PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Elektronika w maszynach - dobrodziejstwo czy przekleństwo?

Wśród użytkowników maszyn pokutuje stwierdzenie, że elektronika to najbardziej zawodny element maszyn, a jej naprawa jest bardzo droga. Czy rzeczywiście ulega ona częstym awariom? Co jest najczęstszą przyczyną usterek i jakie są faktyczne koszty napraw?



Elektronika stała się nieodłącznym elementem wyposażenia maszyn rolniczych. Część tego rodzaju układów jest stosowana z konieczności, na przykład sterowniki (inaczej komputery lub moduły) silników napędowych, dzięki którym dawka paliwa może być podawana bardziej precyzyjnie, co ma wpływ na spełnienie obligatoryjnych norm emisji spalin.

Jednak zdecydowaną większość układów producenci montują po to, aby zwiększyć komfort i wydajność pracy. Przekładnie ze zmianą biegów pod obciążeniem, elektrohydrauliczny rewers, elektroniczne sterowanie podnośnikiem (EHR) czy załączanie przyciskiem wałka WOM i kontrola jego prędkości na wyświetlaczu - to zaledwie kilka ważniejszych elementów, do sterowania których wykorzystywane są moduły elektroniczne.

Temu, kto doświadczył pracy choćby tylko z ww. rozwiązaniami, trudno będzie się przesiąść na maszynę, gdzie do obsługi każdego z elementów potrzeba mniej lub bardziej topornych dźwigni.

Ciągle jednak nowoczesne rozwiązania budzą w użytkownikach maszyn obawy o awaryjność i koszty napraw. Faktem jest, że bez specjalistycznej wiedzy i narzędzi serwisowych nawet dobry mechanik (wyspecjalizowany w układach mechanicznych) nie poradzi sobie z ewentualnymi usterkami. Obiegowe opinie o problemach z takimi układami i "kosmicznych" cenach napraw mogą zniechęcić niejednego potencjalnego kupującego sprzęt.

AWARYJNE CZY ŹLE TRAKTOWANE?

Układy elektroniczne są dzisiaj obecne nie tylko w dużych, skomplikowanych maszynach, takich jak ciągniki, kombajny czy sieczkarnie polowe, lecz także w rozsiewaczach, siewnikach, prasach czy złożonych maszynach uprawowych. Ogólnie rzecz biorąc, elementy elektroniczne nie zużywają się tak, jak elementy mechaniczne, bo nie ma w nich elementów ciernych. Obserwuje się w nich jedynie starzenie się, a to zachodzi w dość powolnym tempie, zazwyczaj znacząco przewyższającym żywotność danej maszyny.

Specjaliści od napraw elektroniki zgodnie podkreślają, że niemal wszystkie usterki układów sterujących wynikają z winy użytkownika, a nie niedoskonałości układów. - Ogólnie przyjęło się, że elektronika w maszynach jest najbardziej zawodna. Jeśli maszyna zatrzyma się, to znaczy, że winna jest elektronika. Nieprawda. W większości przypadków elektronika zabezpiecza przed uszkodzeniami mechanicznymi bądź przy uszkodzeniu danego elementu powoduje, że awarii nie ulegną kolejne - mówi Mariusz Godziewski z firmy Agro-Serwis w Siedlcach.

Największe zagrożenie dla obwodów elektronicznych niesie ze sobą nieumiejętne mycie maszyn myjkami wysokociśnieniowymi. Niby czynność banalna, ale jakże ważne jest jej prawidłowe wykonanie. Nie bez powodu instrukcje obsługi nowoczesnych maszyn zawierają punkt opisujący, jak bezpiecznie umyć maszynę.

Następną niebezpieczną dla układów czynnością są prace ślusarskie (przede wszystkim spawanie) wykonywane na danej maszynie lub zagregowanym do niej sprzęcie oraz podłączanie różnego rodzaju zewnętrznych urządzeń rozruchowych. To prosty sposób do uszkodzenia jednostek układów elektronicznych, a czasem też wiązek elektrycznych.

Przepięcia elektryczne mogą spowodować uszkodzenia programu tzw. startującego (zarządzającego) lub wewnętrznego modułów.

- Jeśli uszkodzenie dotyczy tylko samego programu wewnętrznego, taką naprawę jest w stanie wykonać serwis dealerski, wgrywając nowy program. Jeśli natomiast dotyczy ono oprogramowania startującego, serwis sobie z tym nie poradzi. Wtedy z układu trzeba wymontować kość pamięci, zaprogramować ją i z powrotem wlutować - mówi Krzysztof Nasalski z firmy NAK Studio.

- W "trzydziestce", "sześćdziesiątce" wszystko dało się naprawić przysłowiowym młotkiem i śrubokrętem i te przyzwyczajenia ciągle pokutują. Tutaj się tego nie da zrobić. Niestety, użytkownikom ciągle się wydaje, że można coś naprawić "na krótko" albo coś przełączyć, a w ten sposób nowoczesna elektronika ulega uszkodzeniu.

- Sterowniki w ciągniku są umieszczone w wielu miejscach, a ich licz ba zależy od wyposażenia maszyny - mówi Andrzej Lewkowicz z firmy Agrotechnika z Cicibora Dużego w woj. lubelskim. - Nowoczesne układy elektroniczne mają sporo zalet. Jest znacznie mniej wiązek elektrycznych i przekaźników. Łatwiej jest zdiagnozować usterkę. Generalnie rzadko zdarzają się uszkodzenia, w których moduł musi być wymieniony. Z reguły wystarcza wgranie oprogramowania - dodaje.

Oczywiście, zdarzają się też usterki wynikające na przykład z wadliwej konstrukcji modułu lub kiepskiej izolacji wiązek elektrycznych, które na przykład po 10 latach ulegają zniszczeniu. To jednak dość rzadkie przypadki charakterystyczne dla niektórych modeli maszyn z danej partii produkcyjnej.

UWAGA NA MASZYNY UŻYWANE

Szczególną uwagę na stan układów elektronicznych należy zwrócić przy zakupie maszyn z drugiej ręki, choć tak naprawdę to przysłowiowa loteria. Dotyczy to przede wszystkim maszyn tzw. przygotowanych na handel: wyczyszczonych, wymytych, pomalowanych.

Najgroźniejsze jest mycie, bo ciągnik ma się przede wszystkim "świecić". Woda podana z wysokim ciśnieniem dostanie się do wtyczek i przyłączy i już stamtąd nie wypłynie. Pozostanie w środku, a efekt jej działania wcale nie musi być widoczny od razu, tylko wyjdzie z czasem, powodując korozję czy zwarcia.

- Usterki mogą wyjść po roku czy po dwóch latach. Przegniłe złączki, końcówki - to typowy problem w takich sytuacjach. Przy usterkach wtyczek zazwyczaj nie dzieje się jeszcze nic poważnego. Komputer zgłasza, że jest jakaś anomalia i wtedy powinno się wezwać mechanika, który po kodach błędów usunie usterkę. Najgorsze jest jednak to, że użytkownicy takich maszyn najczęściej próbują sami dokonywać napraw (na szybko, podpięcie "na krótko"), co może spowodować znacznie poważniejsze i drogie konsekwencje - tłumaczy Nasalski.

Na pewno kupującemu sprzęt z drugiej ręki "lampka ostrzegawcza" powinna zapalić się od razu w przypadku wyświetlania komunikatu z kodem błędu. W takim przypadku nie należy dać się przekonać, że ostrzeżenie to błahostka, którą trzeba tylko wykasować albo że zniknie po podłączeniu maszyny, bo wszystko przecież w maszynie działa.

Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka, na przykład błąd w oprogramowaniu, uszkodzenie sterownika czy uszkodzenie lub zagrożenie uszkodzeniem mechanicznym danego podzespołu. Na przykład w przypadku skrzyni biegów może być to niski stan oleju, zapchany filtr czy przycinający się elektrozawór. Gdy wyświetla się kod błędu, warto przede wszystkim rozszyfrować, co on oznacza, a w tym może pomóc instrukcja obsługi lub serwisant.

NAPRAWA LUB WYMIANA MODUŁU

To, co odróżnia specjalistów od napraw elektroniki od autoryzowanych serwisów dealerskich, to m.in. naprawy modułów elektronicznych bądź ich części, tzw. hybryd. Autoryzowany serwis nie wykonuje tego rodzaju czynności, a wymienia cały moduł (bardzo rzadko jego części) i wgrywa oprogramowanie bądź korzysta z usług naprawczych wyspecjalizowanych firm. Dzięki temu naprawa usterki bywa znacznie tańsza od wymiany całego modułu - oczywiście, nie wszystko da się naprawić.

Wyspecjalizowane firmy nie tylko reperują uszkodzone elementy, lecz także często mają w swoich zasobach gotowe części tego rodzaju, z wgranym już oprogramowaniem, i dokonują tylko

zamiany części, a dodatkowo ewentualnej kalibracji - sporo identycznych modułów elektronicznych jest stosowanych w sterownikach maszyn różnych producentów. Na przykład Bosch dostarcza moduł sterowania podnośnikiem EHR wielu producentom maszyn. Sterowniki lub ich części są zazwyczaj pozyskiwane z rynku części używanych - jeśli są uszkodzone, to dokonuje się ich napraw. Na takie części czy wykonaną kompletną usługę naprawy firmy udzielają zazwyczaj rocznej gwarancji.

Naprawy układów elektronicznych dla indywidulanych klientów, jak również dealerów wielu marek maszyn rolniczych wykonuje m.in. firma Rol-Serwis z Siedlec. - Jesteśmy wyposażeni w specjalne testery do sprawdzania urządzeń i diagnozowania miejsca uszkodzenia oraz symulatory maszyn, na których możemy sprawdzić, czy dany sprzęt będzie prawidłowo funkcjonował po naprawie lub wymianie elementu - mówi Mariusz Godziewski. - Naprawy są wykonywane w zależności od rodzaju usterki - niektóre w warsztacie, inne na miejscu u klientów.

ILE KOSZTUJE NAPRAWA?

Zróżnicowanie cenowe w zakresie napraw modułów elektronicznych jest bardzo duże. Oczywiście, najdroższą opcją jest zakup nowego modułu sterującego. Będzie to w zależności od stopnia skomplikowania i urządzenia, w którym pracuje, wydatek od kilkuset zł (np. przy prostych siewnikach) do kilkunastu tysięcy złotych w dużych, nowoczesnych ciągnikach czy kombajnach.

Można się nieźle zdziwić, kupując na przykład używany ciągnik za 70 tys. zł, do którego za niewielką płytkę (moduł) w sklepie trzeba będzie zapłacić na przykład 10 proc. wartości maszyny.

Tu jednak z pomocą przychodzą firmy pokroju wcześniej wspomnianych, dokonujące napraw takich elementów lub wymiany na używane. Koszty będą nawet kilkakrotnie niższe. Na przykład naprawa sterownika do ciągnika Massey Ferguson serii 6100 to koszt około 2000 zł netto, podczas gdy za nowy trzeba zapłacić 6000 zł i doliczyć jeszcze koszt wgrania oprogramowania. Naprawa modułu EHR podnośnika - 1600 zł zamiast 4900 zł, sterownika silnika Johna Deere’a (np. serii 6020) - 2900 zł zamiast niespełna 9000 zł (ceny orientacyjne podane w celu zobrazowania rzędu wielkości kosztów).

Czy to dużo za komfort, jaki dają układy sterowane elektronicznie? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Okazuje się również, że tego rodzaju elementy nie ulegają awariom "same z siebie", a przyczyna usterek leży przede wszystkim w niewłaściwej obsłudze.

Artykuł pochodzi z nr 5/2015 Farmera.



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (14)

  • Elektronik 2015-06-24 14:06:22
    @ursus ever masz całkowitą rację. To jest tylko robione po to żeby trzeba było korzystać z usług serwisu, a jak wiadomo żaden autoryzowany serwis nie jest w stanie niczego naprawić tylko wymienia na nowe. I żyje z tego producent części jak i sam serwis. A potwierdza to praktyka powszechnego bronienia dostępu do dokumentacji technicznej. A powinno być tak, że jeżeli kupię ciągnik to jest on moją własnością, dlatego powinna być do niego dołączona szczegółowa instrukcja napraw i wszystkie wsady pamięci sterowników. Ale 99% awarii dotyczy wysypania się wsadu to serwisy by pobankrutowały.
  • Janek 2015-06-07 09:01:44
    @taki_ktos zgadzam się z Twoją wypowiedzią, ale nie do końca. Moja czterdziestka ma teraz coś koło 12 tys mth. miała robione 3 generalne remonty silnika oraz raz skrzynię biegów. Ostatni generalny remont silnika był 4 lata temu i pochłonął bagatela ok. 1,5 tys zł. Czy zrobisz za tyle generalkę zachodniego markowego traktora?
    @Sinecod kłapiesz i kłapiesz co te Twoje JD nie narobiły mth. I co z tego. Są to ciągniki, które kosztują bardzo duże pieniądze. Jeśli mam wydać 200-300 tys zł na takiego JD to oczekuje tej niezawodności na dłuższy czas. Fakt silnik wytrzyma kilkanaście tys mth, ale czasami cięgnik nie zrobi nawet 1 tys mth i już pierdzielnie jakiś czujniczek czy inna duperela co kosztuje 2 razy więcej niż moja generalna naprawa silnika w 4011. Pokaż mi na na jakiejś giełdzie internetowej czy portalu aukcyjnym ile jest JD czy Fendtów z końca lat 60tych? Praktycznie w ogóle. A dlaczego... Bo nie opłaca się ich naprawiać. Koszt ich naprawy przewyższa ich wartość, dlatego lepiej przeznaczyć je na przetopienie. I w tym przypadku wygrywa mało wytrzymały, ale tani w eksploatacji 4011/355/360.
  • kim 2015-06-05 23:02:31
    Sinecod baranem to może ty jesteś ,jak nie wiesz co piszesz .
  • Sinecod 2015-06-05 22:44:59
    Mentalnie nie jesteśmy w średniowieczu tylko ktoś niektórym co mają od 30 lat c360 na całe 10 ha podpiął internet. Tylko że te baraniątka za nic sobie nie dają przetłumaczyć że na tych 10 ha ten traktor robi całe nic. Ja mam od 2005 roku JD 6320 który ma już dawno przebite 30 000 godzin. 6430 od 2009 narobił już 12 300 godzin (prawie, jak dzisiaj kończyłem prasować to wskazywał jakieś 12 278 godzin), 5080R od 2010 nastukał prawie 5 tysięcy godzin. Ale oczywiście znajdzie się mądry co powie że JD to badziewie, tylko że przez te 30 lat 60-tka ani 30-tka żadna tyle nie natłucze (rocznie na 10 ha około 200 godzin można nastukać, co daje po 30 latach max 6000 godzin, połowę tego co ja mam w 6430...), chyba że jest po PGR-ze, a wtedy to już remont za remontem bo się wszystko i ciągle sypie.

    Dlatego powtarzam- wiek maszyn nie liczy się w latach tylko w przebiegu. Widziałem ciągniki które po 5 latach były tak styrane i wyeksploatowane, że nadawały się jedynie na przetop. Ale od tego jest maszyna- ma zrobić, zarobić, zwrócić się i zarobić na następcę.
  • kierat 2015-06-05 08:48:33
    Proszę Państwa, narzekamy że to co było kiedyś to dobre, trwałe, tanie w naprawie itp. Jak pamiętam tak było np. na przełomie lat 90/2000 kiedy kupowałem pierwszy ciągnik zachodni. Też się mówiło że teraz to g... produkują, badziewie itp. Teraz uważa się że np John Deery z tamtych lat to rewelacyjnie trwałe maszyny. Moim zdaniem nie można generalizować, bo o dzisiejszych też może za 15 lat ktoś powie: to był dopiero sprzęt, teraz to badziewie robią
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 100.24.113.182
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.