Niby pokosówki wyszły z użycia, niby rzadko się je spotyka, ale tak naprawdę nigdy całkowicie nie zniknęły z rynku. Wprawdzie dzięki „chemii” udział pokosówek w żniwach znacznie zmalał, ale z drugiej strony takie rośliny, jak facelia, gryka, lucerna czy koniczyna nadal wymagają pozostawienia pokosu i dokończenia pracy po wyschnięciu upraw. 

Ostatnio dwufazowy zbiór stał się znów „modny” na polach gospodarstw ekologicznych, np. przy rzepaku, jęczmieniu, życie i nawet pszenicy. Zainteresowanie pokosówkami może również wynikać z restrykcyjnych założeń nowego Europejskiego Zielonego Ładu, w którym nacisk położono właśnie na uprawy ekologiczne i odejście od stosowania preparatów chemicznych przyspieszających suszenie upraw. Problem w tym, że przy zakupie kosiarek pokosowych nie ma w czym wybierać. W efekcie stare, enerdowskie Fortschritty stały się znów cenne i poszukiwane. Czy oprócz wysłużonych sprzętów jest na rynku coś nowego? 

O co chodzi w pokosówkach?

Kosiarki pokosowe mogą przybrać postać maszyn samojezdnych z hederem lub specjalnych dostawek do traktora ciąganych lub zawieszanych z przodu bądź z tyłu pojazdu. Urządzenia dostępne na rynku dysponują zakresem wysokości cięcia od 9 do 25 cm, zaś szerokość zależy od konkretnej maszyny – te najstarsze dysponują hederami z cięciem na szerokość 3,5-4 m, wersje nowsze mogą dochodzić nawet do ok. 13 m. Dzięki cięciu na wysokim poziomie pokos ma lepsze przewietrzenie i szybciej się suszy przy minimalnych stratach cennych nasion. Po wysuszeniu plonu na miejsce należy podjechać podbieraczem do pokosów, który zbierze i obrobi całość. 

Przystawki dostępne na rynku można dobierać do większości typów kombajnów i w tym wypadku jest nieco większy wybór niż w samych kosiarkach.

Pokosówki używane

Jeśli chcemy zacząć uprawę roślin wymagających zbioru dwufazowego, najłatwiej i najtaniej rozejrzeć się za sprzętem używanym. W tym wypadku najbardziej popularną marką w naszym kraju jest enerdowski Fortschritt. Mimo że kraju, który je produkował, nie ma ponad 30 lat, to maszyny jeszcze pracują i są poszukiwane na rynku wtórnym. Najbardziej popularnym modelem kosiarki samojezdnej rodem z NRD jest Fortschritt E303. 

Kiedy pod koniec grudnia 2021 r. opisywaliśmy sytuację na rynku kosiarek pokosowych na portalu farmer.pl, ceny za maszynę w dobrym stanie oscylowały wokół 20-35 tys. zł w zależności od stanu konkretnego urządzenia. Już wtedy kwoty znacznie przewyższały ceny sprzed roku. Jak jest w tej chwili? Jeszcze drożej, ale na szczęście, nie szokująco drogo. Na popularnych portalach ogłoszeniowych ceny za Fortschtitty E303 wahają się w zakresie 25-30 tys. za egzemplarze działające, ale zmęczone już długoletnią pracą, do 40-50 tys. zł za maszyny w stanie bardzo dobrym. 

Na rynku można spotkać także starsze modele Fortschritta E301, E302, E307 oraz nieco nowsze E340. Niestety, występują one w ogłoszeniach dość rzadko i trudno określić ich obecną wartość. Zazwyczaj są tańsze o ok. 5 tys. zł od wersji E303. 

Czasem w ogłoszeniach trafi się sprzęt amerykańskiej firmy Hesston, należącej w latach 80. do grupy FiatAgri, a od lat 90. do koncernu AGCO. W tej chwili taka maszyna, dokładnie model Fiat Hesston 6400 S z 1983 r., jest dostępna na jednym z portali. Pokosówka ma heder o szerokości 3,6 m, z dwiema kosami bocznymi. Sprzedawca zapewnia, że sprzęt jest sprawny i w ciągłym użytku. Cena: 60 tys. zł brutto. 

Jeśli zainteresujemy się sprzętem doczepianym do traktorów, to wybór też jest niewielki – króluje niezniszczalny Fortschritt, od czasu do czasu znajdziemy pojedyncze maszyny innych marek, w tym Lupusa. W tej chwili jeden ze sprzedających oferuje kosiarkę Honey Bee z 2020 r. sprowadzoną z Kanady. Koszt takiego urządzenia to 72 tys. zł.

Co ciekawe, na rynku niemieckim sprawa wygląda podobnie. Miażdżąca większość maszyn pamięta Ericha Honeckera u władzy i Wartburgi na ulicach wschodniej części Berlina. W Stanach Zjednoczonych popularnymi maszynami samojezdnymi są Case IH WD 1203 i John Deere W150 lub W260. 

Nowe kosiarki pokosowe

Jeśli nie chcemy babrać się w używanym sprzęcie sprzed paru dekad, to możemy wybrać coś nowego, choć oczywiście ponad dwudziestokrotnie droższego. Tak mogłoby się wydawać. Problem w tym, że jeśli chcemy znaleźć sprzęt nowy i samobieżny, to próżno go szukać w ofercie polskich dealerów.

Wśród kosiarek samojezdnych europejskim liderem wydają się kraje byłego ZSRR. W tym wypadku produkty oferowały firmy Rostselmash i Gomselmash. Maszyna z Rostowa nad Donem nosi oznaczenie KSU-1 (w przygotowaniu jest zmodernizowana wersja KSU-2) i wyposażona jest w silnik YaMZ 534 o mocy 180 KM. W rosyjskim pojeździe szerokość hedera wynosi 9 m. O 20 cm szerszym sprzętem żniwnym dysponuje Gomselmash w modelu Palesse CS 200. Białoruska kosiarka samojezdna wyposażona jest w silnik MMZ o mocy 210 KM. Zresztą warto wspomnieć, że enerdowskie klasyki także wyposażone są w jednostki MMZ, tylko oczywiście starsze i o mocy 65 KM (model E303).

Sprowadzanie maszyn ze wschodu jest w tej chwili znacznie utrudnione, a i popyt na marki rosyjskie i białoruskie na pewno zmalał. Jeszcze przed wojną w Ukrainie pytaliśmy o kosiarki pokosowe dealerów powyższych marek. Na polskim rynku maszyna Rostselmasha nie była i z pewnością w przyszłości nie będzie dostępna. Białoruski Gomselmash Palesse CS 200 występował w ofercie firmy Agromilka. Niestety, nie dostaliśmy informacji na nasze pytania: ile czeka się na zamówioną maszynę, jaka jest w tej chwili cena i czy rolnicy są w ogóle zainteresowani tą ofertą?

Jeden z naszych rozmówców, znający sprzęt firmy Gomselmash, twierdzi, że białoruska kosiarka pokosowa w wersji samojezdnej pozostawia wiele do życzenia pod względem jakości wykonania i zapewne stąd niskie zainteresowanie tym nietanim sprzętem w Polsce.

Pokosówki z Ameryki

Na nieco wyższym poziomie jakościowym stoją maszyny kanadyjskie czy amerykańskie, jak Case IH, Hesston i John Deere. Firma MacDon produkuje także specjalne hedery do prac dwuetapowych. Jednak produkty tego typu nie są jeszcze oferowane na polskim rynku. Firma MacDon zaistniała już w Europie, ma główne biuro w Berlinie oraz trzech dealerów w Polsce, ale na razie nie ma w ofercie pokosówek. 

Popularność maszyn do zbioru dwuetapowego wśród producentów północnoamerykańskich nie jest przypadkowa, gdyż w tych rejonach świata (szczególnie w Kanadzie) okres wegetacji jest krótki i zazwyczaj nie można czekać, aż roślina sama wyschnie przed ścięciem przez kombajn. 

Pokosówki z Polski

W Polsce, oczywiście, nie produkuje się kosiarek samojezdnych, ale są w ofercie montowane w kraju pokosówki doczepiane do ciągników rolniczych. Jedynym rodzimym producentem jest firma Lupus z Ciechanowa. Kosiarki ciągane o szerokości 5 m oraz zawieszane o szerokości 7 m są znacznie tańszą opcją niż skomplikowane kosiarki samojezdne.

Kosiarki zawieszane na TUZ-ie cieszą się największą popularnością. Jedynymi ograniczeniami są moc i wielkość ciągnika. Legendarna „sześćdziesiątka” nie da rady. Przy hederze o szerokości 7 m traktor musi mieć przynajmniej 5 t masy własnej i moc ok. 200 KM lub wyższą. W tym przypadku do napędu maszyny potrzebny będzie WOM i trzy pary wyjść hydraulicznych. Kosiarka standardowo wyposażona jest w wózek ułatwiający transport z gospodarstwa na pole. Dla wygody rolników można dokupić specjalne kosy rozszerzające sprzęt. Ceny zaczynają się od 130 tys. zł (wszystkie podane ceny są kwotami brutto). Dodatkowe kosy to koszt 14,7 tys. zł. 

Wersja ciągana dysponuje węższym, pięciometrowym hederem, a co za tym idzie – jest lżejsza. Dlatego będzie działać także ze zdecydowanie słabszym ciągnikiem. W tym wypadku do napędu również będzie potrzebny przedni WOM oraz dwie pary przyłączy hydraulicznych. Cena wynosi 93,5 tys. zł. W porównaniu z cenami z końcówki zeszłego roku maszyny Lupusa podrożały o ok. 10 proc.

Przedstawiciel firmy Lupus Kamil Wilk powiedział nam, że pokosówki doczepiane z Ciechanowa są ok. 2-2,5-krotnie tańsze od zachodniej konkurencji, a z sygnałów płynących od rolników z całego kraju wynika, że sprawdzają się w pracy tak samo dobrze. Sprzęt jest montowany na licencji białoruskiego Gomselmasha i w Polsce przechodzi proces dostosowywania do naszych potrzeb. W zeszłym roku sprzedano ok. 30 takich maszyn. W tym roku zapowiada się, że sprzedaż będzie nieco większa. W tej chwili dostępność nie jest zagrożona i czas oczekiwania to kilka tygodni.  

Przystawki innych producentów

Na rynku do tej pory były dostępne także kosiarki do ciągników ukraińskiej firmy John Greaves oferowane przez firmę Agromilka. Niestety, położona w Berdiańsku, w obwodzie zaporoskim niedaleko Mariupola fabryka ucierpiała w czasie jednego z ostrzałów. Z pewnością jeszcze przez jakiś czas producent z jednego z najbardziej zniszczonych obwodów w Ukrainie nie będzie mógł produkować ani eksportować swoich produktów. Warto odnotować, że na polskim rynku istnieje jeszcze hiszpański Moresil. 

W tej chwili zainteresowanie produktami tego typu jest umiarkowane. Kami Wilk z Lupusa mówi, że mimo wszystko zapytania i liczba klientów chętnych na zakup rosną, a rolnicy, którzy już zakupili kosiarki pokosowe, nie żałują swojej decyzji. Przypuszczamy, że z roku na rok rynek kosiarek pokosowych będzie się tylko zwiększał.