Rolnictwo w ostatnich kilkunastu latach przeszło dużą rewolucję technologiczną. Pomimo iż po polach i drogach jeździ wiele nowoczesnych ciągników, ciągle obowiązują przepisy ruchu drogowego, które określają, że maksymalna prędkość poruszania się ciągnika rolniczego po drogach publicznych to 30 km/h. Nie można tego mylić z przepisami dotyczącymi homologacji tych maszyn, które dopuszczają do sprzedaży naszego kraju ciągniki których prędkość maksymalna jest ograniczona do 40 km/h.

O przymiarkach do długo oczekiwanej zmiany mówiło się w sejmowych kuluarach od kilku tygodni. Zapytaliśmy o nie przedstawicieli rządu, w tym Krzysztofa Ardanowskiego. Poseł PiS nie chciał potwierdzić naszych informacji, ale przyznał, że nad nowelizacją warto się poważnie zastanowić:

- Trzeba to na pewno dokładnie przedyskutować. Nie wiem do końca, czy zmiany powinny dotyczyć wszystkich ciągników, czy należy określić jakieś dodatkowe wymogi. Nie ma wątpliwości, że ciągniki są inne niż kilkadziesiąt lat temu. Wydaje się być logicznym, że skoro producenci wypuszczają z fabryk maszyny mogące swobodnie jechać do 50-60 km na godzinę to powinno się zmienić przepisy - mówi Ardanowski.

Według nieoficjalnych informacji, nowelizacja ma być wprowadzona do kwietnia przyszłego roku. W przypadku głosowania, posłowie PiS prawdopodobnie będą mogli liczyć na poparcie innych klubów.

- Słyszę o tym po raz pierwszy, ale na zdrowy chłopski rozum powinniśmy to poprzeć – przyznaje Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL-u.

Wszyscy są zgodni, że obecny przepis jest archaiczny i nie nadąża za nowoczesną techniką.

- Rozumiem, że przepisy były robione z myślą o dawnych ciapkach: Ursusach C- 330 czy C-60, które jeździły wolniej – sądzi poseł Kłopotek.

Poza tym większa prędkość maszyn rolniczych to za granicą standard. Potwierdza to Władysław Serafin, prezes Kółek Rolniczych:

- Często uczestniczę w wielu wystawach rolniczych, m.in. w Brazylii, tam dla przykładu nowe ciągniki poruszają się po drogach z prędkością do 100 km/h. Szybkość przemieszczania się ciągnika też ma znaczenie, dlatego nie ma co zachowywać standardów starych.

Ciągniki, od lat robią spore utrudnienia na drogach, szczególnie tych jednopasmowych. Pan Marcin z Bielanki w powiecie dolnośląskim wspomina, że sąsiedzi trochę z przekąsem pytają się go za każdym razem o której będzie wyjeżdżał. Drogi szczególnie w tej części Polski są bardzo wąskie i kręte, a pobocza przypominają wąwozy.

- Tak naprawdę droga jest na „półtora osobówki”, raz na 3 kilometry jest zatoczka i trzeba się tam zatrzymać. Staram się przepuszczać jak najwięcej aut, ale umówmy się, ja też chcę jak najszybciej zrobić swoje – kończy.

Potocznie nazywane przez pozostałych kierowców „zawalidrogi” nie mogą także liczyć na wyrozumiałość policjantów – Nie wiem jak to jest – mówi pan Mariusz z Zach w powiecie janowskim. - Ale latem u nas jest zawsze jakieś polowanie na rolników. A to robią akcje z alkomatem, a to sprawdzają stan przyczepy. Raz dostałem mandat za prędkość, przekroczyłem ją o 8 km – załamuje ręce.

Dziwi się temu także Władysław Serafin. - Minimum komunikacyjne jakie jest na drogach w obszarach zabudowanych to 50 km i powinno ono być dopuszczone także w przypadku ciągników.

Według danych KRUS-u, w roku 2014 doszło w Polsce do 132 wypadków drogowych z udziałem maszyn rolniczych. Rolnicy nie mają wątpliwości, że byłoby ich mniej gdyby maszyny mogły poruszać się szybciej.

Niewielka prędkość prowokuje ryzyko, kierowcy niecierpliwią się i kompletnie niepotrzebnie ryzykują swoje zdrowie – uważa nasz przedmówca z Zach. Podobnie jak Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowych Rad Izb Rolniczych dodaje, że obecne ryzyko stwarzane przez wielkogabarytowe maszyny w porównaniu z dawnymi czasami jest zdecydowanie mniejsze.

- Na pewno traktor nie jest taką przeszkodą jaką kiedyś była furmanka konna. Każda maszyna jest oświetlona, ma też dodatkowe światło ostrzegawcze. Pozostali kierowcy widzą z daleka, że jedzie maszyna wolnoporuszająca się.

 Przewodniczący Krajowych Rad Izb Rolniczych zaznacza, że zmiana prędkości powinna dotyczyć przede wszystkim ciągników z amortyzowaną przednią osią. Prędkość powinna być też zależna od tego co podczepiamy do ciągnika.

- Jazda musi być bezpieczna, poza tym warto byłoby rozróżnić prędkość dla samego ciągnika oraz z podwieszoną maszyną - mówi Szmulewicz

Zgadza się z tym Władysław Serafin. – Trzeba regulować przepisy, tak jak w osobówkach, tam samochody z przyczepą kempingową też mają ograniczoną prędkość. Także ciągnik z oprzyrządowaniem powinien mieć większe ograniczenie, choć z drugiej strony po drogach poruszają się również tiry z często 20-tonową przyczepą i one jeżdżą z prędkością 90 km na godzinę.

Dlatego idąc krok do przodu pytamy Wiktora Szmulewicza, czy nie powinno się od razu zwiększyć prędkości np. do 70 km/h? - Moim zdaniem optymalna prędkość to 60 km/h.

Kiedy i w jakim kształcie powstanie nowelizacja, przekonamy się pewnie niebawem.