Agregaty uprawowe mają bardzo duże znaczenie z punktu widzenia przygotowania stanowiska pod przyszły siew, jednak ich funkcjonalność może być zdecydowanie większa, o ile odpowiednio dobierzemy maszynę do naszych potrzeb. Zdaniem producenta testowana maszyna ma poradzić sobie zarówno z uprawą w warunkach orkowych, jak i bezorkowych. A jak to wychodzi w praktyce?

Nie tylko doprawienie gleby

Głównym celem wykorzystania agregatów uprawowych jest, jak wskazuje ich nazwa, uprawienie gleby, a tym samym odpowiednie przygotowanie jej do późniejszych siewów. W ostatnich latach, które są zdecydowanie ubogie w opady deszczu, na znaczeniu zyskał także aspekt dbania o jak najmniejsze straty wody z gleby, a w tym wypadku również świetnie sprawdza się agregat mogący wzruszyć jedynie wierzchnią warstwę gleby, przerywając tym samym parowanie wody. 

Agregat uprawowy – przy zastosowaniu odpowiednich redlic – powinien także dobrze sprawdzić się przy mechanicznym zwalczaniu chwastów czy mieszaniu nawozów z glebą. Powyższe argumenty pokazują, że użyteczność agregatów zębowych jest naprawdę spora.

Konstrukcja maszyny

Do naszego redakcyjnego testu firma Unia dostarczyła model Atlas II HP o szerokości roboczej 5 m. W nomenklaturze producenta Atlas to agregat uprawowy, z kolei „dwójka” oznacza, iż mamy do czynienia z drugą generacją tego dobrze znanego agregatu. Oznaczenie HP mówi nam zaś, że maszyna jest wyposażona w podwozie jezdne oraz w ramę składaną hydraulicznie. Atlas II HP to konstrukcja mocno rozbudowana, w której zastosowano kilka sekcji roboczych. Zaczynając od przodu agregatu, znajdziemy dwie pary spulchniaczy śladów kół ciągnika. Ich zadaniem jest spulchnienie kolein powstałych w wyniku przejazdu traktora. Tuż za nimi zamontowane zostały: przednia płoza wyrównująca oraz wał strunowy o średnicy 400 mm – oba te elementy mają zadbać o wstępne wyrównanie stanowiska oraz rozdrobnić największe bryły. 

Za spulchnienie gleby oraz podcięcie jej powierzchni odpowiada dwurzędowa sekcja zębów sprężystych SX z gęsiostópką o szerokości podcięcia 260 mm, a zaraz za nią umieszczono płozę równającą, naprzemienny wał crosskill oraz tylną płozę uzębioną. Całość wieńczy podwozie jezdne z kołami o wymiarach 480/45 R17. Maszyna agregowana jest z ciągnikiem za pomocą dyszla, na cięgnach dolnych z kulami kategorii III. Do wykorzystania pełni możliwości testowanego egzemplarza wymagane są trzy pary wyjść hydraulicznych – po jednej do składania i rozkładania ramy, podnoszenia i opuszczania wózka jezdnego oraz regulacji głębokości roboczej elementów roboczych. 

Relacja z pracy

Naszą przygodę z testową maszyną rozpoczęliśmy od stanowiska po orce, gdzie agregat sprawdził się bardzo dobrze. Pole zostało odpowiednio wyrównane, spulchnione oraz zagęszczone. Nie było to jednak zbyt wymagające wyzwanie, dlatego postanowiliśmy podnieść poprzeczkę i przenieść się na stanowisko uprawiane bezorkowo, gdzie na powierzchni gleby znajdowały się resztki zarówno pszenicy zbieranej w zeszłym roku, jak i resztki grochu, który został wysiany na poplon i zniszczony jesienią. Takie nagromadzenie materii organicznej mogłoby stanowić nie lada problem dla klasycznego kultywatora, jednak testowy Atlas wyposażony został w dwurzędową sekcję zębów sprężystych SX, których to zębów było zaledwie po 10 w każdym z dwóch rzędów, a to z kolei zdaniem producenta miało umożliwić pracę w bezorkowych warunkach. Już po przejechaniu pierwszych metrów okazało się, że agregat całkowicie się zapchał. Postanowiliśmy próbować różnych głębokości roboczych, jednak przy każdej z nich jak bumerang powracał problem zapychania się. Po krótkiej rozmowie z przedstawicielem firmy okazało się, że trafił do nas agregat z początku produkcji, kiedy to jeszcze montowano płozę równającą za sekcją zębów – później producent odszedł od tego rozwiązania. Dlatego też po namowie specjalisty z Unii postanowiliśmy początkowo podnieść płozę, a ostatecznie całkowicie ją zdemontować. Wówczas praca maszyną zmieniła się całkowicie na plus, a problem z zapychaniem się agregatu już więcej nie powrócił. Nie traktujemy zatem tego jako wady, gdyż już na wczesnym etapie produkcji zrezygnowano z montowania tego elementu na maszynie. 

Zęby SX – bezorka im niestraszna

Jeśli już jesteśmy przy temacie zębów, to należy wspomnieć, iż bardzo podobała nam się ich konstrukcja – wyposażenie każdego zęba w gęsiostópkę o szerokości podcięcia 260 mm powoduje, iż na całej szerokości roboczej podcinane są wszystkie chwasty, które dotychczas skiełkowały. Dzięki temu bardzo skutecznie możemy ograniczyć zachwaszczenie w sposób mechaniczny. Przechodząc dalej, nie sposób pominąć naprzemiennego wału crosskill o średnicy 400 mm. Jest on zbudowany z pierścieni żeliwnych, gdzie pierwszy rząd pierścieni wchodzi pomiędzy drugi rząd, tworząc wał naprzemienny, niewymagający skrobaków, a więc samoczyszczący. Taki wał polecany jest głównie na gleby ciężkie, jednak sprawdził się on dobrze także w naszych warunkach, gdzie mierzył się głównie z glebami lekkimi. Jego konstrukcja powoduje, iż w dużym stopniu wciska resztki pożniwne w głąb gleby, przygotowując tym samym korzystne warunki do siewu rośliny następczej. Warty odnotowania jest jednak fakt, iż miejscami w bardzo piaszczystych fragmentach pól miał on tendencję do pchania ziemi przed sobą, co natychmiast ustępowało przy nieznacznym zmniejszeniu prędkości roboczej. Wydaje nam się, że w takich warunkach lepiej poradziłby sobie podwójny wał strunowy, jednak wiadomo, iż nie będzie on tak uniwersalny, jak crosskill i nie poradzi sobie na cięższych glebach. 

Podczas pracy zmuszeni byliśmy także zdemontować tylną płozę uzębioną, gdyż ze względu na jej ugięte mocowanie płoza nie pracowała w takiej samej odległości od wału, co skutkowało nieznacznym zapychaniem się wału w jednym końcu maszyny. Szkoda, bo element ten świetnie równał drobne bruzdki powstałe w wyniku pracy wału. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby także odsunięcie płozy od wału, bo przy wyższych prędkościach roboczych na lekkiej ziemi gleba nie miała okazji opaść przed płozą i często lądowała na niej, co mogłoby skutkować zapychaniem się jej. W czasie pracy bardzo podobała nam się hydrauliczna regulacja głębokości roboczej zębów, która dodatkowo miała prosty wskaźnik skali głębokości widoczny z poziomu operatora w kabinie ciągnika. 

Parametry pracy

Maszyna według zapewnień producenta może pracować na głębokości roboczej do 12 cm, a zalecana moc traktora towarzyszącego powinna wynosić od 140 do 180 KM. W naszym przypadku z agregatem pracowaliśmy ciągnikiem Massey Ferguson 6490 o mocy 170 KM, który oferował wydajną pracę przy 6-7 cm głębokości roboczej i prędkości sięgającej ok. 12 km/h. Niestety, już przy głębokości 8 cm i większej należałoby pomyśleć o mocniejszym „koniu pociągowym”. 

W trakcie pracy niewątpliwie zaletą maszyny jest długi dyszel, który w żaden sposób nie ogranicza na uwrociach i uniemożliwia kolizję ciągnika z agregatem. W naszych warunkach, aby uprawić całe pole, należało zostawić uwrocia na szerokości 3-4 przejazdów. W tym miejscu pojawiają się dwie drobne niedogodności – długi dyszel w połączeniu z układem jezdnym montowanym na samym tyle maszyny powoduje, iż agregat bardzo mocno zachodzi na zakrętach – to szczególnie problematyczne przy wąskich zjazdach na pole. Co ważne, testowy egzemplarz nie miał amortyzacji osi czy dyszla, przez co jazda z tą ważącą prawie 4,5 t maszyną po nierównych drogach polnych była mało komfortowa. Duży plus stawiamy natomiast za oświetlenie LED, które nie tylko wygląda nowocześnie, ale także bardzo wyraźnie sygnalizuje naszą pozycję na drodze czy zamiar skrętu. 

Wnioski końcowe

W czasie naszego intensywnego testu redakcyjnego agregat Unia Atlas II HP okazał się bardzo wszechstronny – sprawdził się zarówno w uprawie orkowej, jak i bezorkowej. Konfiguracja testowego egzemplarza była też na tyle uniwersalna, że konstrukcja z powodzeniem poradziła sobie na glebach lekkich i średniozwięzłych. Mankamenty dotyczące zapychania się maszyny zostały już przez producenta poprawione, więc dziś jest to ciekawa propozycja dla gospodarstw stosujących zarówno uprawę uproszczoną, jak i bezpłużną.