreśla, że maszyna nie była używana do omłotu kukurydzy.

Na ponad 580 tys. zł (125 tys. euro) został wyceniony Lexion 750 z 2012 r. Pojazd wyposażony w silnik Caterpillara o mocy 415 KM to jedna z popularniejszych maszyn na europejskim rynku. Opisywany egzemplarz został sprowadzony z Danii i jak zapewnia sprzedający, ma znakomite wyposażenie oraz nie był używany przy zbiorze kukurydzy. Inny Lexion, tym razem nieco mocniejszy typ 760 wyposażony w silnik OM 502 o mocy prawie 600 KM, został wystawiony za 560 tys. zł. Sprzęt z 2012 r. był używany przez jednego właściciela, został kupiony w kraju i ma przebieg prawie 3,5 tys. mth. 

Na Giełdzie Rolnej główną marką dostępnych kombajnów także jest Claas. Model Tucano 440 z silnikiem OM 936LA o mocy 286 KM kosztuje u dealera niemieckiej firmy 689 tys. zł. Pojazd pochodzi z roku 2015, ma przebieg zaledwie 840 mth. Kombajn ma pełne wyposażenie wraz z hederem C660 i wózkiem transportowym. Ten sam dealer z Pomorza oferuje jeszcze kilka maszyn, np. Lexiona 670 z silnikiem Caterpillara C9.3 (449 KM), zespołem żniwnym Vario 770 i wózkiem transportowym wyceniono na 749 tys. zł. Maszyna pochodzi z 2015 r. i ma przebieg nieco ponad 1 tys. mth. 

Czasem warto także zaglądać na grupy rolnicze na Facebooku, gdyż można tam znaleźć ogłoszenia bezpośrednio od rolników. W jednej z takich grup znaleźliśmy Claasa Tucano 420 z 2018 r. w zestawie z zespołem żniwnym o szerokości roboczej 4,3 m wraz z wózkiem transportowym. Maszyna oferowana przez pierwszego właściciela została kupiona u dealera w Polsce. Stan bardzo dobry z widocznymi śladami eksploatacji i przebiegiem 495 mth. Cena 885 tys. zł. 

Zielona barwa zawsze modna

Kolejną popularną firmą na polskim rynku jest amerykański John Deere. Używanych maszyn jest sporo, ale wiele z nich ma już swoje najlepsze lata za sobą. Ceny kształtują się podobnie do maszyn Claasa. Na przykład świeżo sprowadzony z Niemiec John Deere 2256, mający za sobą jednego właściciela i wyprodukowany w 2001 r., kosztuje 179 tys. zł. Pod nadwoziem znajduje się sześciocylindrowy silnik o mocy 220 KM, napęd 4x4, a przebieg maszyny wynosi ponad 3,8 tys. mth. Pojazd według opisu jest w stanie bardzo dobrym, ma oryginalny lakier, nowe opony i klimatyzację po serwisie. 

Z nieco nowszych maszyn jeden z dealerów amerykańskiej firmy proponuje pojazd swojego klienta serii S690 z 2009 r. Maszyna wyceniona na 420 tys. zł ma 2,6 tys. mth na silniku oraz 1,6 tys. mth bębna młócącego. Oczywiście, kombajn ma napęd na cztery koła oraz heder John Deere 630R, stół do rzepaku, a pojemność zbiornika wynosi 14,1 tys. l. 

Aż 1,076 mln zł należy zapłacić za kolejny kombajn, tym razem pochodzący z 2017 r. Jest to John Deere S680i mający za sobą 913 mth pracy młocarni. Na przedniej osi znajdują się gąsienice, a w wyposażeniu znajdziemy m.in. przekładnię ProDrive, klepiska do ziaren drobnych, zestaw klepisk do kukurydzy, nowe sito górne, heder JD 635R, stół do rzepaku i wózek transportowy. 

Dobre ceny Deutz-Fahra

W przypadku kombajnów Deutz-Fahr ogłoszeń jest sporo, ale większość ofert dotyczy pojazdów z lat 80. i 90., takich jak na przykład model TopLiner 4065 HTS z 1997 r., który wyceniono na 125 tys. zł. Pojazd oferuje pierwszy właściciel, który zapewnia, że kombajn pochodzi z dystrybucji polskiej i przez cały okres miał tylko jednego operatora. Możliwe? Wszystko jest możliwe, ale i tak na pewno warto poprosić o dokumenty potwierdzające historię. 

Zdarzają się także ogłoszenia z nowszymi egzemplarzami, takie jak np. oferowany przez jednego z dealerów marki Deutz Fahr model C 7205 TS. Według przedstawicieli firmy kombajn wygląda jak nowy (używany przez dealera tylko w celach pokazowych – na liczniku jedyne 280 mth przebiegu). Co ciekawe, sprzęt można kupić w ramach dotacji z ARiMR. Kombajn z gwarancją, z rocznika 2019, z silnikiem Daimler-Benz o mocy 313 KM, z hederem o szerokości roboczej 6 m wyceniono na 775 tys. zł. 

New Hollandy z polską historią

Bardzo popularną marką wśród fabrycznie nowych kombajnów w Polsce jest New Holland. Mimo to w ogłoszeniach roi się od ofert z żółtymi maszynami z lat 80. i 90., czyli sprowadzonymi z zagranicy. Przedstawicielem takich sprzętów jest model TC 56 z 1996 r. w ładnym stanie za 170 tys. zł, ale między starszymi modelami może trafić się także sprzęt od pierwszego właściciela z rynku polskiego. Warto szukać i sprawdzać. Takim kombajnem jest New Holland TC5070 z Polanowic, w woj. opolskim. Maszyna została kupiona w Polsce w 2011 r., od dealera, i do tej pory jest użytkowana przez pierwszego właściciela. Kombajn kosił wyłącznie zboża, nie ma na wyposażeniu AdBlue i DPF, a cała elektronika wciąż działa. Heder szerokości 4,5 m jest w zestawie, podobnie jak wózek do jego transportu. Sprzedający zapewnia, że kombajn nie był malowany, a serwis był wykonywany na bieżąco. Cena? 325 tys. zł. 

Nieco drożej, czyli 390 tys. zł, kosztuje model TC5.70 z 2014 r. Sześciocylindrowy kombajn z hydrostatyczną skrzynią biegów, hederem 4,6 m, stołem do rzepaku, udogodnieniami do kukurydzy, kamerą cofania i klimatyzacją można kupić od rolnika prywatnego w woj. kujawsko-pomorskim.

Moc AGCO

Kolejnymi firmami popularnymi w Polsce są Massey Ferguson i Fendt. Wśród dość sporej liczby ogłoszeń z pojazdami sprzed 30 lat znajdziemy też nieliczne oferty na nowsze modele. Na przykład popokazowy Fendt 5255L MCS z 2018 r. z gwarancją fabryczną do listopada 2024 oferowany przez dealera. Wyposażony w sześciocylindrowy silnik AGCO Power o pojemności 7,4 l, pojemność zbiornika na ziarno to 8,6 tys. l. Salon sprzedaży wycenił sprzęt na 676 tys. zł. W cenie nie ma hedera ani innych przystawek. 

Nieco starszy kombajn tej samej firmy, o oznaczeniu 9490X, z 2016 r., z przebiegiem 550 mth na bębnie i 1 tys. na silniku, wyposażony w heder 9 m plus stół do rzepaku power flow, rozrzutnik plew, z fińskim silnikiem Sisu oraz czujnikami strat i awaryjności oraz wózkiem transportowym wyceniono na nieco ponad 602 tys. zł. Kombajn jest sprowadzony, ale ma oryginalny lakier i jest gotowy do pracy. 

Dla porównania Massey Ferguson 9380 Delta, z 2015 r., w pełni sprawny, mający za sobą 1,4 tys. mth pracy, wyposażony w heder 9 m, silnik AGCO Power (dawniej Sisu) o mocy 496 KM i kosy boczne, wyceniono na 462 tys. zł. Nieco starszy Massey Ferguson 7282 Centora z 2012 r., w stanie bardzo dobrym, jak określił go sprzedający, sprowadzony z Niemiec, wyposażony w heder o szerokości 7,6 m, silnik AGCO Power o mocy powyżej 400 KM, z przebiegiem 1,4 mth został wystawiony na sprzedaż za 319 tys. zł. 

Mniejszy wybór, ale za to sprzęt droższy

W rozmowie z handlowcami firmy Ulenberg, dealera Claasa oferującego używane kombajny tej marki na Giełdzie Rolnej, dowiedzieliśmy się, że zainteresowanie kombajnami używanymi jest w tej chwili znacznie większe niż w poprzednich sezonach. Już w tym momencie firma sprzedała 70 proc. wszystkich sprzętów przygotowanych na ten rok. Co warto zaznaczyć, schodzą nie tylko maszyny kilkuletnie, ale także 30-letnie Dominatory. Fachowcy z Ulenberga twierdzą, że podobna sytuacja jest także na Zachodzie, a maszyn, które można sprzedać, jest coraz mniej na całym kontynencie. W tym roku liczba używanych kombajnów zmniejszyła się, np. w Ulenbergu o ok. 50 proc. w porównaniu do lat ubiegłych. Z sygnałów, które dostajemy od innych dealerów, wynika, że taka sytuacja jest wszędzie. 

Niestety, kolejną niezbyt dobrą informacją jest wzrost cen. Przedstawiciele firmy Ulenberg twierdzą, że na rynku ceny powędrowały o ok. 25 proc. w górę. Redakcja „Farmera” porównując ceny używanych sprzętów sprzed roku do dzisiejszych kwot w ogłoszeniach, również potwierdza ten trend. 

Przewidywania nie są optymistyczne. Dobrych maszyn będzie coraz mniej, a te, które zostaną, będą kosztować więcej. Popyt i wzrost wartości nakręca brak nowych maszyn, ale także coraz mniejsza dostępność sprzętu używanego na rynku – a pracować przecież trzeba. Rolnicy szukając na rynku dobrego kombajnu, muszą wyprzedzić nie tylko kolegów po fachu, ale także handlarzy i dealerów, którzy też chcą mieć jakieś maszyny w swojej ofercie. Czy ponad milionowe kwoty za 5-letnie kombajny to będzie wkrótce norma? Oby ten kołowrotek w pewnym momencie się zatrzymał.